Modlitwa Muzulmanow

Gosc podzielil sie swoja wiedza w komentarzach (odnosnie wpisu o czosnku i modlitwie), i pomyslalam, ze jest to dosyc ciekawe, zatem wklejam tutaj do poczytania:

99% [Muzulmanow] przychodzi [modlic sie] w dzizdzaszy (bialej) kobiety w abayach (w osobnym miejscu sie modla) Wiadomo tez , ze przed kazda modlitwa trzeba sie porzadnie umyc. Arabowie jedza duzo pietruszki a to zabija od razu zapach czosnku, cebuli. Poza tym po kazdym jedzeniu myja usta. (…) Nie ma nakazu chodzic do meczetu sie modlic, jest to tylko miejsce czyste, gdzie ludzie moga razem sie spotkac na modlitwy. Natomiast mozna modlic sie wszedzie. Meczet nie jest domem Bozym. Bog jest wszedzie. Czesto nawet jadac przez pustynie , gdy zbliza sie czas modlitwy, ludzie przystaja i sie modla. w takim wypadku z powodu braku wody jest "symboliczne" mycie piachem. 

 

 


One of the guests shared their knowledge about praying and the fact that one cannot pray after eating garlic. I thought it's interesting, so I put it here:

99% [Muslims] comes [to pray] in gizdash (not sure about spelling) (white) and women in abbayas (they pray separately). Before prayer one should wash. Arabs eat a lot of corriander, which kills the smell of garlic and onions. Besides after every meal they wash their mouths (…) It's not obligatory to go to pray in the mosque, it's just a clean place where people can meet to pray. But one can pray everywhere. Mosque is a house of God, and God is everywhere. Very often when Muslims go through the desert, when it's prayer time, people stop and pray. In such case, because there is no water, they symbolically 'wash' with sand.

Katarskie allegro

Gdy przyjechalismy do Kataru, kupilismy DVD z glosnikami. Po tygodniu Matt zobaczyl fajniejsze DVD z glosnikami, wiec postanowil kupic rowniez to fajniejsze. Obiecal, ze to pierwsze sprzeda.

Po ponad dwoch latach (podczas ktorych to pierwsze DVD stalo w skladziku, spakowane w pudle), kiedy kopnelam Matta w tylek aby sie tym zajal, postanowilismy skorzystac z tutejszego 'allegro', czyli dac ogloszenie do supermarketu.

Bo tak tutaj sie odbywa sprzedaz. Oczywiscie mnostwo ludzi sie przewija przez Katar – jedni wyjezdzaja, inni przyjezdzaja, i w handlu jest mnostwo uzywanych rzeczy – absolutnie wszystkiego, poczawszy od mebli, klimatyzacji, sprzetu elektronicznego, a skonczywszy na zabawkach dla dzieci.

Aby to wszystko sprzedac, daje sie ogloszenia do supermarketu, 10 riali i ogloszenie wisi sobie przez tydzien na tablicy ogloszen.

Jakze ciekawe doswiadczenie to jest! Dowiedzielismy sie, ze istnieje 'mafia' – otoz gdy tylko pojawia sie nowe ogloszenie, pracownik ochrony supermarketu dzwoni do swojego kumpla, ktory ma sklep z uzywanym sprzetem. Gdy wlasniciel sklepu kupi rzecz z ogloszenia, 'odpala dzialke' ochroniarzowi. W ten sposob zanim jeszcze ogloszenie zawisnie na tablicy, wlasciciel sklepu juz wie!

Jest ich kilkoro, tych wlascicieli, ci, ktorzy nas odwiedzili byli spowinowaceni, i oczywiscie oferuja jednakowa cene – o wiele nizsza od tej z ogloszenia (wiadomo, musza zarobic na odsprzedazy).

Biedny sprzedajacy, o ile nie ma informacji o tej mafii, mysli sobie, ze wyzszej ceny nie dostanie, bo skoro 'wszyscy' oferuja tylko tyle, to cos w tym musi byc. I sprzedaje za bezcen.

