Jak samemu zrobic aparat fotograficzny

We wtorek wybralam sie na warsztaty z fotografii, czarno bialej. O fotografii bylo niewiele, ale zrobilismy swoje wlasne aparaty fotograficzne!

Zajecia byly  swietne. Zrobilismy swoje wlasne, tzw. 'pin hole camera', czyli aparat otworkowy.

Kazdy musial przyniesc puszke lub pudelko. Pozniej pomalowalismy to pudelko (puszke) czarnym sprejem w srodku, pozaklejalismy wszelkie mozliwe otwory – tak, aby do srodka nie dostalo sie swiatlo.

W jednej scianie pudelka zrobilismy dziure. Wielkosci 1×1 centymetra. Dziure zakleilismy czarna tasma. W tasmie zrobilismy kolejna dziurke, tym razem dziurka byla malutka, wykonana igla.

Na to kolejna tasma – aby zakryc dziurke. W ciemni wlozylismy do pudelka papier fotograficzny, zamknelismy pudelko, i juz, gotowe.

Dzisiaj musialam wykonac  tym aparatem zdjecie – odkleic tasme, zakrywajaca dziurke, naswietlic (przez 3 minuty), i ponownie zakryc tasma dziurke.

Dzis wieczorem, na kolejnych warsztatach, bedziemy wywolywac te zdjecia.

Jestem bardzo ciekawa, co mi wyjdzie 🙂 Pewnie nic, bo znajac mnie cos tam zle naswietlilam, albo zle ustawilam 'aparat'…

Po wywolaniu zeskanuje, i umieszcze na Mazusach, zebyscie mogli sobie obejrzec.

Wyscigi motocyklowe

W sobote wybralismy sie na wyscigi motocyklowe. Wydarzenie na skale swiatowa, z takimi osobnikami jak Biaggi. Bylo glosno, bylo tloczno, bylo super.

 

 

Wyscigi odbywaly sie na torze Lusail.

start lusail

 

 

 

Najszybsze motocykle swiata, zgromadzone tutaj, w Katarze. Chlopcy, ktorzy jezdza na tych motocyklach to dzieciaki, naprawde mlodzi. Nie wyobrazam sobie, jaka adrenaline musza oni czuc, gdy tak sie scigaja – ja bylam niezwykle podekscytowana, gdy te motocykle tak eeeeeo! eeeeeeeeeeeo! eeeeeeeeeeeeeeeeeo! z niezwyklym halasem, obok naszych trybun przejezdzaly.

Niestety, po pierwszym wyscigu musialam wracac do domu – bylo chlodnawo, a ja nie wzielam swetrow dla dziewczyn, no i zapomnialam jedzenia dla Oli. Ze juz nie wspomne o tym, ze w takim halasie Olka spac nie mogla, wiec byla zmeczona.

Dwa lata temu Matt pracowal przy wyscigach motocyklowych, jako tzw. marshall. A w tym roku jednym z lekarzy na wyscigach byl Polak 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gucci, D&G, Dior…

Wracajaco do Florencji, tak jak obiecalam…

Florencja to raj dla zakupoholikow. Ma sklepy wszystkich najwiekszych, najbardziej znanych projektantow – Gucci, Dolce & Gabbana, Roberto Cavalli, Dior, Miu Miu, Bulgari, Prada – to tylko nieliczni. Ich sklepy rosna sobie na ulicach jak supermarkety w Polsce.

Nie odwazylam sie wejsc do zadnego z nich, gdyz wymuskane, idealne, nieskazitelne ekspedientki przerazaja mnie. Nie lubie, gdy patrza na mnie z gory. Moze i nie stac mnie na sukienke od D&G, ale czy taka paniusie, ktora te sukienki sprzedaje, stac? Jeszcze bardziej nie. Zatem nie rozumiem, dlaczego one tak udaja, ze sa lepsze od innych. Byc moze dodaje im to pewnosci siebie i sprawia, ze sie lepiej czuja. Niech sie czuja.

Tuz poza Florencja, na obrzezach miasta, sa slynne 'discount designer shops', czyli sklepy, gdzie rzeczy od projektantow mozna kupic za pol ceny. Chcialam sie tam wybrac, ale latwo dojechac nie jest – pociag, potem taksi… podobno sie czeka, bo wpuszczaja po kilka osob, a nie tak ze kazdy wchodzi kiedy chce.

