W drodze do Nizwa

Drugiego dnia postanowilismy wybrac sie poza Muskat, i pojechalismy do miejscowosci zwanej Nizwa. I chociaz byly to dwie godziny jazdy samochodem (Oman jest bardzo duzy, z Muskatu do przeciwleglego Salalah jest ponad 1000 kilometrow!) bylo warto: widoki podczas podrozy zapieraly dech w piersiach! Niemalze caly czas jechalismy przez pasmo gorskie Jebel Akhdar.

Gory te maja zupelnie inna strukture niz nasze polskie – sa poszarpane, bardziej piaszczyste, jako ze suszy je slonce.

Ale co najpiekniejsze, sa one roznokolorowe! Przez to, ze gromadza sie w nich rozne mineraly, jedna gora potrafi wygladac jak material w paski!

Pomiedzy gorami ciagna sie waziutkie drozki, prowadzace do malenkich wiosek, tudziez do samotnych domow przyczepionych gdzies u zbocza gory… mozna dojrzec owce lub kozy pasace sie posrod skal, a gdzieniegdzie dumnie stoi sobie meczet.


The above is the views we had whlist driving to Nizwa. It took us 2 hours to get there, but the views were spectacular – through Jebel Akhdar Mountains. Mountains are different to these we know from Europe – they are rugged and raw, and they are multicoloured – implying various minerals that are present in the rocks.

Suk, czyli rynek

Pierwszego dnia po poludniu wybralismy sie na omanski suk. Szlam tam z
nastawieniem nieco sceptycznym – w koncu w Katarze tez mamy suk, a jak
bardzo suk sie moze od suku roznic???

Oj
moze, moze! Omanski suk mnie zachwycil! Przede wszystkim jest jeszcze
bardziej tradycyjny! Pelno w nim malenkich sklepikow, waskich drozek i
sciezynek… wchodzimy w jedna, prowadzi ona do rozwidlenia z kilkoma
innymi, ktora wybrac? Jak sie nie zagubic? Sprzedawcy glosno zachwalaja
swoj towar, wyciagaja go przed siebie, probuja zwabic kupujacych do
sklepu… sprzedawcami sa Omanczycy (w Katarze to Hindusi, Sri
Lanczycy, Pakistanczycy…)

Na omanskim suku mozna kupic wiele rzeczy, przede wszystkim:

1. srebro
omanskie srebro jest bardzo dobrej jakosci, powiedziano nam ze proba ma
dziewiecdziesiat kilka procent srebra, w odroznieniu od europejskiego
srebra (tylko szescdziesiat kilka). Nic dziwnego, ze jest drogawe. Za
branolekte zaplacilam ponad 150 zlotych, a wcale duza i ciezka nie byla!
Maja
najrozmaitsze wyroby ze srebra: puzderka i pudeleczka rozmaitego
rodzaju (od maciupenkich na tabletki, po calkiem spore na inne skarby),
bizuterie, oczywiscie, a nawet takie specjalne tuby. Zapytalam do czego
one sluza, okazalo sie, ze wklada sie do nich listy!!! Pewnie wysylane
przez poslanca 🙂

Oto owe tuby na listy. Z tylu widac puzderka na tabletki.

2. tradycyjne omanskie naszyjniki. Duze i ciezkie, nie wiem, jak one to nosily!

3. tradycyjne omanskie noze. Omanczycy
chyba byli (sa?) waleczna nacja, poniewaz noze te sa bardzo popularne.
Ogladalismy tez laske, z pozoru zwykla laska, a tu sprzedawca nagle
ciach, wyciaga ze srodka sztylet!! I jeszcze mowi, ze dobrze taka laske
trzymac w aucie, ‘tak na wszelki wypadek’!!!!

4. Szale (po angielsku zwane pashmina,po polsku nie wiem)
5. Kadzidlo (frankincense).
Omanskie
kadzidlo jest podobno najlepsze. Kladzie sie to kadzidlo do specjalnych
‘chalupek’, w ktorych sie je pali. Kupilam sobie pudeleczko kadzidla z
bursztynem. W domu nakadzilam, i mi pozniej pachnialo jak w kosciele
podczas mszy (wiecie, gdy ksiadz chodzi z takim czyms na lancuchu i
wymachuje tym, robiac dym? O wlasnie, dokladnie tak pachnie to
kadzidlo).



