Zawszony wiersz

– Zuzia, a potrafilabys napisac wiersz? pytam Zuzanne podczas obiadu.

– Nie. pada krotka odpowiedz.

– A moze bys sprobowala? nie daje za wygrana.

– No dobrze. W-E-SZ! Oznajmila z zadowoleniem.

Operacja

No i wyglada na to, ze jesli sie nic nie zmieni, bedzie kolejna operacja. Juz w srode.

We wtorek zadzwonila do mnie doktor Zak z IMiDz. Po konsultacji z docent Sawicka postanowily, ze we wtorek Ola zostnie przyjeta do szpitala, i jesli wszystko bedzie ok (badania, brak choroby, itd), to operacja w srode.

Bardzo sie boje, oczywiscie. Ola bedzie musiala zostac w szpitalu okolo 10 dni po operacji. Nie bede mogla z nia spac. Bede musiala przychodzic do szpitala rano, a wieczorem bede musiala wychodzic.

Jak Ola to zniesie? Bedzie wyla cale noce. Powroci ta trauma sprzed roku. Znow beda ja kluc w te malutkie raczki, w te niewidoczne zylki, trzymajac na sile na lozku zabiegowym jak prosiaka przeznaczonego na rzez.

Znow bedzie niepewnosc, czy aby wszystko bylo ok? Czy bedzie kupa? Czy ja nie boli?

Teraz Ola jest starsza, wiec bedzie trudniej… wtedy tylko lezala, taka malutka, bezbronna, ale i nieswiadoma. Teraz juz rozumie, calkiem sporo rozumie… nie bedzie chciala nieruchomo lezec caly czas. A chodzic nie bedzie mogla. I jak tu przetlumaczyc rocznemu dziecku?

Poczawszy od niedzieli bede Was informowala o tym, co sie dzieje, smsem (jesli mi sie uda). Zatem bedzie krotko.

Trzymajcie kciuki za Ole.

Chcesz zobaczyc cipsko?

Jestesmy sobie w centrum handlowym, w sklepie Mango.

Zuzia, z glowa pod sukienka wiszaca na manekinie, wychyla sie i na cale gardlo krzyczy do Czarka (syna mojej siostry), ktory znajduje sie na drugim koncu sklepu:

– Chceeeeesz zobaczyc CIPSKO??????

*********

Kolejny tekst Zuzi, tym razem juz w domu:

– Mama, czy moja pupa jest czysta jak roza? (to po tym, jak sie zalatwila, i chciala, abym jej sprawdzila, czy dokladnie pupcie sobie wytarla).

Oraz:

– Jak zrobilam juz kupe, jedna GALKE…. (kto jeszcze robi kupy na galki?) 


We're in a shopping mall, in Mango shop.

Zuzia, with her head sticking out from under a dress hanging on a manequin, is shouting to Czarek (my sister's son), who is in the other end of the shop:

– Do you want to see a PUSSYYYYYY????

********

Another text:

– MUm, is my bottom as clean as a rose? (after she pooped and wanted me to check if she wiped herself properly). 

Buciki

 

 

Takie same, tylko ze zlote….. kosztuja duzo, wiec moze na gwiazdke? Od meza?… (maz wlasnie kupil sobie auto, chyba ja tez zasluguje na prezent?)

UPDATE: poniewaz wiele osob nie widzialo poprzedniego zdjecia, zamieszczam to. Nie wygladaja tutaj tak cudnie te buty, ale uwierzcie mi, sa przebajeczne! Mam nadzieje, ze tego widac

 

 

 

 

Alkohole rozne

Dzis jestem testerem. Testuje alkohole.

Na pierwszy ogien poszedl miod pitny, tzw. dwojniak. Ja nie wiedzialam, ale sie dowiedzialam, zatem dla tych, ktorzy tez jeszcze nie wiedza: dwojniak jest rozcienczanym miodem 1:1; trojniak to miod rocienczany dwukrotnie.

Miod pitny ma smak bardzo dobry, troszke tylko alkoholowy, i slodki. Zdecydowanie moglabym sobie go saczyc caly wieczor; dopoki bym nie padla.