Zauwazylam, ze nasz hotel organizowal transport do tych sklepow. Super, mysle sobie, pojade. Ale jak zapytalam, ile kosztuje ten transport, to sobie siniaka na dolnej szczece nabilam, o podloge. Bo transport kosztowal, UWAGA, UWAGA, 200 euro. He he he. Juz sie rozpedzilam.

Zatem nie pojechalam.

Oprocz ubran popularne sa, jak na kraj sloneczny przystalo, okulary przeciwsloneczne. Sklep przy sklepie, a od wyboru az sie w glowie kreci. I wszystko najnowsze modele. Te z zeszlego sezonu przecenione o 20, 30 procent.

I oczywiscie BUTY, BUCIKI, BUCICZKI….. piekne, zlote, srebrne, w kwiaty i groszki, z kokardkami, fikusne i proste, seksowne i zolnierskie, kazdy rodzaj…. a wszystkie piekne…. duzo 'baletek'. Nowy trend. Chociaz nie w moim stylu.

 

gucci prada designer

 

Zachcialo mi sie

Zupy fasolowej. A ze zachcianka nagla byla, nie moczylam tej fasoli, tylko ja od razu do gara, z miechem, i gotowac zaczelam.

Gotowalam i gotowalam, a fasola twarda byla i sie miekka zrobic nie chciala. Gotowalam ja od 12 do 20.

A o 20 ja przypalilam, bo o niej kompletnie zapomnialam, i woda wyparowala. Mam wymowke, bo dzieci spac kladlam, ale i tak….

No i teraz nie ma fasolowej, ani na dzisiejszy obiad, ani na jutrzejszy…

Zamiast fasolowej jem sobie biszkopciki wloskie, tzw. biscotti. Biscotti podobno znaczy 'dwa razy pieczone'. Sa przepyszne, i maja w srodku cale migdaly. Przywiozlam je z Florencji.

Razem z biscotti przeszmuglowalam wino. Bo biscotti z vin santo, czyli swietym winem (jakie ono tam swiete!) sa tradycyjnym deserem we Florencji. Vin santo absolutnie jak wino nie smakuje, jest mocniejsze, nieco slodkawe, ma kolor herbaty.

Ten kolor herbaty ulatwil mi zadanie. Oczywiscie do Kataru alkoholu wwozic nie wolno, wszystkie torby przed wpuszczeniem do kraju sa przeswietlane. Co robic? Musze miec vin santo, bo bez niego biscotti to nie to samo!

Wlalam to wino do butelek po mrozonej herbacie Nestle. Do bagazu (w podrecznym by zabrali,  nie mozna przewozic wiecej niz 100 ml w bagazu podrecznym). Na lotnisku w Doha, tuz przed przeswietlaniem, 'mrozona herbate' wyjelismy z walizki i wsadzilismy dziecku do wozka, pod budke.

I tak tylko sie modlilam, zeby nie zechcieli wozka przeswietlac, bo wtedy dopiero by bylo!

Na szczescie nie chcieli wozka przeswietlac.

Na nieszczescie jedna butelka "mrozonej herbaty" sie wylala. Calkiem przypadkiem, juz w lodowce naszej. Odzalowac do dzisiaj nie moge. 

Sam Abell

Wczoraj wybralam sie z Grzesiem i Basia na odczyt pt. Life as a Photographer. Nie byle jaki, bo prezentowal sie Sam Abell, jeden z trzech czy czterech etatowych fotografow National Geographic. Sam Abell jest z NG juz od bardzo, bardzo dawna.

Prezentacja odbywala sie w Diplomatic Club i byla polaczona z rozdaniem nagrod w konkursie fotograficznym.. Wszystko bardzo elegancko, stoliki nakryte bialymi obrusami….

Abell bardzo umiejetnie wlaczyl swoje zdjecia w opowiesc – o swoim zyciu, o Ameryce, o  tym, jak powstawaly jego fotografie… dowiedzielismy sie o jego bracie, rodzicach, o jego przygodach (skreconym karku, kilku ukradzionych aparatach, pobitym pysku), a takze o zyciu w malym miasteczku Amerykanskim.

Po prezentacji byl pyszny obiad, rozdanie nagrod w konkursie fotograficznym (oczywiscie wszystkie nagrody zgarneli Katarczycy; moim zdaniem nie zawsze zasluzenie, ale ja jurorem nie bylam) i czas na rozmowe z innymi pasjonatami fotografii.

