1. Dzisiaj wybieramy sie na wycieczke. Pada, ale oczywiscie zadne z Anglikow nawet tego nie widzi, dla nich taki deszcz to nie deszcz 🙂 Dla nich to normalka. Rok czy dwa lata temu pamietam wybieralismy sie do wesolego miasteczka. – Ale przeciez pada! mowie oczywiste. – A gdzie tam pada, nie pada! upiera sie tesciowa. Zatem dzisiaj tez pewnie bedziemy sie wycieczkowac. W deszczu.
_____________
2. W internecie glosno sie zrobilo o polskim hydrauliku. Zatem ja tylko napomkne, iz polscy robotnicy (hydraulicy, stolarze, i generalnie tzw. zlote raczki) sa w Anglii bardzo znani, i ciesza sie dobra opinia. Slyszalam o tym juz dawno. A teraz wlasnie przeczytalam artykul o babce, ktora remontowala dom, i miala pana z Polski o imieniu Bishek, i ze ten Bishek to byl cudowny, i generalnie dobra robote odwalil za niewielkie pieniadze. Milo dla odmiany uslyszec, ze Polacy za granica to nie tylko brudni zlodzieje.
__________ A tak swoja droga, ciekawe, jakie to imie, Bishek. Ja obstawiam Zbyszka.
__________
3. Nie pisalam jeszcze, ale prace w koncu skonczylam pisac, i nawet zlozona juz jest w sekretariacie. Teraz tylko obrona, najprawdopodobniej we wrzesniu.
_________
No to lece na deszczowe wyprawy. Bye.
Month: June 2005
Modna Anglia / Fashionable England
Ten wpis bardziej dla kobietek bedzie, niz dla facetow, ostrzegam.
—————
Wczoraj wybralam sie na zakupy. Lubie kupowac ciuchy w Anglii, bo zawsze maja jakies wyprzedaze, no i poza tym przewaznie jest cos innego niz w Polsce (czy Katarze).
—————
Zauwazylam, ze jak cos jest na topie, to jest w kazdym sklepie. Kilka sezonow temu modny byl kolor purpurowy. Nie lubie purpury, wiec nic sobie nie moglam wybrac, bo gdzie nie spojrzec, wszedzie purpura byla.
—————
Teraz modne sa biale spodnice, z falbankami, szyte z plotna. Lub bawelny. Modne sa rowniez spodnice w innych kolorach, ale wazne, zeby byly dlugie (im dluzsze, tym lepsze), i szerokie (znaczy sie szyte z kola, o ile ktos wie, o co mi chodzi), falbaniaste, takie troche cyganskie (popularne w Katarze caly rok, z wiadomych wzgledow :)).
————–
A ja nie lubie dlugich spodnic. I sobie takiej nie kupie. Kupilam sobie takie do kolan, wystarczajaco krotkie jak dla mnie, i wystarczajaco dlugie jak na Katar. 🙂
————-
Lubie zakupy….
Z osobliwosci angielskiej kuchni
A wiecie, co tesciowa wczoraj jadla? Kanapke z marmite. Nie pytajcie, co to jest, moze ktos bardziej doswiadczony wyjasni, ja wiem tylko tyle, ze to jest slone paskudztwo robione z drozdzy, o kolorze i konsystencji rzadkiej kupy. Jednoczesnie jest to narodowy przysmak Angoli. Krazy opinia, ze marmite albo sie kocha, albo nienawidzi. Ale to nie wszystko. Do kanapki tej naklada sobie…. czipsow! Slowo honoru! Kanapka z czipsami, slyszal ktos? Ale oni tutaj tak jedza. Na lunch kanapka, i do tego torba czipsow. Ktos probowal?
_________________________________________
My mother in law ate a sandwich with marmite yesterday. She also put some chips, known in the UK as crisps, into her sandwich. Something so natural in England (bread with crisps) is extremely strange for me. I think I’ll never get used to it. But I guess English people will never understand how we can eat flaki, that is a soup made of cow’s stomach.
Jazda na Ricie / Rita ride
A rano w niedziele wybralismy sie do angielskiego Disneylandu, czyli Alton Tower.
——————————-
Pierwsza przejazdzka (siuuuuup, z predkoscia wiatru, do gory nogami, a teraz boczkiem, i pionowo w dol, i siuuup, do gory, z predkoscia wiatru) pozbawila mnie ochoty do zycia – i do jakichkolwiek dalszych jazd. Przez godzine po niej czulam sie jak w pierwszych miesiacach ciazy, kiedy to poranne mdlosci zyc nie daja.
——————————-
Zatem kolejne atrakcje musialam sobie darowac. A dzialo sie, oj dzialo! Najbardziej szalona atrakcja to chyba Oblivion – chetni atrakcji wizytowicze siedza w wagoniku, na olbrzymiej wysokosci, a pozniej nagle leca pionowo w otchlan glebokiego, glebokiego tunelu (twarzami w dol, zeby nie bylo). Podobno niesamowite przezycie.
