Siup lecimy

Juz dzisiaj zaliczylam przedstawienie w szkole u Zuzi, gdzie Zuzia z kolezankami i kolegami byla Sniezynka, ktora spadala na ziemie.

Jeszcze tylko:
1. Spakowac siebie, Zuzie, i Ole;
2. Zrobic zakupy (prezenty i inne takie);
3. Odebrac Zuzie ze szkoly;
4. Isc na obiad swiateczny wieczorem (to od Matt’a z pracy);

I juz mozemy leciec. Dzis wieczorem. Tuz po obiedzie. Prosto z restauracji chyba polecimy na lotnisko 🙂
A potem do Polski… Na Swieta…. I sledzia… i makowiec… i pierogi…. i sernika… i kabanosy, i zywiecka… (to do Mamy. Mama, czytaj, i rob liste zakupow!)
Do poczytania z Polski.

Weronika Rosati w wydaniu pospolitym

Poszlam dzis do salonu zrobic sobie manicure i uczesac wlosy – jutro jest kolacja dla zarzadu w pracy Matt’a, i chcialam wygladac nie jak kura domowa, ale jak kobieta swiatowa.

Zatem pazury i wlosy.

Dziewczyna, ktora zazwyczaj mnie czesze, Tajka, wrocila do Tajlandii, musialam zatem zadowolic sie kims innym.

A ta inna…..

Poprosilam o fancuski manicure. Pomalowala mi paznokcie na rozowo. Bez bialego paska.

Gdy mnie czesala, to widac bylo, ze pojecia o fryzjerstwie nie ma. Poparzyla mnie goracym powietrzem z suszarki, tuz po tym, jak mnie zdzielila ta suszarka w glowe (bo rozmawiala z kolezanka, i sie zagapila).
Wlosy moje plataly jej sie w szczotke, w pewnym momencie myslalam, ze trzeba bedzie ciecie robic 😉

Poprosilam o fale, dostalam francuskie loki, wiecie, takie, jak maja dziewczynki, ktore ida do komunii. Jak aniolek, he he he.

Poprosilam, aby wlosy nie byly przyklapione. To mi te wlosy (zamiast je wysuszyc odpowiednio) NATAPIROWALA!!!!!! Zrobila ze mnie Weronike Rosati, jak slowo honoru! Szkoda tylko, ze nie jestem tez taka piekna jak slynna panna Rosati:)

Ale raz chcialam sobie kupic sukienke zaprojektowana przez jej mame. Na wlasne poprawiny. Piekna, czerwona, z koronki… Nie kupilam, za droga byla…
Ide tapir rozczesywac. Pa, dobranoc.

Znasz arabski?

Az chcialoby sie zaspiewac:
CiÄ…gle pada ...
Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby.
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
Żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie.

Mysle, ze TAKIEJ zimy Katar dawno nie widzial!!! Leje od poczatku Igrzysk, znaczy sie od 1 grudnia niemalze CODZIENNIE!!!
Ulice (poniewaz nie ma systemu sciekowego) pozamienialy sie w strumienie, gdzieniegdzie w male rzeczki. Slisko, lokalni nieprzyzwyczajeni do takiej pogody pojecia nie maja, jak sie jezdzi w czasie deszczu, zatem wszedzie  korki, trabienie, i wypadki!

I JEST ZIMNO!!! Siedze w domu w dlugim rekawie, na to bluza od dresu, grube skarpety, i sie trzese. Myslalam juz o kupnie jakiegos ‘sloneczka’, bo mi dzieci marzna….
A, przepraszam, dziecko. Ola. Bo Zuzi najwidoczniej jest goraco. Ostanio mnie pyta, czy moze klimatyzacje wlaczyc!!!