My juz wiemy 🙂

 


When we came to Qatar, we bought home theater system. After a week Matt saw a nicer home theater system, so he decided to buy the nicer one as well. He promised to sell the first one.

After over two years (when the older system was in a spare room, packed in a box), when I kicked his bum to do something about it, we decided to use Qatari eBay, that is give an add to a supermarket.

Because this is how sales happen here. Of course there is a huge turnover of people in Qatar – some leave, some come, and there are a lot of used items for sale. Absolutely anything, beginning with furniture, AC units, electronics, and even toys for kids.

To sell it all one can give an add to a supermarket, for 10 riyals it will hang on the notice board for a week.

That's a very interesting experience! We found out about 'mafia' – when a new ad is coming, a security guy is calling his buddy, who is the owner of a second hand items shop. When a shop owner buys something from the ad, he gives some money to the security guy. This way the shop owner gains access to the ad before it even hangs on the noticeboard.

Few of the used items shop owners visited us, and they were somehow related to each other (family), and of course they offered the same price – much lower than the price from ad (of course, they have to get some profit from re-selling).

Poor seller, if he doesn't know about 'mafia', he thinks that he won't get a higher price, because if 'everybody' is offering the same price, so little, that must mean something. So he sells his stuff for nothing.

Well, we're smarter now, now we know 🙂

Ryba od Allaha

I kolejna ploteczka z arabskiego swiata.

W Polsce w wiadomosciach pisze sie o cudownym objawieniu Maryi na pniu drzewa, o twarzy Jezusa, ktora w cudowny sposob zakwitla na szybie w czasie zimy, a w katarskiej prasie (nieoceniony Gulf Times, a jakze!) pisze sie o rybie wylowionej przez pewnego Katarczyka. Ryba to ci niezwyczajna, bo ma na skorze napisane ALLAH, po arabsku, oczywiscie.

Oto i owa cudowna ryba:

 


Ok, I WILL try to write in English as well… but time is really tight at the moment, even Polish version I have to write in few 'installments' sometimes…

Anyway, in Poland you can read on the news about Jesus face appearing miracoulously (???) on the frosted window, or about Mary's face on the tree trunk, in Qatar you can read (in good old Gulf Times, of course) about a fish cought by a Qatari. The fish has on its skin word "Allah" written in Arabic.

Proof above.

Import miesa

Katar sprowadza okolo 80% miesa z Australii. No, nie miesa, ale zywego bydla. Bo prawo islamskie nakazuje, aby zwierzeta – np. z Australii – byly sprowadzane zywcem do Kataru, i byly zabijane w Katarze. Dziwne, prawda, bo zazwyczaj nie importuje sie zywych zwierzat, a jedynie ich mieso.

No ale Muzulmanie musza miec pewnosc, ze ich mieso pochodzi ze zwierzat zabijanych zgodnie z prawem islamskim, a poza tym Islam wymaga transportu zywych zwierzat, a nie ich miesa.

Zatem Katar odmowil Australii, ktora poprosila o mozliwosc przesylania miesa zamrozonego (a nie zywych zwierzat).

Katarskie wladze rowniez stwierdzily, ze nie ma mozliwosci zakazania sprzedazy zywych owiec indywidualnym klientom – tak, aby ci mogli sami zabijac te owieczki.

Australii pewnie chodzi o prawa zwierzat, Katarowi pewnie chodzi o religie. 

Jak mozna sie modlic

Sluchalam sobie dzisiaj audycji w radiu z Doha (QBS Radio), i sie dowiedzialam, ze:

1. Nie mozna sie modlic w ubraniu we wzorek (musi byc gladkie)

2. Nie mozna isc do meczetu po tym, jak sie jadlo czosnek, bo czosnek smierdzi, i musi wywietrzec zanim sie Muzulmanin uda do meczetu na modlitwe.

No w sumie ma sens, jak oni tak blisko siebie w tym meczecie sa, to inni pobozni Muzulmanie nie mogliby sie skupic na modlitwie, gdyby im tak czosnkiem ktos wional pod nosem! 