6. O dziwo sporo bylo bursztynu.

Oczywiscie mnostwo perfum, odziezy, czapeczki (zdjecie w poprzednim wpisie), wyrobow z drewna…




Omanczycy

Teraz bedzie troszke o ludziach. Pisalam juz, ze sa bardzo uprzejmi i
przyjacielscy (moja znajoma z Jordanii wlasnie to potwierdzila –
powiedziala, ze Omanczycy sa najmilszym narodem z krajow zatoki).

To dzis o ubiorach. Najpierw faceci.
Sa
(moim zdaniem, oczywiscie) przystojniejsi od Katarczykow. I inaczej sie
ubieraja. Katarski stroj meski ma kolnierzyk, jest zapinany na guziki,
i ma mankiety, a przy nich spinki. Na glowie chusta, z czarnym kolkiem.
Stroj ten mozecie zobaczyc tutaj.

Omanczycy rowniez nosza biale suknie, zwane dishdasha, ale nie maja one kolnierzyka, ani mankietow, i sa zapinane z przodu mniej wiecej do pasa. Dishdasha jest czesto ozdobiona kolorowa lamowka, a przy szyi wisi taki ozdobny troczek, chwost, najczesciej w kolorze lamowki.

No
i rozni sie nakrycie glowy – Omanczycy nosza albo turbany wykonane z
kolorowych chustek (taki sam sposob wiazania u kazdego Omanczyka), albo
male, drogie, haftowane czapeczki.

Stojacy
Omanczyk ma czapeczke, ten, ktory siedzi ma turban. Niekolorowy, bo
facet jest straznikiem w meczecie, i to jest jego stroj sluzbowy 🙂
Chwoscik przy szyi widac u tego w bialym, po jego prawej stronie,
musicie sie przyjzec.

Kobiety
natomiast nosza albo tradycyjne, kolorowe suknie (luzne, dlugie, i
ukrywajace ksztalty), albo czarne abbaye. Ale ksztalt abbaya jest inny
niz ten katarski – w Katarze abbaye sa piekne, eleganckie, i czesto w
subtelny sposob dopasowane. W Omanie abbaye to po prostu wielka plachta
czarnego materialu, bezksztaltna i niezbyt piekna. Omanki przegrywaja z
Katarkami jesli chodzi o mode 😦

A oto wybor czapek (na suku).


Now a bit about people. I wrote that they are very nice and friendly (my friend from Jordania just confirmed it – she said Omanis are the nicest nation in the Gulf region).

Today about outfits. First men.

They are (in my opinion, of course) more handsome than Qataris. And they dress differently. Qatari outfit has a collar, is buttoned, and it has cufflings. On head they wear scarf, with black circle (you can see it here.

Omanis also wear white outfits, called dishdasha, but they don’t have either collar or cufflings, and they are buttoned half way down only. Dishdasha has a thing hanging down by the neck (see the photo above, guy in white has it on his right hand side, you have to look closely to see it).

And head cover is different – Omanis wear either turbans made of colourful scarf (they all have the same type of tying the turban), or small, expensive, embroided hats.

Women wear either traditional colourful dresses (long, loose, hiding shape), or abbayas. But abbaya’s shape is different than the one Qatari women wear – in Qatar abbayas are lovely, ellegant, very often quite fitted (in a very subtle way, of course). In Oman abbayas are just a black piece of huge material, no shape and no beauty in it. Omani women loose with Qatari ones when it comes to fashion 😦

Sultan, Sindbad, Szeherezada

A podobno Sindbad pochodzi z Omanu! Ale Oman ma nie tylko Sindbada. Ma rowniez Sultana!

