Erotyk? Porno? Film muzyczny?

Obejrzelismy wczoraj film pt. 9 songs (9 piosenek), nie wiem, czy ukazal sie w Polsce.

Historia pary, Amerykanki i Anglika, ktorzy chodza na koncerty i uprawiaja seks. Pokazane sa fragmenty koncertow, i pokazane jest jak on i ona sie kochaja – tak dosyc graficznie, np. zblizenie penisa wchodzacego i wychodzacego z pochwy, albo pokazane w zblizeniu jak on lize jej pochwe. I to w zasadzie caly film – koncerty, i seks.

Jak na porno, to troche za malo tam scen erotycznych, a za duzo wszystkich innych.

Jak na erotyk, to za malo erotyczny – bo jakos podniecajaco nie dzialal.

Jak na zwykly film, za duzo tam erotyki i zblizen.

Mialo byc artystycznie, mialo lamac bariery, a w sumie bylo takie sobie. Jednakze mozna obejrzec, jako ciekawostke. Raczej nie w towarzystwie rodzicow.


We watched 9 songs yesterday.

It’s a story of a couple, American girl and English guy, who go to gigs and have sex. The film shows fragments of concerts, and it shows the couple having sex. Quite grafic – e.g. a close up of his penis going in and out of her vagina. Or him giving her oral sex. And that’s the whole movie – gigs and sex.

Not enough porno scenes and too much of all other scenes if it’s supposed to be a porn.

Not erotic enough, if it’s supposed to be an erotic.

Too much erotic scenes and close ups, if it’s supposed to be a regular film

I think it was supposed to be artistic, was supposed to cross the barriers, but in the end it was so so. One can watch it just out of curiosity. And I wouldn’t reccomend watching it with your parents.

Mieszana kuchnia

Oczywiscie z braku laku dobry jest i kit.

W naszym przypadku
pewne skladniki z kuchni polskiej musze zastepowac roznorakimi
substytutami, poniewaz oryginalow do usranej smierci nie znajde.

Zatem wczoraj byl kapusniak. Udalo mi sie kupic torebeczke kapusty kiszonej, germanskiej, za 10 riali.

Otwieram
ksiazke kucharska, i czytam, ze potrzebny boczek, i kielbasa mysliwska.
Ha ha ha, akurat, kielbasy to tutaj w ogole nie ma, boczku tym
bardziej, chyba ze wolowy, ale taki wolowy boczek to tak przypomina
boczek jak sernik z jablkami szarlotke.

Ale od czego inwencja
tworcza. Kapusniak ugotowalam bez boczku, a za to na kielbasie
egipskiej, ktora ma niezwykle charakterystyczny i wyrazisty smak.
Kielbasa egipska wyglada troche jak tatar sprzedawany we flaku, wytapia
sie z niej niezwykle zolty tluszcz, i nie chce wiedziec, z czego jest
robiona.

Kapusniak wyszedl pszedni.

Oczywiscie nie obchodzi sie bez smiesznych pomylek, a jakze.
Chcialam kupic kminek, wiec kupilam cos, co wygladalo jak kminek, i nawet nazywalo sie cumin (sprawdzilam
pozniej w slowniku, tlumaczy sie toto jak kminek). Ale w smaku to nie
przypomina kminku, ktory znamy ani na jote. Nie wiem, co to przypomina,
ale nie kminek. Metoda prob i bledow, smakujac rozne przyprawy prosto z
wora w sklepie okazalo sie, ze kminek (taki, jaki znam z Polski) jest
sprzedawany pod nazwa caraway, co rowniez jest w slowniku przetlumaczone jako kminek. I badz tu czlowieku madry.

Wiecej substytutow w tym momencie sobie nie przypominam, rano jest, ale jak sobie przypomne, to napisze.


The above is about cooking, and as it is about Polish cooking, and I don’t know half of the words, it makes no sense for me to translate it.

