Wczoraj wybralam sie z Grzesiem i Basia na odczyt pt. Life as a Photographer. Nie byle jaki, bo prezentowal sie Sam Abell, jeden z trzech czy czterech etatowych fotografow National Geographic. Sam Abell jest z NG juz od bardzo, bardzo dawna.
Prezentacja odbywala sie w Diplomatic Club i byla polaczona z rozdaniem nagrod w konkursie fotograficznym.. Wszystko bardzo elegancko, stoliki nakryte bialymi obrusami….
Abell bardzo umiejetnie wlaczyl swoje zdjecia w opowiesc – o swoim zyciu, o Ameryce, o tym, jak powstawaly jego fotografie… dowiedzielismy sie o jego bracie, rodzicach, o jego przygodach (skreconym karku, kilku ukradzionych aparatach, pobitym pysku), a takze o zyciu w malym miasteczku Amerykanskim.
Po prezentacji byl pyszny obiad, rozdanie nagrod w konkursie fotograficznym (oczywiscie wszystkie nagrody zgarneli Katarczycy; moim zdaniem nie zawsze zasluzenie, ale ja jurorem nie bylam) i czas na rozmowe z innymi pasjonatami fotografii.
Na tej stronie – czesc pierwsza, dziennik , a takze na tej , mozna niejako obejrzec prezentacje, ktora ja widzialam wczoraj. Wszyscy pasjonacji fotografii powinni sie tam wybrac.
Dziennik jest prywatnym fotograficznym zapisem Abell'a. Gdy zaczal prace w NG myslal, iz przygoda z pismem nie bedzie trwala wiecznie. Aby miec dziennik swoich przygod z tego czasu, postanowil, iz bedzie robil czarno biale fotografie. I Dziennik to wlasnie ten czarno bialy zapis. Klikajac na miniaturke znajdziemy sie na stronie z historia zdjecia.
Druga strona to geneza powstania fotografii. Znow, klikajac na miniaturke zobaczymy kilka fotografii, ktore Abell zrobil ZANIM powstala ta jedna, najlepsza. Oczywiscie z historyjka.
Strony sa po angielsku.