——————————-
Poza tym Rita oferowala przejazdzke. A Rita potrafi sie rozpedzic od 0 do 100 km w ciagu 2,5 sekundy!
——————————-
No i wybralismy sie do zamku strachow. Niestety, zabralismy z soba Zuzie, glupki jakies jestesmy, czy co? Dziecko do dzisiaj ma nocne leki i spac nie chce.
____________________________________________________________________________________
And in the morning on Sunday we went to English Disneyland, that is Alton Tower.
——
After the first ride on a roller coaster I lost any will to live – and to go on any other rides. For an hour afterwards I felt like a pregnant woman, whose life is disturbed by morning sickness.
—–
So I had to give a miss to next attractions. And there were plenty! The most crazy one was probably Oblivion where people sit in a carrier which is very high, and then they are dropped down inside a long, long vertical tunnel (with their faces down, of course). I heard it’s incredible sensation.
——-
Apart from that Rita was offering a ride, and Rita can go null to 100 km within 2,5 seconds!
——–
And we went to a ghost tower. Unfortunately, we took Zuzia with us, stupd we are, or something? The kid until today has night fears and doesn’t want to sleep.
Darmowy hotel, Szekspir, i zamki / Free hotel, Shakespeare, and castles
W sobote pojechalismy ogladac zamek Warwick. W zamku tym dawno temu mieszkal Earl of Warwick. Teraz zamek jest otwarty dla publicznosci, ktora moze zwiedzac te olbrzymie mury. A zamek jest piekny… Wspinalismy sie 530 schodow w gore, na wieze obronne, skad moglismy podziwiac cudna panorame; widzielismy pokaz ‘tresowanych’ orlow, oraz umiejetnosci strzeleckie lucznikow, ubranych w tradycyjne stroje.
Zdjecia umieszcze po powrocie do Kataru.______________
Pozniej pojechalismy do Stratford nad rzeka Avon, czyli uroczego, starego miasteczka znanego glownie dzieki Szekspirowi, ktory urodzil sie i tworzyl tam wlasnie._________________
Po Stratford pozostala nam tylko podroz do hotelu. Bylismy tak wyczerpani, ze widok hotelu wywolal nasza nieskrywana radosc. Niestety, w hotelu okazalo sie, ze przez ich zaniedbanie nasza rezerwacja zostala anulowana! I ze nie ma wolnych pokoi. Rozpacz! Angielska rodzina zachowala sie zupelnie nie po angielsku, bo wszczeli raban (ok, w angielski, czyli bardzo grzeczny i stonowany sposob, ale jednak raban), i kategorycznie zazadala pokoju. Po pietnastominutowej wymianie zdan z recepcjonistka, ktora to kazala nam jechac do innego hotelu (ona laskawie sprawdzi, czy maja tam wonle miejsca) przyszedl w koncu manager. Zaproponowal, zebysmy rzeczywiscie przeniesli sie do innego hotelu, ale on pokryje koszty pokoju za ta noc (wcale niemale, noc kosztuje okolo 50 funtow, czyli ok. 300 zlotych za pokoj). A w czasie gdy on szuka dla nas hotelu, ktory jest w miare blisko (bylismy w drodze dobrych kilka godzin), zaprasza nas na obiad, za ktory on tez zaplaci.________________
W obliczu takiej perspektywy oczywiscie serca nam zmiekly, i juz w znacznie lepszych humorach zabralismy sie do obiadku._________________
Wyladowalismy w koncu w Holiday Inn (calkiem niezle, prawda?).________________
A rano…. Ale to juz temat na kolejna historie.
__________________________________________________________________________________
Saturday morning we went to see Warwick castle. In this castle, long ago, the Earl of Warwick used to live. Now the castle is open for public, for visiting. And the castle is beautiful, and really big… we climbed 530 steps up, to the top of towers, where we could admire wonderful panoramic views; we saw ‘trained’ eagles, and skills of archers (dressed in traditional outfits).
I’ll put photos after I come back to Qatar.
Then we went to Stratford upon Avon, a lovely, old town known mainly thanks to Shakespeare, who was born there and who lived there.
After Stratford we had just the trip to the hotel. We were so exhausted that when we saw the hotel we were happy like kids seeing lollypops. Unfortunately, in the hotel it turned out that because of their f**k up our reservation was cancelled! And that they don’t have any free rooms! We were devastated! English family behaved not in an English way at all, because they started arguing (ok, in English, that is polite and calm down way, but still arguing), and demanded a room. After fifteen minute conversation with the receptionist, who told us to go to another hotel, and she will be so kind so as to check whether they have free rooms there, finally the manager came. He suggested that indeed, we could go to another hotel, but he will pay for the night for all of us in this other hotel (not so little money, providing a night was 50 pounds). When he is looking for a hotel that is nearby (we were traveling for few hours, after all), he invites us for a dinner, for which he will pay as well.