Potem byl jeden z 'wynalazkow' mojej mamy (bo mama toto wynalazla). Nazywa sie to Unicum Amaro Digestivo Zwack (pojecia nie mam, czy w takiej kolejnosci; przepisalam po prostu wszystko z butelki). Sprobowalam, i myslalam ze zwymiotuje. Gorzkie toto, mocne jak nie wiem, smakuje jak trucizna! W dodatku na butelce wielki krzyz na czerwonym tle! Myslalam, ze mnie macierz otruc chca, zatem czem predzej w internecie poszperalam, i sie dowiedzialam, iz:

amaro digestivo jest wiele rodzajow, kazdy smakuje inaczej. Pije sie toto po posilku, i wspomaga toto, jak sama nazwa wskazuje, trawienie.

– napoj stal sie ostatnio bardzo popularny i modny w U.S.A, zwlaszcza w Nowym Jorku i San Francisco (alez bylam modna dzis wieczor, saczylam amaro digestivo!)

Unicum ma bardzo dluga historie – produkowane na Wegrzech przez rodzine Zwack, Joseph Zwack, doktor (rodziny Hapsburgow), wymyslil w 1790 przepis, trzymal go w tajemnicy; dzis produkuje sie trunek z 40 ziol, ktore sie maceruje, destyluje, a potem dojrzewa przez 6 miesiecy w kadziach z francuskiego debu.

Bardzo to brzmi interesujaco. Szkoda tylko, ze w smaku jest takie oblesne.

Potem bylo limoncello . Napij alkoholowy z cytryn. Bardzo popularny we Wloszech. Myslalam, ze bedzie kwasne, ale nie bylo. Za to ma cudowny, zolciutki kolorek. Pije sie to rowniez po posilku, aby wzmocnic trawienie.

Gruszkowka byla ostatnia. Zakupiona dzisiaj w sklepie Nalewki i inne, okowita z gruszek. Okowita smakowita? Akurat! 50%, smierdzi jak czysty spirytus, sprobowalam mini lyka, i mnie wykrecilo! Dostalam gesiej skorki, wlosy na ramionach mi deba stanely, a moja mame na sam zapach rozbolala (ponownie) glowa.

Po tych wszystkich napojach na trawienie bede miala swietie przetrawiona kolacje. Czy to oznaczaloby, ze moge jesc do woli, potem pic do woli, i bede szczupla??? 

Polska oczami zakatarzonej

Patrze na Polske innymi oczami. Bo nie ma mnie tutaj wiekszosc czasu, wiec ogladam Polske jak turystka z Kataru. I co widze?

Nie bede oryginalna, pisalam o tym juz wiele razy. Widze dziewczyny, ubrane w bluzki na ramiaczka, i miniowki, i wydaje mi sie to takie… nieodpowiednie (chociaz seksowne). Minie kilka tygodni, i robiac zakupy sama bede kupowala kiecki na ramiaczka i z dekoltem takim, ze cycki sie wylewaja (przepraszam za jezyk).

No i widze dziewczyny, ktore o siebie dbaja. Nawet wychodzac do parku wygladaja ladnie. W Katarze te Angielki zakladaja 'byle co', i wygladaja byle jak… 

Widze zielen, parki, trawe…. ptaszki… deszcz. Tego nie ma w Katarze.

Widze sklepy, a w nich piwo, wino, wodka… tak sobie stoja na polkach. Albo ide do pizzeri, i moge sobie wypic piwo z ta pizza. Jesli tylko mam ochote.

Widze poranek o piatej rano, i widze zachodzace slonce o 21:30. W Katarze slonce zachodzi o 18. Codziennie. Latem i zima.

Jest allegro, sklepy z uzywana odzieza, tanie linie lotnicze, sklepy internetowe…..

Widze piekne pola, laki, ogrody kwitnace, ludzie przy trasie sprzedajacy kurki i jagody… 

Nie  bede pisala o naszej polityce, bo to nie wpis o cyrku, nie bede pisala o korkach w totalnie zablokowanej Warszawie, ale naprawde, tutaj jest tyle pieknych rzeczy, tyle wspanialych rzeczy, ktorych ktos, kto tu zyje nie dostrzega, bo ma je na co dzien… (na codzien?).

A ja dostrzegam. I sie nimi ciesze, poki moge.

Dobranoc. 🙂 

Mistrzowie kamuflazu

Nasze mieszkanie w Warszawie jest wynajmowane. Mlodej parze. On i Ona. Ostatnio pojechalam ich odwiedzic, obejrzec mieszkanie, porozmawiac o rachunkach i o przedluzaniu umowy.