Ale wracajac do tematu. Czy ktos znajacy arabski moze mi napisac, co znaczy "tob tob ja bahar"? Podczas ceremonii otwarcia, gdy odgrywali scenke slubu katarskiego, kobiety spiewaly bardzo fajna piosenke, ktorej refren byl wlasnie taki: tob tob ja bahar.
Bardzo jestem ciekawa, co to znaczy…


I think Qatar hasn’t seen winter like this one for long time!!! It’s been raining almost every day, for last 17 days!!
Streets (because they don’t have drainage system) are like rivers, it’s slippery, locals, not used to this weather have no idea how to drive when it’s raining, so everywhere there are traffic jams, horns and accidents!

And it’s COLD!!! I’m at home wearing long sleeve, jumper, thick socks, and I’m freezing! I thought of buying some heating equipment, because kids are getting cold…

No, sorry, a kid. Ola. Because Zuzia apparently is hot. Few days ago she asked me if she could put AC on!!!


But I’d like to ask anybody who reads this and knows Arabic, what does "tob tob ja bahar" mean?
During the opening ceremony, when they were acting the Arabic wedding women were singing a song with these words.

I’m very curious what they mean…

Weekendowe podsumowanie

Asian Games sie skonczyly, wczoraj bylo oficjalne zakonczenie. Nie bylam, nie widzialam. Bilety kosztowaly 150 riali (na otwarcie 500), i podobno bylo ciekawie.

Ale bylam na nieoficjalnym otwarciu Ambasady Polskiej w Katarze. Bo ambasada nasza juz sie otworzyla. Byly salatki, ciasta, swiateczny sledzik, i oczywiscie bez wodki, whiskey i wina sie nie obylo 😉

I nawet sporo Polakow przyszlo – wiele z nich znalam, ale pojawilo sie duzo nowych twarzy. Calkiem spora i zroznicowana ta nasza Polonia katarska – byli architekci, stewardesski, trenerzy, gospodynie domowe, bardzo mlodzi i po prostu mlodzi 😉 …
Bardzo mi sie nie chcialo isc, ale poszlam, i nie zaluje.

Otwarcie, jak juz napisalam, bylo nieoficjalne. Oficjalne, z waznymi osobistosciami, planowane jest na styczen.

Dla zainteresowanych, konsulat wciaz nie jest otwarty, zatem wszelakie kwestie odnosnie wiz i innych dokumentow wciaz trzeba zalatwiac przez konsulat w Abu Dhabi.

Historyczno nostalgicznie

Jakis czas temu odpowiedzialam na ankiete (odpowiadam zawsze odkad sama pisalam prace oparta na ankietach, i przekonywalam ludzi, aby wzieli udzial w mojej ankiecie; od tej pory wiem, jak to jest, i zawsze odpowiadam).

No i dzieki tej ankiecie wspomniano Mazusy w artykule na portalu Gazety (http://serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,50348,3766943.html ). Dowiedzialam sie ciekawych rzeczy o swoim blogu, np. ze:

"DziÅ› Sylwia pokazuje na swojej stronie reklamy znanego francuskiego
supermarketu podczas ramadanu i tłumaczy, dlaczego nie można modlić się
we wzorzystym ubraniu. Dowiemy się też, jak wygląda połów pereł, jak
wychowuje siÄ™ dzieci.
"


No i sobie z ciekawosci poogladalam stare wpisy… kawal swojego zycia zamknelam w tych moich Mazusach…. albo moze nie zamknelam, ale wlasnie otworzylam, podzielilam sie z Wami.
I sporo ciekawych rzeczy opisalam, rzeczy, o ktorych nie mialabym pojecia, gdybysmy tutaj nie przyjechali…

Zawody

Chodzimy sobie ogladac rozne zawody podczas Asian Games. Poszlismy obejrzec Kibbadi, ale tlumy byly takie dzikie, ze sie nawet nie dostalismy na to.
Widzielismy plywanie synchroniczne – Zuzi sie bardzo podobalo. Tak bardzo, ze jak sie skonczylo, to plakala. Widzielismy tez gimnastyke artystyczna, i sepaktakraw. Ale wiecej o tym i kilka zdjec w nastepnym wpisie. Dzis tylko kilka zdjec z plywania, bo to dyscyplina niezwykle piekna i widowiskowa.


