Obejrzelismy wczoraj film pt. 9 songs (9 piosenek), nie wiem, czy ukazal sie w Polsce.
Historia pary, Amerykanki i Anglika, ktorzy chodza na koncerty i uprawiaja seks. Pokazane sa fragmenty koncertow, i pokazane jest jak on i ona sie kochaja – tak dosyc graficznie, np. zblizenie penisa wchodzacego i wychodzacego z pochwy, albo pokazane w zblizeniu jak on lize jej pochwe. I to w zasadzie caly film – koncerty, i seks.
Jak na porno, to troche za malo tam scen erotycznych, a za duzo wszystkich innych.
Jak na erotyk, to za malo erotyczny – bo jakos podniecajaco nie dzialal.
Jak na zwykly film, za duzo tam erotyki i zblizen.
Mialo byc artystycznie, mialo lamac bariery, a w sumie bylo takie sobie. Jednakze mozna obejrzec, jako ciekawostke. Raczej nie w towarzystwie rodzicow.
We watched 9 songs yesterday.
It’s a story of a couple, American girl and English guy, who go to gigs and have sex. The film shows fragments of concerts, and it shows the couple having sex. Quite grafic – e.g. a close up of his penis going in and out of her vagina. Or him giving her oral sex. And that’s the whole movie – gigs and sex.
Not enough porno scenes and too much of all other scenes if it’s supposed to be a porn.
Not erotic enough, if it’s supposed to be an erotic.
Too much erotic scenes and close ups, if it’s supposed to be a regular film
I think it was supposed to be artistic, was supposed to cross the barriers, but in the end it was so so. One can watch it just out of curiosity. And I wouldn’t reccomend watching it with your parents.