Bylam dzis u lekarza. Kazda wizyta jest po prostu jak cyrk!
Oczywiscie znow kazali mi robic USG. Gdy zapytalam, dlaczego mam robione na kazdej wizycie, to mi powiedzieli, ze rodzice sami sie domagaja USG. Ja tam niczego sie nie domagalam. Niepotrzebne mi USG po 150 riali co miesiac! A poza tym tak tutaj sie robi, powiedziala pani doktor.
A co oni biedacy robili zanim wynaleziono USG? Pani doktor nie wiedziala.
A dlaczego nie bada mnie dopochwowo, jak kazdy szanujacy sie polski ginekolog. A po co? pani doktor powiedziala. Nie ma takiej potrzeby… no, pewnie nie ma… pewnie polscy ginekolodzy (albo ci w Belgii, np.) robia to dla przyjemnosci, wlasnej tudziez pacjentki.
Potem test GTT, czyli test na tolerancje glukozy. Matki i ciezarne wiedza, o czym mowie. Calej reszcie wyjasniam. Dali mi do wypicia dwie szklanki niesamowicie slodkiego ulepku, takiego, ze tego sie wypic nie da – morde wykrzywia, takie slodkie ze az gorzkie.
Po godzinie mialam miec pobrana krew. Przez 45 minut mnie mdlilo.
Po 45 minutach pawia puscilam, takiego wielkiego, zoltego (bo napoj byl zolty).
Z testu nici, musze znow to gowno pic za dwa dni. Na sama mysl mi niedobrze.
A po powrocie do domu spalam trzy godziny (nigdy nie spie w dzien!). Do tej pory mi niedobrze.
Co za dzien..