Omanem
rzadzi ta sama rodzina sultanska, juz od ponad 250 lat. Aczkolwiek
przed rokiem 1970 ludzie w Omanie zyli w ciemnogrodzie. Ojciec
wspolczesnego sultana byl wladca okrutnym, i nie dbal o swoj lud –
Oman byl jednym z najbiedniejszych panstw swiata, ludzie nie mogli
chodzic do szkol, byli odcieci od wszelakiej techniki (jako ze technika
to narzedzie szatana), nie bylo zadnej opieki medycznej… wiekszosc
Omanczykow byla bezrobotna, niewyksztalcona, i zyla w ciaglym strachu o
swoje zycie.

Dopiero w 1970 roku, kiedy to Sultan Qaboos bin
Said (syn okrutnego wladcy) objal tron, Oman rozpoczal swoj rozwoj.
Sultan Qaboos powrocil ze szkol w Anglii, zobaczyl jak zle sie powodzi
jego ludowi, postanowil to zmienic. Udalo mu sie. Mlody sultan nie
tylko jest przystojny i inteligenty, jest on rowniez bardzo szczodry
dla swojego ludu. Nic wiec dziwnego, ze Omanczycy go kochaja. A Oman jest rozwinietym krajem, ktory jednak zachowal tradycje, kulture, i pozostal typowo arabski.

Oman
jest prawdziwy. Nie tak jak Dubaj, czy nawet i Katar, gdzie wiekszosc
mieszkancow to cudzoziemcy, ktorzy przylatuja do pracy. W Omanie
mieszkaja Omanczycy, i ci Omanczycy pracuja! Tak tak, pracuja. Ciezko
uswiadczyc pracujacego Katarczyka (chyba ze mowimy o policjantach,
ewent. wyzszych stanowiskach biurowych); natomiast w Omanie cala
obsluga hotelowa, w sklepach, czy restauracjach to Omanczycy.


Do you know Sindbad? He apparently comes from Oman! But Oman has not only Sindbad. It also has a Sultan!
Oman has been ruled by the same family for over 250 years. However before 1970 people of Oman lived in dark ages. A father of current sultan was a cruel person, who didn’t give a toss about his people – Oman was one of the poorest countries, people couldn’t go to school, no technology was allowed (as it’s a tool of evel), they didn’t have any medical system… most of Omanis were unemployed, uneducated, and lived in constant fear for their lives.

It wasn’t until 1970, when Sultan Qaboos bin
Said (a son of the cruel ruler) took the throne, when Oman started its development. Sultan Qaboos came back from schools in Britain, saw how badly his people are doing, and he decided to change it. He did it very well. Young sultan is not only intelligent and handsome, but he’s also very generous for his people. No wonder then that Omanis love him. And Oman is a developed courntry which managed to keep its traditions, culture, and authentic arabic flavour.


Oman is real. Unlike Dubai or even Qatar, where most of people are expats who came to work. In Oman Omanis live, and these Omanis wo! Yes, yes, they do work! It’s hard to see working Qatari (unless we’re talking police service or high office jobs), in Oman all hotel stuff, restaurant stuff, in shops – they are all Omanis!

Oman – milosc od pierwszego wejrzenia

Wrocilismy juz z Omanu, i musze przyznac, ze po Omanie znielubilam Katar odrobine.
Ale od poczatku.

Na lotnisku nikt sie nawet nie zainteresowal moja ciaza – ani przy odprawie, ani przy wpuszczaniu mnie na samolot, ani w samolocie. Obyloby sie bez zaswiadczenia od lekarza.*

Lot Katar-Oman trwa nieco ponad godzine. Na lotnisku w Omanie dostalismy wize (nie bylo z tym problemu jako ze jestesmy rezydentami Kataru, czyli innego kraju zatoki). Wiza kosztowala 3 riale omanskie (OR). Waluta omanska jest bardzo droga – drozsza od angielskich funtow, 1OR kosztuje okolo 10 zlotych!!!**

Czekalo na nas auto przyslane z hotelu. Pierwsza rzecz, ktora rzucila mi sie w oczy, jeszcze na lotnisku, a ktora potwierdzila sie pozniej, to to, jak bardzo Omanczycy sa przyjacielscy! Katarczycy (ok, nie wszyscy, uogolniam, ale mowie o wiekszosci) sa aroganccy, bezczelni i chamscy. Omanczycy to zupelne przeciwienstwo – mili, pomocni, zawsze usmiechnieci! I sie nie gapia (w Katarze bardzo sie gapia, caly czas).

