Mrozona pasztetowa

To jeszcze pare slow do kuchni. Dziekuje wszystkim za wyjasnienia odnosnie kuminu i kminku, jak to zawsze mozna sie czegos nauczyc!

  1. Kostki rosolowe tutaj mamy, chociaz nie Knorr, raczej Kogutek (pamietacie kogutki?), i uzywam do absolutnie wszystkiego. Zamiast boczku 😉 Zycie bez boczku, ajsch, to nudne zycie. Dlatego jak jade do Polski, to przez pierwsze dni jem doslownie co godzine. Szynki, kielbasy, pasztetowe, kaszanki…..

  2. Aecg, no jak to pieknie ujete jest: kapusniak z niemieckiej kapusty i egipskiej kielbasy! Usmialam sie jak nie wiem!

  3. Za kiszenie osobiste nie biore sie, bo nie potrafie. Ale mamy tutaj korniszony w sloikach, i inne warzywa kiszone. Arabowie to lubia. Maja np. takie zielone cos, bardzo ostre, tez kiszone. Nie wiem, czy to jakas papryka ostra, ale 1cm tego wystarczy, aby gebe wypalic. Uzywaja tego do wszystkiego – kanapek, przystawek, obiadow.. Poza tym maja mnostwo oliwek – zielonych i czarnych, przygotowanych na rozne sposoby. Stoi toto w takich pojemnikach, i mozna sobie dobrac czego sie chce. A oliwki z roznych czesci swiata maja.

  4. I maja sery, moze nie kiszone, ale w takich zalewach. Sa to rozne sery, egipskie, arabskie, i maja rozne smaki. Jak sie to je, czy z chlebem, czy inaczej, to nie wiem. Raz kupilam takie kulki: ziolowe, i paprykowe. Byl to bardzo suchy bialy ser, z papryka byl ostry, z ziolami ziolowy, nawet dobre toto bylo, ale jak na moj gust za suche. Sa tez sery plecione w warkocze, jak nasza chalka. Jeden ser, ktory przypadl mi do gustu szczegolnie to ser ktory zwie sie halumni (chyba, za nazwe nie recze). Dosyc slony, a jak sie go upiecze na grilu, to mozna jesc, i jesc, az sie utyje kolejne 3 kilogramy.

  5. A skoro juz zapuscilam sie w sery, to w Katarze nie uswiadczy sie niesolonego twarozku. Ser bialy jest, i to duzo roznych rodzajow, ale wszystkie solone. Zatem mozna zapomniec o serniku. Albo o twarozku na slodko.

  6. Bob mamy, mrozony w torebkach. Karotki niestety nie 😦 Nie moge tez nigdzie znalezc papryki konserwowej, wiem, ze maja, bo w hotelu jadlam salatke z papryka konserwowa, ale w zadnym sklepie juz od kilku miesiecy nie widzialam.

  7. Przypraw rzeczywiscie maja tutaj oooooogrom. To jedna z najpiekniejszych rzeczy tutaj. Sprzedaja przyprawy w takich olbrzymich worach, i jest z czego wybierac, oj jest. W tych worach, oprocz przypraw, maja rowniez orzechy, kawe niemielona, rodzynki… i pozwalaja probowac. 🙂 Jak to wyglada, mozna zobaczyc klikajac tutaj (wtedy jeszcze stara dobra Holly goli istniala… ;))

  8. Swieze ziola sa sprzedawane w olbrzymich peczkach, po 1 rialu za peczek. Maja koperek, pietruszke, corriander (kolendra, czy koleander? Nie umiem gotowac, wiec sie nie znam! Chyba kolendra?). Zdjecie stojaka z przyprawami bylo na mazusach, kliknijcie tutaj.

  9. Wegety jako takiej nie ma. Kupuje i z Polski przywoze. Ale zanim wiedzialam, ze nie ma, i nie mialam, znalazlam sposob (a jednak, Polak potrafi, potrzeba matka wynalazku, i tak dalej). Maja tutaj taka zupe w proszku w torebce, nazywa sie toto 11 vegetables, czyli 11 warzyw. I wyglada toto, i smakuje zupelnie jak nasze warzywko. Wiec sypalam toto zamiast warzywka, i juz!

  10. Drozdzy takich jak u nas w kostce nie znalazlam. Znalazlam tylko takie w proszku.

  11. Generalnie lubie te moje eksperymenty kuchenne, bo dopiero tutaj, dzieki takiemu ogromowi przypraw i dziwnych (czytaj nie znanych w Polsce) skladnikow zaczelam tak naprawde gotowac – lubie dzialania tworcze, a gotowanie tutaj do takich nalezy, hi hi.

  12. I jeszcze dwie sprawy. Tlumaczenie sprzedawcom czego sie chce rzeczywiscie zazwyczaj mija sie z celem. Raz szukalam korzenia pietruszki, i oczywiscie sprzedawca nie mial pojecia, o co go pytam. Prowadzal mnie od warzywa do warzywa, pytajac, czy to wlasnie to. Zwazywszy, ze bylismy w supermarkecie, to sama moglam sobie pochodzic. Innym razem wyslalam Matta po pesto. Pyta sprzedawcy, czy maja pesto sauce (sos pesto). Aaaaa, pasta sousce (sos do makaronu!) ucieszyl sie sprzedawca. Pewnie, ze mamy.

  13. W zwiazku z brakami wieprzowiny i innych takich, staram sie z Polski przywozic rozne rzeczy. Schabowe zamrazamy, kielbase tez zamrazamy, a pozniej jemy po kawaleczku malenkim, jak kawior niemalze. Ostatnim razem Matt przywiozl pasztetowa, i ja zamrozil. Jak to zobaczylam, mowie: no glupi, glupi, pasztetowa zamrozil, przeciez to do wyrzucenia sie bedzie nadawalo! Osobiscie sie przekonalam, ze pasztetowa mozna zamrazac, i ze po rozmrozeniu smakuje tak jak swieza.