Na podlodze motto Igrzysk: Games of your life (Igrzyska twojego zycia)

Rozterki czterolatki

Zuzia zaskoczyla mnie dzisiaj trzy razy.

  1. Ogladalismy
    na duzym telebimie maraton kobiet. Przed nimi jechalo auto – dla
    asekuracji byc moze. Zuzia mnie pyta: A oni to gonia to auto?
    Wyjasniam, ze nie. Pozniej Zuzia zajrzala na sale sportowa. Zapytalam
    ja: co tam jest? A Zuzia na to (odnoszac sie do biegow): Bawia sie w kto dogoni pierwszy autko!
  2. Ogladalismy
    gimnastyke artystyczna. Jedna z konkurencji byly te ‘palki’ czy jak one
    sie nazywaja, te, ktore podrzuca sie do gory. Zuzia stwierdzila: Wygladaja, jak patyczki do uszu!
  3. Wracamy do domu, a Zuzia mowi: Chcialabym, aby moje dzieci byly zadowolone w brzuszku.
    Ale dlaczego? O co chodzi, Zuziu? – A bo Ola miala operacje, i byc moze
    moje dzidziusie tez beda chore i beda musialy miec operacje, a ja
    chcialabym, zeby byly zdrowe!!!!!!!! Wyjasniam jej, ze wiekszosc dzieci
    rodzi sie zdrowych. A Zuzia na to, ze byc moze jedno jej dziecko bedzie
    chore, drugie zdrowe, a trzecie chore? I takie mysli kraza po glowie
    czteroipoletniej dziewczynki!!!!

——————————————————————————————————————————–
Zuzia surprised me three times today.

  1. We
    were watching on huge telebim marathon. In front of the runners there
    was a car. Zuzia asked me: Are they chasing this car? I explained, they
    don’t. Later Zuzia looked into one of the sports halls. I asked: What’s
    there? And Zuzia answered (referring to marathon): They’re playing ‘who will catch the car first!’
  2. We
    were watching artistic gimnastics and one of the competitions were the
    clubs (the girls were throwing two clubs, catching it and so on). Zuzia
    said: They look like these sticks you use for cleaning your ears!
  3. We’re going back home. Zuzia says: I wish my children were happy in my belly.
    But why? What are you talking about, Zuzia? – Because Ola had an
    operation and I would like my babies to be healthy!!!!!! I explained to
    her that most of the babies are born healthy. And Zuzia said that
    perhaps one of her babies will need operation, second one will be
    healthy, and the third one may be sick again. This is a four and a half
    year old thinking!!!!!!! What’s going on in her head!!!

Kartki

W szkole u Zuzi dbaja bardzo (pranie mozgu?), aby dzieci juz od najmlodszego angielskim zwyczajem wysylali kartki swiateczne wszedzie i do kazdego. Teraz juz wiem, skad u Anglikow ten owczy ped do wysylania kartek – jakze moze byc inaczej, jesli uczone sa tego juz czteroletnie dzieci!!!

Postawili zatem w tej szkole skrzynke na listy, gdzie dzieciaki wrzucaja kartki dla swoich przyjaciol ze szkoly.
Pytam Zuzi:
– Zuzia, komu chcesz wyslac kartke?
Zuzia wymienila trzy osoby. No dobra, mysle sobie. Trzy to nie za duzo, mozemy te kartki same zrobic, bedzie bardziej osobiscie, a i Zuzia rozwinie nieco plastycznych talentow przy okazji.

Wyciagnelam papiery ozdobne, zeszloroczne kartki, kleje, kredki, farby….
Pytam ponownie:
– Ok, zrobmy liste osob, dla ktorych zrobimy te kartki.
Zuzia zaczela wymieniac. I wymieniac. I wymieniac…..
Narobilo sie tego 18.
O zesz w morde! Ale slowo sie rzeklo, kobylka u plota, zabieramy sie do roboty.
Po zrobieniu dziesieciu kartek ja juz nie mialam sily. Po 13 Zuzia tez sie znudzila… a tu jeszcze kilka pozostalo…
Potem jeszcze trzeba bylo te kartki podpisac, wieczorem ja je w koperty pakowalam i koperty podpisywalam, a rano Zuzia zapakowala kartki na taczke (ok, prawie :)) i do szkoly!
Na zdjeciu kartek 15, bo trzech zapomnialysmy z kuchni przyniesc.