Juz sama droga z lotniska do hotelu (Crowne Plaza) pozwolila mi sie zakochac w Omanie. Katar to pustynia, Doha to plac budowy. Oman to oaza, pelna zieleni, ze swiezym powietrzem, cudnymi budynkami, pieknymi meczetami, zatoka, gorami, kierowcami, ktorzy wiedza, jak sie jezdzi i do czego jest kierunkowskaz…

To tyle tytulem wstepu, ciag dalszy nastapi.

* Nie w drodze powrotnej! Wracajac z Omanu najpierw poproszono mnie o zaswiadczenie lekarskie na lotnisku, przy odprawie, pozniej w samolocie, stewardeska poszla gdzies sprawdzac (pewnie do kapitana) czy moge leciec… pewnie dlatego, ze lot byl opozniony o godzine kapitan nie chcial sobie glowy zawracac ciezarna baba, wiec udalo mi sie wrocic do Kataru.
** Kto wie, jaka jest najdrozsza waluta swiata? Bardzo mnie to ciekawi, jak ktos wie, niech sie podzieli ta informacja


Oman – widok ogolny


Nasz hotel – Crowne Plaza



We came back from Oman, and I must admit after Oman I like Qatar a little bit less than before.
But let me start from the beginning.

At the airport nobody got interested in my pregnancy – not at the check out, not when they were letting me on the plane, not on the plane itself. I could easily do without any doctor’s certificates.*

Flight Qatar-Oman is just over one hour. At the Oman airport we got visas (we didn’t have any problems with that because we are Qatar residents). Visa costs 2 Omani Rials (OR). Omani rial is very expensive – 1OR=1.48GP!!**

There was hotel transfer waiting for us. First thing that I noticed is how friendly Omani people are! Qataris (ok, not all of them, but majority) are arrogant and rude. Omanis are completely different – nice, always smiling, always willing to help! And they don’t stare at you (in Qatar they do, all the time).

Just the way from the airport to our hotel (Crowne Plaza) made me fall in love with Oman. Qatar is a dessert, Doha is a building site. Oman is an oasis, full of greenery, fresh air, wonderful buildings, lovely mosques, gulf, mountins, drivers, who know how to drive and what an indicator is for…

Above photos from Oman – an overview, and our hotel.

That would be it for now, to be continued.

*
Not on the way back! Coming back from Oman they asked me for a doctor’s certificate at the check out, later on in the plane as well, the stewardess went somewhere to check if I can fly (probably to the captain). Probably because we were delayed 1 hour the captain didn’t want to hear about any pregnant women, and I managed to come back to Qatar.

** Who knows what the most expensive currency in the world is? I’m very interested, if someone knows, please let me know.

Jak lata baba w ciazy

Jutro z samego rana lecimy do Omanu, na dlugi weekend. Jako ze jestem w 33 tygodniu ciazy, obowiazuja mnie specjalne zasady odnosnie lotow. Myslalam, ze wystarczy zaswiadczenie od lekarza, ze moge latac, ale postanowilismy sie upewnic.

Dzwonimy wczoraj wieczorem do Qatar Airways. Pani nas informuje, ze musimy sie stawic w glownym biurze aby pobrac formy, a pozniej ona nam powie co dalej robic. W XXI wieku nie mozna form pobrac ze strony www przez internet, trzeba je osobiscie z biura odbierac.

Jako ze czasu niewiele, jedziemy prosto do biura (ja w klapkach i kostiumie kapielowym przeswitujacym spod bluzki, prosto z basenu jechalam). Drogi w Doha wszedzie rozkopane, ta nie byla wyjatkiem. Wiec ja w tych klapkach, z brzuchem wielkosci pokaznej pilki  lekarskiej, przez budowe zasuwam do biura QA.