All I can say is that we’re trying to find substitutes of foods we know from Poland (or England, actually) as oryginals are not awailable. One example could be bacon, which is not available here. They have beef bacon, but it doesn’t resemble bacon at the slightest.

And another thing, maybe actually English readers could help me here, what is the difference between cumin and caraway? In Polish both these are translated as kminek, no distinction. However cumin tastes differently to caraway, so  they must be  something different, they can’t be the same seed.

To bedzie swietny dzien / It’s going to be a great day

Zapowiada sie niezly dzien.

Zrobilam sobie kawe. Otworzylam lodowke, wyjelam mleko. Mleko w Katarze sprzedawane jest w plastikowych butelkach. Ma korki roznego koloru: niebieski to pelnotluste, czerwony to odtluszczone, a rozowy to mleko inteligentne (tak tak, istnieje tutaj takie).

Wyjelam to z czerwonym korkiem, i hojnie chlupnelam do kawy. Ze cos nie tak, zorientowalam sie gdy kawa sie nie zabielila. Dziwnie pachnie to mleko…

No tak, sok jablkowy tez jest sprzedawany w plastikowych butelkach, i ma korek czerwony. A kawa z sokiem jablkowym… no coz, wole z mlekiem.

Dzwoni telefon.

– Czesc. Jestem juz prawie w pracy – mowi maz.
– Aha. I?
– I Zuzia siedzi na tylnym siedzeniu. Tak cichutko siedziala, ze zapomnialem ja zostawic w zlobku.

Zapowiada sie niezly dzien.


It’s going to be a great day.

I made some coffee. I opened the fridge. I took milk out. Milk in Qatar is sold in plastic bottles. It has tops with different colours: blue for full fat milk, red for skimmed, and pink for intelligent milk (yes, they do intelligent milk here).

I took the one with red top, and I poured a generous amount into my coffee. I realized that something is wrong when coffee didn’t get white. It smells strange, this milk…

Oh, got it. Apple juice is also sold in plastic bottles, and it also has a red top. And coffee with apple juice? Well, I prefer it with milk.

Phone is ringing.

– Hi, I’m almost at work – says my husband.
– Aha. And?
– And Zuzia is still on the back seat of the car. She was so quiet that I forgot to drop her of in the nursery.

It’s going to be a great day!

Wilgotnosc, pot i goraca woda

Oficjalnie oswiadczam, iz nie lato jest najgorsze w Katarze. Kazdy mnie tak straszyl lipcem i sierpniem, ze tak goraco, ze wytrzymac nie mozna…. No i owszem, goraco jest, nikt nie nazwie 50 stopni lekkim ciepelkiem.

Upal da sie zniesc. Upal polaczony z wilgotnoscia juz nieco mniej. Dlatego uwazam, iz najgorszy w Katarze jest przelom sierpnia i wrzesnia. Doswiadczylam dwoch (w
zeszlym roku i w tym), i z calym przekonaniem o tym mowie.

W tej chwili wilgotnosc dochodzi do 90%, caly dzien. Zatem wychodzi sie z domu, a okulary momentalnie zaparowuja. I czlowiek sie robi caly mokry od potu, i ubranie w oblesny sposob przylepia sie do ciala….

Bleeee.

I jeszcze jedna rzecz. Pisalam juz w zeszlym roku, przypomne tym, co zapomnieli, i nowym przybyszom.

Brak u nas zimnej wody. Woda leci z takiego olbrzymiego zbiornika, ktory jest usytuowany w ogrodzie. I ta woda sie po prostu nagrzewa. Od slonca. Zatem mozna zapomniec o zimnym prysznicu. Ba, aby dziecko wykapac, nalewam wody do wanny, i czekam, az ostygnie, bo inaczej mloda sie pruje, ze parzy.

Robotnicy

Pisalam juz, iz robotnicy przyjezdzaja tutaj glownie z Pakistanu, Nepalu, Filipin, oraz Indii. Pisalam rowniez, ze latwego zycia tutaj nie maja.

