Dygresja 2

Rano Magda znow po mnie przyjechala, i o
8:30 pojechalysmy do szpitala na Kasprzaka. Na izbie przyjec bylo pare osob. W
koncu mnie poprosili do pokoju.

A pani na dzien dobry mnie pyta: ‘No i co
ja mam z pania zrobic?’. Ponioslo mnie. No a skad ja mam wiedziec? To oni
powinni wiedziec, co ze mna zrobic. Powiedzialam jej (grzecznie), ze to nie ja
jestem lekarzem, ze to oni powinni wiedziec, co ze mna zrobic, i powiedzialam
rowniez, ze mnie wczoraj bardzo nieladnie potraktowano. Zaraz druga taka chuda
na mnie wsiadla, zebym tak sie nie odzywala, bo nie ma lekarzy, a w Anglii to
bym sie tak nie mogla odezwac (a co ma Anglia do tego?).

Zrobili mi KTG i kazali czekac.

No to czekalysmy przed izba przyjec. Tak
do 11:00 mniej wiecej. W koncu lekarz mnie przyjal. Pomijajac fakt, ze
siedzialam w tym pokoju przez poltorej godziny (bo doktor wykonywal telefony w
sprawie tysiaca innych spraw, albo latal na oddzial albo Bog wie gdzie, i
zostawial mnie na pol godziny na przyklad, czekajaca az on dokonczy zdanie), to
wizyta byla niezbyt mila.

Rozpoczal od stwierdzenia, ze wyjscia sa
dwa. Numer jeden: moge sobie pojechac do lasu, i sama byc swoim problemem – bo
moga mnie od szpitala do szpitala odsylac, i nikt – oprocz mnie – nie bedzie
mial problemu, bo sie go bedzie pozbywal.

Rozwiazanie drugie: oni mnie przyjma na
patologie, beda mi robic KTG trzy razy dziennie, no i w koncu podejma decyzje
czy robic cesarskie ciecie (i jesli tak to kiedy), no i co dalej. No, ale
oczywiscie, po dlugim weekendzie, bo teraz nie ma lekarzy!!!

Powiedzialam, ze doktor Ziolo powiedzial,
iz powinien mnie (moje usg i dzidziusia) obejrzec chirurg neonatolog, aby mogl
ocenic czy jest wada czy nie, czy trzeba robic operacje natychmiast czy nie….

Doktor na izbie przyjec stwierdzil, ze
chirurg to bedzie dzidziusia ogladal po porodzie, a teraz to na pewno nie.
Pewnie go w ogole w szpitalu nie bylo, i dlatego nie.

W kazdym badz razie stanelo na tym, ze do
szpitala mam przyjechac (znow, po raz trzeci) dzisiaj o 19:00.

Potem Magda wydzwaniala po roznych
znajomych lekarzach, kazdy sie chce umawiac na wizyty prywatne, jakies prywatne
usg, ale nic z tego nie wynika.

Jesli bede lezala na tej patologii, a oni
mi nie beda nic robili, to sie boje, ze moze sie cos zlego stac….

Polska sluzba zdrowia – gorzkie dygresyjki

Bardzo serdecznie
wszystkim dziekuje za komentarze (poczawszy od wpisu „A to Polska wlasnie”) i
za troske. I juz spiesze poinformowac o ostatnich wiadomosciach.

Bardzo chcialam
rodzic w Polsce. I bardzo sie rozczarowalam. Ponizej przeczytacie dlaczego.

To, co sie stalo,
jest gorsze od najbardziej absurdalnego katarskiego absurdu!!! Widocznie
zapomnialam w Katarze, jak to jest w Polsce.

Ale musze
przyznac, ze chyba jakies przeczucie mialam, aby tu przyjechac. Bo jednak
(pomimo traktowania, z jakim sie spotkalam) wciaz uwazam, ze lekarze polscy sa
lepiej wyksztalceni od tych w Katarze. A teraz swietnie wykwalifikowni
pediatrzy-chirurdzy sa mi bardzo potrzebni.

Ale zacznijmy od
poczatku moja opowiesc na temat polskiej sluzby zdrowia.

W czwartek poszłam do lekarza – usg i
ginekolog. USG pokazało, że dzidziuś ma napuchnięte jelita. Olbrzymie żyły
przechodziły przez cały brzuszek. Doktor Zioło (szpital przy Zelaznej) zawołał
drugą doktórke – do konsultacji. Tamta przyszła, obydwoje patrzyli na to usg, i
byli zmartwieni. Usg pokazało, że brzuszek dziecka jest na 41 tygodni (!!!), że
jelita są napuchnięte na około 3 centymetry. Doktor stwierdził, że pewnie
jelita są gdzieś zapchane, lub że odbyt jest niedrożny. I ze najprawdopodobniej
dzidzius jak sie urodzi, bedzie musial miec operacje. Dał mi skierowanie do
szpitala.

Mialam do szpitala jechac rano, ale Magda
(kolezanka polsko-katarska) mi podrzucila pomysl, ze moze lepiej pojechac od
razu, w czwartek. Zgodzilam sie znia. Zaproponowala, ze mnie zawiezie.

Magda przyjechala i pojechalysmy do
Instytutu Matki i Dziecka na ulice Kasprzaka (tylko tam jest chirurgia
dziecieca). Tam pan Mlodszy Asystent (stazysta) zachowal sie jak baran – bo co
on ma ze mna zrobic, sie pyta. Czterech lekarzy zrezygnowalo z pracy, dyrektor
tez zrezygnowal z pracy, nie ma lekarzy, w dodatku zbliza sie dlugi weekend,
wiec on za bardzo mi pomoc nie moze. Z glupia frant mnie zapytal: rodzi pani?
Ma pani skurcze? Krwawi pani? Nie? No to co mozemy dla pani zrobic??? No ale tu
nie chodzi o mnie, tylko chodzi o dzidziusia!! Ze mna jest wszsytko w porzadku,
z dzidziusiem byc moze nie! No ale oni nie maja lekarzy. Moze jutro bedzie
ultrasonografista, to mnie przebada. Ale czy bedzie, to oni nie sa pewni, bo
nie maja rozpiski (grafiku znaczy sie).

Zrobili mi KTG (wszystko w porzadku), i
powiedzieli, zebym przyszla rano.

Magda zaproponowala, abysmy pojechaly na
Czerniakowska. Pojechalysmy. Tam sie sytuacja powtorzyla. Pielegniarka
popatrzyla na usg, i mowi: ale tu jest wszystko w porzadku! Trzeba  bylo jej palcem pokazac, co nie jest w
poarzadku. Zadzwonila po pania doktor. Zlazla pani doktor, smierdziala
papierosami i zula gume. No i co ona mi moze zrobic? No tak, to ja powinnam
wiedziec, nie ona, bo ona jest tylko lekarzem!

Zaproponowala, zebym przyszla jutro. Ale
tego doktora nie bedzie, innego tez nie bedzie, bo przeciez jest ‘dlugi
weekend’, wiec nie ma sie co spodziewac. No ale przyjsc moge, jak chce. Bo
teraz to tylko frajerzy tacy jak ona zostali na dyzurze, za 50 zlotych. A co
mnie to obchodzi? Jak chce wiecej zarabiac, to niech nie zostaje lekarzem, a
nie bedzie sie na mnie mscila za swoja pensje.

Do domu wrocilam okolo 1 w nocy.