Tak sobie rozmawiamy, a w pewnym momencie On mnie pyta:

– Czy mieliby panstwo cos przeciwko temu, jesli my mieszkalibysmy tutaj z dzieckiem?

– Nie, no dlaczego mielibysmy miec cos przeciwko? zdziwilam sie.

No i mnie tknelo!

– To Ona jest w ciazy???? Ktory miesiac?

On zaczal sie tlumaczyc, nieco zmieszany, skrepowany… Zaczal:

– To ja moze powiem juz cala prawde…(pomyslalam z przerazeniem: Matko! Maja dziecko, ktore oddali na wychowanie, bo mysleli, ze to dziecko nie moze z nimi mieszkac w naszym mieszkaniu!)

A On kontynuuje, tlumaczac sie, ze oni to maja juz dziecko, takie w wieku naszej Oli…. mieli to dziecko jak mieszkanie wynajmowali, ale nie przyznali sie, bo zawsze jak znajdowali ladne mieszkanie, to nikt nie chcial im wynajmowac, przez to dziecko wlasnie, wiec postanowili nic o dziecku nie mowic!

Szczeka mi ze zdziwienia opadla! Bo za kazdym razem gdy ich odwiedzalam, w mieszkaniu nie bylo najmniejszego sladu dziecka, najmniejszego smrodku z pieluchy! Ba, Ona absolutnie nie wygladala jakby dziecko wlasnie urodzila! Nadziwic sie nie moglam gdzie oni to dziecko tak dobrze ukrywali caly rok!

Usmialam sie bardzo. Obejrzalam zdjecie malutkiej Onej. No i mam nadzieje, ze nastepnym razem jak pojade mieszkanie obejrzec, to zobacze i malutka Oną. 🙂


Our flat in Warsaw is being rented. To a young couple. He and She. Recently I went to visit them, to have a look at the flat, talk about bills and extending the renting contract.

We're talking, at one point He says:

– Would you mind if we were living here with a baby?

– No, why would we mind? I was surprised.

And I got a thought!

– She's pregnant! Which month?

He started explaining, a bit uncomfortable… He started:

– So maybe I'll tell you the whole truth… (I thought scared: Jesus! They have a child and they gave the child to some grandparents or something, because they thought the child can't live with them in the flat!)

And He continues, explaining, that they already have a child, child is the same age as our Ola…. they had had this baby when they're renting the flat, but they said nothing, because whenever they found a nice place, nobody wanted to rent it to them because of the baby, so they decided not to say anything about the baby…

My jaw dropped to the floor! Because whenever I went to visit them, in the flat there was no slightest sign of a baby, not the slightest smell of diaper! Moreover, She never looked like if she just gave birth! I was amazed how well they were hiding this baby for the whole year!!!

I couldn't stop laughing. I had a look at the Baby, and I hope next time when I go to look at the flat, I'll see the little Baby 🙂

Burza (nie w szklance wody, bynajmniej)

Jest burza. Najnormalniejsza. Nie widzialam burzy juz od bardzo dawna. Takiego deszczu tez nie.

W srode wybralam sie do szpitala, w ktorym rodzila sie i byla operowana Ola. Ja to juz mam takie szczescie, ze jak sie wybieram do lekarza, to lekarz akurat strajkuje (gdy rok temu rodzilam Ole byl dlugi weekend, polaczony ze strajkami, stad wszystkie moje owczesne niewiarygodne przygody. Tym, ktorzy nie czytali, polecam wpisy z poczatku maja zeszlego roku).

Tym razem tez strajkowali. Przyjmowali do godziny 12, a od 12 do 13 mieli przerwe na strajk.

Zapisalam sie do chirurga, aby obejrzeli Ole i jej przetoke.  Pojawilam sie o 9:30. 10, wciaz czekam. 11, czekam. Zbliza sie 12, a ja wciaz czekam. I sie zastanawiam: czy jak wybije 12, to reszte ludzi z kwitkiem odprawia? Bo chirurg generalnie tylko do 13 przyjmuje. Czy tez moze po 13 przedluza przyjmowanie o godzine?