W sobotniej gazecie Gulf Times jest artykul o ich sytuacji. Pozwole sobie wykorzystac fragmenty.

Sprawa dotyczy ponad 500 pracownikow jednej z firm budowlanych.
Robotnicy:
– nie maja wizy = sa tutaj nielegalnie, a co za tym idzie nie moga wyjechac do swojego kraju, nie moga nawet wyjsc na ulice w obawie, ze zostana zlapani. Miesiacami jedyne, co maja, to praca, i ich obozowisko po pracy. Ha, nie nalezy im sie nawet opieka lekarska. W zwiazku z tym pracodawcy odmawiaja np. zabrania ciezko chorych robotnikow do szpitala.

– dwoch Nepalczykow, ktorzy wyszli ‘na miasto’, nigdy nie wrocilo do obozowiska. Zostali schwytani przez policje za brak wizy, i wsadzeni do wiezienia.

– zarabiaja 600 riali na miesiac. Przypominam, ze kilogram najtanszej mortadeli kosztuje okolo 30 riali.

– musieli zaplacic okolo 6000 riali aby uzyskac wize (ktorej nie uzyskali). Pieniadze zdobywali w rozny sposob, najczesciej pozyczajac na wysoki procent. Teraz, zarabiajac 600 riali, nie tylko musza utrzymac siebie, swoich najblizszych w rodzinnych krajach, ale rowniez musza splacac pozyczke i procenty od niej.

– co najgorsze, wielu z pracownikow nie dostaje pensji. Bo nie ma pieniedzy? Nie wiem. W kazdym badz razie nie placi sie im na czas.

– do domu jezdza bardzo rzadko – nie pozwala sie im. Jeden z Nepalczykow jest w Katarze od 8 lat, przez ten czas pojechal do domu 1 (jeden) raz.

– pewnego dnia pracodawca przejechal pracownikowi po nodze. Ot tak. Wyzwiska sa na porzadku dziennym.

Ci ludzie pracuja w warunkach tak ciezkich, ze wiekszosci z nas az trudno sobie to wyobrazic. Kiedys czytalam o jednym robotniku, ktory pracujac w tak wielkich upalach odwodnil sie do tego stopnia, ze nie mogl mowic wyraznie. Pracuja w tak ciezkich warunkach, a sa traktowani jak zwierzeta. Jedynie dlatego, ze maja ciemna skore, i pochodza z biednych krajow. W sumie gdyby sie zastanowic, to jest dokladna replika niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych dwa wieki temu. Charuja jak woly, bez placy, i sa wlasnoscia swojego pana.


This is from an article about situation of workers in Qatar. The article (in English) can be found in Gulf Times (here).

Chlop w biurze

Dwa dni temu ogladamy wieczorem dvd z serialem Przyjaciele.

Wlaczylismy dvd na kolejnym odcinku, i prawie nic nie slychac. Wprawdzie slyszymy, co mowia, ale bardzo cicho.

– Pewnie dlatego, ze ten odcinek jest niby z komentarzami, a ze dvd nie calkiem uczciwe, to tak im jakosc zle wyszla (w poprzednich odcinkach dzwiek byl ok).

Obejrzelismy do konca. Zaczyna sie nastepny odcinek. Juz bez komentarza. I wciaz cicho.

Cos tu nie tak. Cos sie nie zgadza. Tak nie powinno byc.

– Wlacz no jakis poprzedni odcinek, ten, ktory ogladalismy.

Cicho.

Matt poprzyciskal jakies guziki na pilocie, ale nic nie dziala. Cicho.

– No tak, cholera, zepsuly sie glosniki, kolejny wydatek!

Zaczelam ogladac sprzet z bliska, i nagle odkrylam przyczyne tajemniczego zepsucia: ktos (pewnikiem Zuzia) podlaczyl do dvd sluchawki, i ogladalismy caly odcinek sluchajac dzwieku przez sluchawki, zawieszone na telewizorze (nie na naszych uszach)!!!