Na tej stronie – czesc pierwsza, dziennik ,  a takze na tej , mozna niejako obejrzec prezentacje, ktora ja widzialam wczoraj. Wszyscy pasjonacji fotografii powinni sie tam wybrac.

Dziennik jest prywatnym fotograficznym zapisem  Abell'a. Gdy zaczal prace w NG myslal, iz przygoda z pismem nie bedzie trwala wiecznie. Aby miec dziennik swoich przygod z tego czasu, postanowil, iz bedzie robil czarno biale fotografie. I Dziennik to wlasnie ten czarno bialy zapis. Klikajac na miniaturke znajdziemy sie na stronie z historia zdjecia.

Druga strona to geneza powstania fotografii. Znow, klikajac na miniaturke zobaczymy kilka fotografii, ktore Abell zrobil ZANIM powstala ta jedna, najlepsza. Oczywiscie z historyjka.

Strony sa po angielsku. 

Zuzia i ksiaze Karol

Dzis Karol i Kamila odwiedzili DESS, czyli szkole, do ktorej chodzi Zuzia. Ze mial tam byc, dowiedzialam sie od kolezanki (mamy innego dziecka w DESS).

Zatem po szkole pytam Zuzi:

– Zuzia, byli dzisiaj u was w szkole goscie? Powiedz mamie, bo to jest bardzo wazne.

Zuzia: – Dla mnie nie jest bardzo wazne.

I nic. No wiec dalej ja podpytuje, bo w koncu chcialabym wiedziec, czy moje niespelna piecioletnie dziecko widzialo glowe krolewska, czy nie.

Okazalo sie, ze byl pan, ale nie tylko pan. Byla pani? Najprawdopodobniej w kapeluszu? Tak, w kapeluszu i z kwiatuszkami w dloni. I dzieciaki spiewaly im piosenki, ale nie wszystkie dzieciaki, tylko te starsze dzieciaki.

– Zuzia, a czy wiesz, ze ten pan to jest ksiaze Karol, prince Charles? Syn krolowej angielskiej?

– A kto to jest krolowa angielska?

– No wiesz, ona jest najprawdziwsza na swiecie krolowa, i rzadzi Anglia. A on jest jej synem. Najprawdziwszym ksieciem.

– No, najprawdziwszej krolowej. Mama, glodna jestem – podsumowalo moje niespelna piecioletnie dziecko.

Zdrowe ma podejscie, nie? Bo w sumie to dorosli sie ekscytuja, przedstawienia szykuja, a dziecko ma to gdzies – w koncu nie zna tego pana, nie? Jakby tata przyszedl do szkoly, to co innego, a taki pan, to co tam!

A Karolowi pewnie tez bokiem wychodza te wszystkie piosenki spiewane przez dzieci, i zaloze sie, ze wolalby sobie konno pojezdzic i w golfa pograc…

A wczoraj Karol byl na suku Waqif , znanym kiedys jako suk iranski. O suku pisalam tutaj .

A tutaj jest link do Gulf Times , ktory pisal o wizycie Karola w DESS. 

Ksiaze Karol w Katarze

Karol i kamila

 

 

Tytul mowi wszystko. Dzis przylecial Ksiaze Karol ze swoja Camilla (pamietacie: Krol Karol kupil krolowej Karolinie korale koloru koralowego…. jakze to bylo prorocze, szkoda, ze imie nie to… ale tez na k [w mowie] ;P) do Kataru.

Zwiedza sobie Ras Laffan (wydobycie gazu sie tam odbywa), potem Education City (projekt szejkowej Mouza, o ktorym pisalam kilka dni temu), potem obejrza sobie sztuke wystawiona przez dzieciaki….

Ciekawe, w ktorym hotelu sie zatrzymaja. 

Chlosta

Mieszkaniec Bangladeszu zostal wczoraj skazany na chloste – 40 batow – za jazde po pijanemu. Kara chlosty, tutaj wciaz obecna, mnie osobiscie wydaje sie jak z zupelnie innej bajki, z innego wieku. A tutaj prosze, tak na codzien 🙂

A tak swoja droga, gdyby w Polsce wprowadzili kare chlosty zamiast kary pienieznej, to byc moze mniej byloby pijanych kierowcow? Kto wie….