In Zuzia’s school they take a lot of care to brainwash children for the English custom of sending Christmas cards. Now I know why English are so crazy about Christmas cards – I would be too if I was taught it ever since I was four!

Anyway, they put a mailbox, and kids can put postcards there for their friends from school.
I asked Zuzia:
– Whom do you want to send card to?
Zuzia mentioned three kids. Ok, I thought. It’s not too much, we’ll make these cards ourselves. Will be more personal, and Zuzia will get a chance to practice her artistic skills.

I took out nice papers, cards from last year, glue, crayons, paints…
I asked her again:
– Ok, let’s make a list of people we’re making cards for.
And Zuzia started making the list. And making. And making….
She managed to make a list of 18 people!
Shit! But ok, I promised, I have to help her make these cards.

After making ten cards I was exhausted. After 13 Zuzia got bored too. And we still had some cards to go!

Then we had to sign these cards, put them in the envelopes, sign the envelopes, and in the morning Zuzia packed the cards on the wheelbarrel (ok, almost :)) and off to school!
(only 15 cards on the photo as we forgot to bring the remaining 3 from the kitchen).

Zakaz suszenia prania

Ministerstwo ostrzeglo, jak informuje Gulf Times, iz beda kary za zanieczyszczanie srodowiska.

Wsrod tych bardziej interesujacych wykroczen znalazly sie:

  • plucie na ulicy – 200 riali (tutaj to sporo by zarobili, bo kazdy pluje absolutnie wszedzie; ‘odcharchuje’, i sru, na ulice. Raz mi w bazylie jeden robotnik nacharchal, ale sie wkurzylam!)
  • wyrzucanie papieru na ulice – 200 riali.
  • Ale wyrzucanie smieci przed sklepem to juz 500 riali. Lepiej zatem nie smiecic przed sklepem, nalezy odejsc od sklepu i dopiero wtedy, zaplacimy mniej 😉
  • Najlepszy jest zakaz suszenia prania na balkonach, ktore wychodza na drogi publiczne – trzy stowy za to.

Interesting article (in English) about punishments for violating cleaness laws in Qatar is here. Worth reading, just to find out for example that one mustn’t dry laundry on balconies overlooking public streets – otherwise they’ll be punished with 300 rials. Other examples are in the article.

Makeover cd

No i oto koncowy rezultat:

Szafa pomalowana na rozne kolorki. Na szafe nakleilam motylki.
Na podloge polozylam kape z lozka (tego, ktore zostalo sprzedane). Nie tak miekka jak dywan, ale i tak spelnia swoje zadanie – mozna dziecko posadzic na podlodze i nie siedzi na golych kafelkach.
Firanka wisi na tasmie maskujacej 🙂 Rozwiazanie tymczasowe, ale na razie jest.


Na przeciwko szafy znajduje sie komoda – z naszej sypialni, wiec troche nie pasuje, ale mialo byc tanim kosztem. Zatem nakleilam te same motylki i musi byc. Dookola pokoju przykleilam border. Na scianie zawisnela dekoracja – sznurek, gdzie spinaczami poprzypinalam pamiatki (pierwsze skarpeteczki 🙂 ) i zdjecia.
I tak tanim kosztem zrobil nam sie pokoik dzieciecy. Jeszcze tylko na scianie cos zrobie (jakis malunek).

Farba: 100 riali (trzy puszki kupilam, rozne kolory, ale zostalo mi jeszcze 2/3!!!!)
Border: 46 riali
Motylki do przyklejenia: 50 riali.
Razem: 196 riali.

Niezle, jak za calkowity makeover, prawda? Podoba sie Wam?