Zatem odlaczylam te sluchawki, wlaczylismy nastepny odcinek, i juz powinno byc dobrze. Ale gdzie tam! Slychac echo!

– Ty, patrz, ten odcinek juz byl! Moze to echo to dlatego, ze powtarzaja, to jest jakas taka retrospekcja, albo co? sie zastanawiamy.

Taaa, retrospekcja, akurat. Sie okazalo, ze Matt poprzestawial cos w opcjach dzwieku probujac naprawic cichosc. A zorientowalismy sie tak gdzies w polowie odcinka, jak na retrospekcje to juz bylo za duzo powtorki.

Jak to bylo? Wpuscic chlopa do biura… 🙂


Two days ago we were watching Friends dvd.

We put next episode, and hardly anything can be heard. We hear everythign they say, but very quietly.

– Probably because it’s an episode with commentary, and that’s why, dvd is not quite from the shop, so the quality didn’t work out too well in this episode (previous episodes were ok).

We watched until the end. Next episode starts, with not commentary. And it’s still quiet.

Something is wrong. It shouldn’t be like this.

– Put one of the previous episodes, the one we had watched.

Quiet.

Matt pressed few buttons on the remote, but nothing works. Quiet.

– Damm it, speakers are broken, another expense!

I started looking at dvd from close, and suddenly I discovered the reason of misterious fault: someone (probably Zuzia) connected the headphones to dvd, and we were watching the whole episode listening to the sound through the headphones. Which were hang on TV, not on our ears.

So I disconnected these speakers, and it should be ok. But of course it wasn’t. We heard echo.

– Hey, look, we watched this episode. Maybe they gave echo because it’s a retrospection, you know, they repeat beginning of previous episode to introduce the next one?

Yeah, right! It turned out that Matt trying to fix the quietness pressed some buttons in sound options area, and put the echo on. We realized that in the middle of the episode, when it was obvious that it’s too much for a retrospection.

Zjezdzaja sie

Lato sie konczy, szkola sie zaczyna, zjezdzaja sie wszystkie ekspatki, czyli cudzoziemki.

Profil takiej:

  1. jest, oczywiscie cudzoziemka;
  2. zona meza, ktory ma dobra prace;
  3. sama nie pracuje;
  4. spotyka sie zatem z psiapsiolkami na coffee morning (poranki z kawa);
  5. gada o dupie marynie i o swoich dzieciach;
  6. ma pieniadze, zazwyczaj calkiem spore;
  7. jest pusta, zapatrzona w siebie, i wierzy, ze jest lepsza od innych.

Obraz moze nieco krzywdzacy, bo oczywiscie nie wszystkie takie sa, ale znakomita wiekszosc tak. I dlatego nie udalo mi sie tutaj z nikim tak naprawde zaprzyjaznic. Nie przepadam za wiekszoscia kobiet, ktore tu spotykam, wlasnie z wyzej wymienionych powodow (punkt 5 i 7). Byc moze to kultura i odmiennosc polskiej natury gra pierwsze skrzypce tutaj, ale te kobiety jak dla mnie sa po prostu zbyt sztuczne.

A w sumie to ja sama jestem taka ekspatka, 1, 2, 3 sie nawet zgadza 😉 (chcialabym wierzyc, ze 5 i 7 mnie nie dotyczy, ale skad ja moge wiedziec, jak mnie inni oceniaja. Wiem na pewno, ze 4 i 6 nie dotyczy) :))))

Cieply szampan

No tak. U nas nic nie moze byc proste i bez przygod. Nawet rocznica.

– Wymyslilem! Bedzie niespodzianka! mowi Matt.
– Czyli co?
– Niespodzianka znaczy, ze jest niespodziana. Dowiesz sie jak sie stanie.