Wczoraj poszlismy na obiad w klubie golfowym – Matt gral w golfa z setka innych osob (taki golf day) a wieczorem bylismy zaproszeni na obiad.

Obiad byl przepyszny. Do kazdego dania (przystawki, zupy, dania glownego i deseru) dodano whiskey! Bo dystrybutor tej whiskey byl sponsorem. Serwowali do picia 30 letnia whiskey, ktorej butelka kosztuje 900 riali! Oczywiscie musialam sie napic.

Nic dziwnego, ze rano bolala mnie glowa. Bardzo. 

Do Florencji jeszcze wroce, obiecuje. 

Niepracujace baby zamknac w domu

Do Florencji jeszcze wroce – nie mialam czasu przygotowac nastepnej porcji zdjec (z Pisy i Sieny), zatem wrocmy na chwile do Kataru.

A w Katarze sie dzieje, oj dzieje.

Ostatnio wszedzie slyszy sie dyskusje o nowej propozycji rzadu.

Otoz, poniewaz nasilenie ruchu drogowego jest  olbrzymie, i korki sa nieziemskie, rzad nie bardzo wie, jak sobie z tym poradzic. Zatem wpadli na pomysl godny samej ARabii Saudyjskiej. Kobiety, ktore nie pracuja, nie beda dostawaly prawa jazdy!

I juz problem korkow rozwiazany – bo przeciez jak taka matka dzieciom nie bedzie miala auta, to bedzie musiala wziac  taksowke. A liczba taksowek jest ograniczona. Albo bedzie musiala zatrudnic kierowce.

Zamknac kobiety w domu, i juz, po co im auta, jak nie pracuja, nie? Niech siedza w domu i go pilnuja. W koncu po to sa.

Na szczescie najprawdopodobniej ustawa nie przejdzie. Z kilku powodow.

Po pierwsze, Katar chlubi sie swoja otwartoscia, tym, ze nie sa zacofani, tym, ze wrecz maja kobiety  w rzadzie. I to jest prawda. Kobiety w Katarze maja dobrze, i Katar jest otwarty. Zatem taka ustawa to bylby olbrzymi krok wstecz. A tego Katar nie chce, bo Katar bardzo dba o swoj wizerunek w swiecie.

Wszystko tutaj rozbija sie o ten wizerunek. Igrzyska Azjatyckie. Czy chociazby to, ze linie lotnicze, jak slyszalam, nie musza zarabiac, wazne, aby byly jednymi z najlepszych linii lotniczych. I tym podobne…

No i po drugie, mamy przeciez Szejkowa Mouza, czyli druga (lub trzecia, slyszalam rozne wersje), ale najbardziej ukochana, zone naszego szejka Al Thani.

Szejka Mouza jest swietnie wyksztalcona i niezwykle postepowa. Na przyklad zakrywa wlosy, bo musi, w koncu jest niejako krolowa kraju muzulmanskiego, ale zawsze wystaje jej grzywka, lub chustka jest zarzucona na glowe ot, tak, niby niedbale, odslaniajac wiecej niz zaslaniajac. Ostatnio widzialam ja na zdjeciu W SPODNIACH (cos nie do pomyslenia dla Muzulmanow, wszakze stroj kobiecy powinien sie roznic od meskiego!).

Szejka Mouza jest rowniez niezwykle piekna (pomimo, ze swoje lata juz ma, ale wyglada na nie wiecej niz trzydziesci pare). No i madra. Jest odpowiedzialna za wiele projektow zwiazanych  z edukacja (chociazby slynne katarskie Education City).

Zatem nie widze jakos, aby szejka Mouza zgodzila sie na taka ustawe, ktora zakazuje kobietom prowadzic auta….

Czas pokaze. 

Odslona piata – Street Life

   Florencka ulica to kontrasty – bogactwo i bieda, nowoczesne witryny w sredniowiecznych budynkach, ubrania od projektantow, masowe pamiatki i rekodzielo….

 Florencka ulica to waziutkie uliczki, wysadzane kamieniami, gdzie toczy sie walka pomiedzy motocyklami, autami, i pieszymi, gdzie kazdy probuje wyrwac kawalek, jakze ograniczonej, przestrzeni dla siebie.

Kapliczki na florenckiej ulicy udawadniaja, ze jestesmy we Wloszech, bo Wlosi to przeciez zagorzali Katolicy…

I oczywiscie restauracje, bary, jadalnie, pizzerie, trattorie….