Powiedziano nam, ze do 32 tygodnia wystarczy zaswiadczenie od lekarza, ale od 33 tygodnia (przy czym nie byli pewni, czy od poczatku tygodnia? od konca moze?) trzeba wypelnic forme od QA (moj lekarz musi ja wypelnic), przyniesc ja z powrotem do biura, lekarz QA zatwierdza lub nie, trzeba pofatygowac sie do biura po raz trzeci, odebrac forme, a pozniej pilot kapitan decyduje, tuz przed lotem, czy wpuscic taka biedna delikwentke w ciazy na samolot czy nie. Padla jeszcze opcja, ze ciezarowka musi byc przebadana przez lekarza QA….

A co z droga powrotna? Hmmm, tu sie zrobil dylemat, bo juz nie bardzo wiedzieli. Powinnam miec nowe zaswiadczenie od swojego lekarza. Ha, tylko jak, nie mam lekarza w Omanie! No to dali mi inna forme, ktora mam wypelnic i miec przy sobie w drodze powrotnej.
Skomplikowana procedura!

Potem pani poszla skonsultowac sie z panem, pan powiedzial cos zupelnie innego…
Witamy w Katarze!

Skonczylo sie na tym, ze poszlam do swojego lekarza, i poprosilam o wypisanie zaswiadczenia, ze jestem w 31 tygodniu ciazy – powinni mnie wpuscic chyba… No, ale jestesmy w Katarze, wcale bym sie nie zdziwila, gdyby na lotnisku okazalo sie, ze maja zupelnie inne procedury…

Ale o tym napisze juz w przyszlym tygodniu, po powrocie.
Chyba ze nie polecimy.
Wtedy napisze juz jutro 😛


Tomorrow early in the morning we’re going to Oman for long weekend. As I’m in my 33rd week of pregnancy I have to do special things before flying. I thought just a certificate from a doctor is enough to fly, but we decided to make sure.

We called the Qatar Airways office yesterday. A lady told us that we have to come to the main office and take some forms, and then she’ll tell us what to do. Well, XXI century and you can’t download stupid form from the internet, you have to go in person to the office!
 
As we don’t have much time, we went stright to the office (me wearing my flip flops and swimming costume under my clothes, as I was going stright from the swimming pool). Everywhere in Doha now is a building site, around QA office is not exception. So me, with these flip flops and a huge stomach, through the building site to the main Office of QA.

We were told that until 32 week doctor’s certificate is enough, but from the 33rd week (but they couldn’t say from the beginning or end of 33rd week) I have to fill in a QA form, bring it back to the office, QA doctor approves or not, you have to go back for the third time to the office to collect the form, then plane captain decides just before the flight whether to take this poor pregnant woman on the plane or not. There was also an option that pregnant woman has to be checked by QA doctor…

What about the way back? Hmmm, that was a dillema, because they didn’t really know… I should have a new certificate from my doctor. Ha, but I don’t have a doctor in Oman! So they gave me another form, which I should have with me on the way back. Complicated procedure!

Then this lady went to consult all this with another guy, who said something completely different!
Welcome to Qatar!

We decided finally to go to my doctor, and ask her to write a certificate in which I’m 31 weeks pregnant – they should let me on the plane, I think…. Well, but we are in Qatar, so I wouldn’t be surprised if on the airport it turned out that the procedures are completely different….

But I’ll write about it next week when we’re back from Oman.
Unless we won’t go.
Then I’ll write tomorrow 😛

Kiczu ciag dalszy

I jeszcze troche kiczu:
liczenie glosow (na krola i krolowa kiczu)
alkohol na imprezie (ach, ci niepijacy!)
pokoj zabaw
Matt, przezwany GWIAZDA PORNO
No i kiczowe stroje (niektore tylko. Ci w srodku to Krol i Krolowa kiczu)

Tak wyglada kicz

Oto kiczowe obrazki, od gory:
Aniolki Czarliego,
polskie gracje,
transwestyta?,
piekny wazon dla krola kiczu,
facet to, czy kobieta?,
dwoch pedziow (jeden to moj maz),
tak panowie zapraszali panie do tanca,
pokaz mi nozke,
ja juz prawie rodze,
wsciekly pirat.