Na szczescie przyjeli mnie, i to po dwunastej dziesiec. Obejrzala pani doktor Ole (na chirurgow w Instytucie Matki i Dziecka zlego slowa  powiedziec nie dam! Jedynie poloznictwo jest do dupy), i powiedziala, ze byc moze zamkniecie przetoki bedzie jeszcze w wakacje…. zobaczymy. Bede Was informowac.

Jesli tak, to oznacza, ze w te wakacje Ola bedzie miala druga operacje, ktora juz, miejmy nadzieje, zupelnie skonczy jej problemy z jelitkami. 

Taksowka po katarsku

Ze tak jeszcze wroce na wschod z Warszawy, i opowiem Wam o Karwa.

Dawno temu (moze rok?) po Katarze jezdzily tylko taksowki pomaranczowe. Nie bylo autobusow, byly tylko limuzyny i pomaranczowe taksowki. Taksowki byly w zaden sposob nie zrzeszone. Jezdzily sobie, jak sie chcialo taksowke, to wychodzilo sie na ulice, machalo, i juz. Bo taksowek bylo duzo, jakby nie patrzec, byl to jedyny, oprocz wlasnego auta, srodek transportu.

Calkiem niedawno weszla Karwa. Przedsiebiorstwo w posiadaniu Katarczykow. Karwa ma taksowki, w pieknym turkusowym kolorze. Wprowadzila tez autobusy. Rowniez turkusowe.

 

Postanowili zainstalowac, jak na wszystko zreszta, monopol.  Zatem pomaranczowym taksowkom nie odnawiano licencji. W ciagu kilku miesiecy pomaranczowe taksowki zupelnie zniknely z zakurzonych ulic Kataru.

Zostaly taksowki turkusowe. I autobusy. 

Autobusy niby sa, ale jezdza nimi glownie mezczyzni,  robotnicy. Co oczywiscie sprawia, ze kobieta czulaby sie w takim autobusie bardzo skrepowana. Zatem kobieta do takiego autobusu nie wsiada.

Zostaje jej taksowka. Karwa poczatkowo byla prowadzona przez Francuzow. Jak Francuzi caly interes rozbujali, madre katarskie glowy doszly do wniosku, ze dalej moga same, a jak beda same, to wiecej kasy natluka.

W zwiazku z czym przejeli prowadzenie Karwa, i wprowadzili nastepujace zasady:

– jak kierowca chce wynajac taksowke na 10 godzin (zeby nia jezdzic), to musi zaplacic 250 riali. Jesli zarobi cos ponad to, to jest jego. Jak nie, jego strata. W dodatku jesli zdarzy sie jakas stluczka lub odrapanie (a zdarzaja sie nagminnie), to kierowca z wlasnej kieszeni pokrywa koszty.

Oczywiscie kierowcy nie sa w ciemie bici, i doszli do wniosku, ze o wiele taniej bedzie wynajac auto (koszt ok. 1500 riali na miesiac), i zarabiac sobie na lewo, prywatnie wozac klientow.

Rezultat: na ulicach ciezko zauwazyc taksowke, a jak sie chce ja zamowic przez telefon, to taksowek nie ma, no, moze za dwa dni? 

Mam dylemat, czy do katarska opowiesc, czy absurd, ale moze jednak katarska opowiesc bedzie…. 

Nic bez przygod

Nic bez przygod sie odbyc nie moze, oczywiscie, zatem i tym razem zaczelo sie od przygod.

Zaczelo sie calkiem niezle. Mielismy w samolocie siedzenie z fotelikiem dla  Oli, i nie musialam jej trzymac cala noc na kolanach. Mialam rowniez bardzo milego sasiada, ktory pracuje dla marynarki wojennej, i okazal sie swietnym rozmowca – bardzo to skrocilo czas podrozy.

No ale juz po przylocie do Warszawy…

Czekam na bagaze, czekam, i czekam…. i sie nie doczekalam. Zgubili obie moje torby. Zostalam bez absolutnie niczego – nie mam nawet majtek na zmiane 🙂

No ale wiem ze juz jedna torba dzisiaj przyjedzie, druga jutro.

No i pogoda jaka ladna w Polsce..

No i najdziwniejsze jest to, ze po ulicach  chodza sobie kobiety. Takie rozebrane, i chodza sobie, na spacery. Zupelnie sie od takiego widoku odzwyczailam (w Katarze na spacery sie nie chodzi – za goraco, no i nie ma chodnikow!)