Witaj Katar!

Ciag dalszy rocznicy romantyczny nie byl – siedzielismy w pokoju i rozmawialismy o dupie marynie z tesciowa i babcia. Coz, moze za rok.

A tymczasem…
Pakowanie zajelo nam pol dnia, a gdy juz zapakowalismy wszystkie 10 toreb okazalo sie, ze nasz bagaz wazy 130 kilogramow. Niezle, co?

Na Heathrow kazano nam zglosic sie 4 godziny przed odlotem (zazwyczaj sa to 2 godziny)- wiadomo, wzmozona ochrona i bezpieczenstwo. Zatem sie zglosilismy. Z bagazem problemu nie bylo, ale za to byly kolejki. I to jakie!!!

Nic dziwnego, poniewaz kazda osobe bardzo dokladnie sprawdzali – standardowo przeswietlano bagaz, ale dodatkowo rowniez ‘obmacywali’ kazdego, buty trzeba bylo zdejmowac…

No i zabierali bezwzglednie kazdy plyn (woda, szmpon, wodka – nie ma znaczenia), krem, kosmetyk.. stracilismy sudokrem do pupy Oli 😦 kazali nam kupic w bezclowym. A co jakbym nie miala pieniedzy? pytam sie. No coz… odpowiedzi nie bylo. Na szczescie mialam pieniadze i pupa dziecka nie musiala cierpiec w zwiazku z tymi wszystkim hockami klockami ktore sie teraz odbywaja na lotnisku.

Dolecielismy do Kataru, i oczywiscie pogoda dopisala (hi hi hi) – o pierwszej w nocy byly 33 stopnie! Dzisiaj upaly dochodza do 48.
Klimatyzacja chlodzi dom, ale i tak w domu jest 28 stopni – do normalnej temperatury pewnie sie schlodzi dopiero za kilka dni.

A ja wracam juz do uporzadkowanego zycia katarskiej gospodyni domowej, i o poczynaniach Mazusow w Katarze bede regularnie donosila.

p.s. chcialam hurtem podziekowac za wszystkie komentarze – do tej pory nie mialam mozliwosci stosunkowac sie do nich, ale wszystkie dokladnie czytalam i bralam sobie do serca.

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.