Kicz impreza

Chodzila za mna ta impreza, chodzila, i w koncu ja zrobilam.

Udekorowalam chalupe – w sypialni byl pokoj do disco, z olbrzymim sercem (zrobionym ze swiatelek choinkowych) na scianie.
Muzyka – disko z lat osiemdziesiatych.
Niestety, goscie tanczyc nie chcieli.

Duzy pokoj tez byl niezgorszy – tzw. love lamps, sztuczne kwiaty, pejzaz z wodospadem na scianie, kiczowate obrazki, swiatelka dookola ekranu telewizora…

W piatek przyszli goscie (ponad dwudziestu ich sie zebralo). Kazdy ubrany w najbardziej kiczowate stroje, jakie tylko mogl znalezc.

Musze przyznac, ze zaskoczyli mnie – myslalam, ze sie nie przebiora, bo w koncu nie znaja sie nawzajem, i mogli sie obawiac obciachu. Ale gdzie tam! Wlozyli naprawde duzo, duzo wysilku w to, aby wygladac KICZOWATO. I im sie udalo!

Byl konkurs na krola i krolowa kiczu, byly nagrody (cudownie kiczowate wazony plastikowe, powlekane zolciotkim ‘zlotem’).

Do jedzenia byl makaron, sos bolonese i sos serowo-smietanowy tzw. Alfredo, bylo ciasto, ktore sama upieklam (zakalec jak cholera, ale chociaz nie przypalony), do tego standardowe przegryzki (czipsy, cukierki, itd). Zapomnialam wylozyc na stol galaretke (dwa litry tego narobilam, teraz wcinamy to sami!).

Byl bar, z lista drinkow, niestety, jakies niepijace towarzystwo nam sie trafilo, bo o ile panowie piwsko zlopali, o tyle panie sie oszczedzaly. Matt sie smieje, ze do konca naszego pobytu nie przepijemy tych wszystkich trunkow (na alkohol wydalismy 1000 riali!!!). Teraz szafka pelna ginu, cointreau, wodki, blue curacao, i innych wynalazkow.
Co nie znaczy, ze nikt sie nie opil. Pod koniec imprezy niektorzy nie wiedzieli co robia lub co mowia.
Osatni goscie wyszli chyba okolo 3:30.

Nie obylo sie bez kryzysu – zabraklo papieru toaletowego!! Na szczescie jednym z gosci byla nasza sasiadka, wiec przyniosla dwie rolki od siebie z domu.

A my dopiero dzisiaj uporalismy sie ze sprzataniem!
Zdjecia zamieszcze pozniej (lub jutro) 🙂

Dobrze byc kobieta

Kobiety maja dobrze. A zwlaszcza te ciezarne. Bo wszystko moga zgonic na HORMONY.

Zle sie czuje? Jestem drazliwa? Hormony.
Mam zly nastroj i szukam zaczepki? Hormony.
Chce mi sie gory przenosic? Hormony.
Pryszcze? Przez hormony, oczywiscie.
Nostalgia, tesknota, depresja…. wszystko hormony.

Dzisiaj tez tak sobie czytalam blogi, zwlaszcze jeden taki (nie napisze jaki, ale taki refleksyjny, i autora bardzo lubie [poszukuje on piekna, ten autor, chociaz nie w ludziach], niech sie domysla kto to taki), i mnie rozne takie ckliwe uczucia naszly… i sobie wytlumaczylam, ze oczywiscie wszytstko przez.. HORMONY.

Dlatego dobrze byc kobieta.


Women are lucky. Especially pregnant women. Because they can blame HORMONES for everything.

I’m not feeling well? I’m grouchy? Hormones.
I’m upset and touchy? Hormones.
I’m heads over heals? Hormones.
Spots? Because of hormones, of course.
All the soppy feelings, all because of hormones.

That’s why it’s good to be a woman.