Formalnosci bis

Znow sie zaczelo! Ola, nowy nabytek, potrzebuje wizy aby pozostac w Katarze.

Jeszcze zupelnie nie wyblakly wspomnienia zwiazane z zalatwianiem wizy dla mnie (o badaniach horrorystycznych mozecie poczytacj tutaj), a tu juz nowe schody sie zaczely z Olina wiza.

Jak zwykle zaczelo sie od sprzecznych informacji, bo jedni mowia, ze musze sie osobiscie stawic w biurze z Ola, inni mowia, ze nie musze (mowimy tutaj o ludziach, ktorzy sie zajmuja procesem wizowym, nie moich kolezankach). Jedni mowia, ze Ola bedzie musiala miec pobrana krew i przeswietlenie, inni mowia, ze nie bedzie musiala.

Stanelo na tym, ze musze osobiscie pojechac z Ola, ale nie bedzie miala pobieranej krwi i nie beda jej przeswietlac.

Pojechalam zatem dzisiaj do biura, gdzie robia wszystkie te medyczne sprawy zwiazane z wizami. Przeniesli sie do nowego, pieknego budynku, bo stary wygladal tak:

 

 

Teraz budynek jest nowy i piekny, jedyne, co sie nie zmienilo, to oczywiscie osobna sekcja dla kobiet i osobna dla mezczyzn.

Wystalam sie (z Ola w ramionach) w kolejce przez godzine. Kolejka, oczywiscie, nie byla taka zwykla. Na strazy kolejki stala Arabka (pracownica), ktora kazala kazdemu siadac, a pozniej wolala do kolejki ludzi wedlug wlasnego widzimisie.

Zatem po godzinie stania w tej kolejce (podczas tej godziny zaobserwowalam, ze pracownice mialy fotograficzny aparat cyfrowy, i oprocz tego, ze trzeba przyniesc piec tysiecy zdjec do dokumentow, to pracownice i tak kazdemu robily zdjecie tym aparatem) wzieto moje dokumenty, popatrzyla na nie, popatrzyla, zaniosla je do drugiego pokoju i nam rowniez kazala tam isc.

Poszlam.

Sie okazalo, ze Ola ma wize turystyczna, wiec tutaj nic po nas, bo musimy najpierw do biura emigracyjnego po numer wizy rezydenckiej, a potem dopiero do sekcji medycznej, i w dodatku ja z Ola nie musimy przyjezdzac, kazdy moze to zrobic.

Ale przeciez te dokumenty juz byly w biurze emigracyjnym, gdzie powiedziano nam, ze trzeba medyczne najpierw, a dopiero pozniej dostanie sie wize rezydencka!

Ona (pracownica) na to, ze a tak, tak czesto sie dzieje, ze w emigracyjnym odsylaja do medycznego, z medycznego do emigracyjnego ponownie, i jak sie ponownie uda do emigracyjnego, to dostaje sie ten numer wizy rezydenckiej, z ktorym sie ponownie udaje do medycznego, a jak sie ma wyniki badan juz to sie znow idzie do emigracyjnego po odbior wizy rezydenckiej.

Ktos jeszcze chcialby ponarzekac na biurokracje w Polsce? 🙂

Ola

Po pierwsze, mloda sie przekrecila z brzucha na plecy. To duzy krok dla takiego malucha, a dla rodzicow to oczywiscie powod do podniecenia i telefonow do rodziny i znajomych 😉

Po drugie, Ola miala byc polska, z imienia sie znaczy, a tu sie okazalo, ze Anglicy wolaja na nia Alexandra (wymawiaj Alegzandra), jest tez irlandzka Ola (nie wiem jak sie pisze, ale tak sie wymawia), no i jest arabska Ola (znow, nie znam pisowni).

Zatem teraz gdziekolwiek mowie, jak ma na imie, to arabska czesc spolecznosci mi mowi: Ooo, Ola, to arabskie imie?

I fajnie, w koncu swoje pierwsze lata (a juz na pewno rok) spedzi w kraju arabskim. Bedzie mile nawiazanie w przyszlosci