Siedzialam, myslalam, i wpadlam na swietny pomysl. Skoro tu jestesmy, zrobmy cos, co zapamietamy. Uczcijmy rocznice na plazy! Zadzwonilam do meza, i co sie okazalo? Ze to jest wlasnie ta jego niespodzianka! On tez pomyslal o romantycznym obiedzie na plazy, przy zachodzie slonca.

Wzielam aparat, ale zapomnialam baterii do aparatu. Nie mamy nawet jednego zdjecia.

Wzielam piwa, ale zapomnialam otwieracza do butelek.

Pozniej jakas para polglowkow sie zakopala w piachu (kto jezdzi po glebokim piasku plazowym zwyklym samochodem, znaczy sie takim bez napedu na 4 kola???), tuz obok nas, wiec nie mozna ich bylo tak zostawic na pastwe losu. Matt polecial im pomagac, co zajelo ponad pol godziny.

Do tego dochodzi upal 40 stopniowy, i wilgotnosc okolo 90 procent.

Jedlismy cieple sushi z plastikowych talerzy.

Pilismy cieplego szampana z plastikowych kubkow (to chyba moj pierwszy w zyciu prawdziwy szampan [nie wino musujace] i pilam go z zielonego kubka plastikowego :))

No i babelki w polaczeniu z upalem mnie tak zmulily, ze nawet kawa po powrocie do domu nie pomogla. Poszlam spac.

Ciekawe, czy my bedziemy kiedykolwiek miec taka normalna, bezprzygodowa rocznice? A tak na marginesie, ta byla cudowna. 🙂


Of course. With us nothing can be simple and with no adventures. Not even an anniversary.

– I know. It’s a surprise! said Matt.
– Which is what it will be?
– Surprise means it surprises. You’ll know when it happens.

I was sitting and thinking. And  I got a great idea. If we are here, let’s do something we’ll remember. Let’s celebrate on the beach. I called my husband and what turned out? he had exactly the same idea! Romantic dinner on the beach, watching the sunset.

I took a camera, but I forgot batteries. We don’t have even one photo from our anniversary.

I took beers, but I forgot bottle opener.

Later a couple of stupid people got stuck in the sand (who goes to the beach in a salon car, with no 4 WD???), just by us, so we couldn’t leave them like this, Matt went to help them, what took over half an hour.

Plus 40C heat and 90% humidity.

We ate warm sushi on plastic plates.

We drank warm champagne from plastic cups (it’s I think first real champagne, not sparkling wine, and I drank it from a green, plastic cup! :))

So bubbles and heat made me so weak, that even coffee after coming back home didn’t help. I went to sleep.

I wonder if we ever have a normal, boring anniversary? BTW, this one was wonderful.

Kraby chodza boczkiem

W tutejszych wodach zyja sobie kraby. Jest ich nawet sporo. Te, ktore wypatrzylismy w piatek zamieszkaly sobie w blokowisku – chyba z piec krabow wylonilo sie z jamek. Ich mieszkanko to te dziurki po prawej stronie na zdjeciu. Kraby przechodzily sobie swobodnie z jednej jamki do drugiej.

Acha, kraby chodza bokiem (do przodu suna waska czescia). Smiesznie to wygladalo.

Zdjecie jest takie sobie, bo trudno bylo uchwycic kraba na zdjeciu – sa bardzo czule, i przy najmniejszym ruchu z mojej strony uciekaly do norki. Jak sie dobrze przypatrzycie, z tylu jest jeszcze jeden krab (malo widoczny).


In waters here there are crabs. Quite a lot of them. These that we saw on Friday lived in ‘block of flats’ – I think five crabs came out of the holes. Their flats are the holes on the right side of the picture. Crabs were walking freely from one hole to another.

A, crabs walk sideways. It looked very funny.

Photo is not great, because it was hard to shoot the crab – they are very alert and with my slightest move they were hiding to their homes. If you look closely, there is another crab on the back of the picture.