Kiedys uwielbialam. Do tej pory mam kilkuletni zbior, kazdy egzemplarz, co do jednego, ulozone chronologicznie… Pamietam jednym z najlepszych gwiazdkowych prezentow, jakie kiedykolwiek dostalam, byla roczna prenumerata amerykanskiego Cosmo (od Daniela, brata mojego meza).
Potem chyba dojrzalam, wydoroslalam, a bo ja wiem? Moze mi sie moje problemy zmienily, i z pisemka o uganianiu sie za chlopakami i poradach o tym, jak uprawiac super seks i jak sie stac super kochanka przerzucilam sie na magazyny o kremach przeciwzmarszczkowych?
Nie wiem. W kazdym badz razie pewnego dnia doszlam do wniosku, ze mnie to po prostu okrutnie nudzi, i ze artykuly prezentowane tam sa po prostu glupie.
Kiedys, juz na studiach, przygotowywalam prezentacje. Na temat Cosmopolitan wlasnie. I wyszperalam, iz (sprawdzcie same/i, to rzeczywiscie jest w ten sposob):
1. Na kazdej okladce jest kobieta, popiersie i nieco ponizej pasa, z glebokim dekoltem;
2. Na kazdej okladce sa liczby: 10 sposobow jak mu dogodzic w lozku, 100 wyrazen, ktorych na pewno nie wolno uzywac, itd.
3. Na kazdej okladce pojawia sie slowo "seks".
4. Czytelniczkami Cosmo sa biedne (finansowo) dziewczyny, ktore marza o lepszym zyciu.
Bylo tam pare innych jeszcze kwiatkow, ale nie pamietam.
A najfajniejsze jest to, ze rodzina Mateusza do tej pory wierzy, ze Cosmo to moja ulubiona gazeta. I zawsze przywoza mi z Anglii kilka egzemplarzy. Nie mam serca im powiedziec…. 🙂Â