Of course this perspective softened our hearts, and we started eating in much better moods.
Finally we stayed in Holiday Inn (not bad, isn’t it?).#
And in the morning…. But that’s a completely another story.
Wisiec jak malpa, krzyczec jak cykady
Wczoraj bylismy w najbardziej niezwyklym Zoo na swiecie chyba. Bylo to zoo dla dzieciakow, z mnostwem atrakcji. Na przyklad obok flamingow mozna bylo zmierzyc, jak dlugo mozemy stac na jednej nodze. Obok malp mozna bylo zmierzyc jak dlugo damy rade powisiec na drazku (podobno malpy potrafia tak godzinami). Ale mi najbardziej podobalo sie mierzenie decybeli. Wchodzilo sie do budki, krzyczalo sie, i pokazywala maszyna jak glosno krzyczymy. Ja mialam tylko 103 decybele, co podobno odpowiada cykaniu cykad! A krzyczalam tak glosno, ze az mnie gardlo bolalo! A najfajniejsze jest to, ze cala konserwatywna angielska rodzine do tej budki zaciagnelam! Kazdy, nie wylaczajac grandma (babci) i grandpa (dziadka) wchodzili i sie pruli w tej budce (pozniej Matt mi powiedzial, ze gdyby mnie tam nie bylo, to zadne z nich by nie weszlo, bo oni zbytnio stonowani sa na takie wybryki). Takie zoo budzi nasza dziecieca nature…
_________________________A pozniej pojechalismy do cudownego sklepu z winami. Chociaz nie, to nie tylko sklep byl. Byl tam tez ‘antykwariat’, gdzie mozna bylo kupic starocie dotyczace wina, i bylo tez muzeum, pokazujace jak sie wyrabialo wino wiele, wiele lat temu. _______________________________________ A dzisiaj jedziemy do kolejnego parku rozrywki, na caly weekend tym razem, wiec sie odezwe dopiero w poniedzialek. _________________________________ A te kreski to dlatego, ze sprzet tesciowej stary jak ona sama (no nie, zartuje, nie jest ona jeszcze taka stara :))), ale sprzet jest wiekowy), i jakims cudem nie moge paragrafow robic. Ani zdjec dodawac.
Angielskie dygresje na temat pogody / English stories about weather
Zatem witam z powrotem, po kilkudniowej nieobecnosci, tym razem sle Wam usciski z Anglii (o dziwo nie deszczowej, a wrecz przeciwnie, slonecznej i cieplej). Lot odbyl sie bez wiekszych przezyc, no, moze poza dwugodzinna kolejka do odprawy (lot o 8 rano, na lotnisku bylam o 6, a odprawili mnie dopiero o 7:45).
Zuzka pierwsza zobaczyla tate, rzucila sie do niego biegiem, i do stop mu padla (tak przypadkiem zajaca lapala, z pospiechu chyba).
Angielscy dziadkowie oczywiscie juz zaczeli mi dziecko rozpuszczac.
A poza tym:
Wczoraj postanowilismy, ze wybierzemy sie nieco na polnoc Anglii, do wesolego miasteczka, i na zwiedzanie uroczych zakatkow. Oczywiscie w Anglii nie mozna nic zrobic bez sprawdzenia prognozy pogody. Zatem sprawdzili, i sie okazalo, ze beda ulewy ogromne. Plan wycieczki upadl.
Dzisiaj rano wstajemy, i co? Oczywiscie slonce. Te angielskie prognozy pogody… zupelnie nie mozna na nich polegac 🙂
W kazdym badz razie wczoraj siedzialam, i z ogromnym zaciekawieniem sluchalam ponad polgodzinnej dyskusji angielskich tesciow, angielskiego meza i angielskiej szwagierki (chyba? siostra meza to szwagierka?) o tym, jak to rok temu padal deszcz, ale po poludniu sie wypogodzilo, ale za to na wieczor znow zaczelo padac. Takie dyskusje chyba tylko u Anglikow sa mozliwe?
__________________________________________________________________________________
So welcome back, after few days absence, this time I send you hugs from England (surprisingly, not rainy, but sunny and very warm).
The flight was ok, with no surprises, maybe apart from waiting for 2 hours for check in (flight was at 8, I was at the airport at 6, and they checked me in at 7:45).
Zuzia saw her daddy first, and she run towards him, falling directly in front of his feet.
English grandparents of course already started spoiling my child.
And apart from that:
Yesterday we decided to go north, do a theme park, and for sightseeing. Of course in England you can do nothing without checking weather forecast. So they checked the weather forecast, and it said it’s going to be extremely rainy. So the plan of going away died.
Today we get up and what? Of course it’s sunny. These English forecasts… One can never trust them 🙂
Anyway, yesterday I was listening with great amusement when my English in-laws, English husband and English sister in law were discussing how it was raining a year ago, but in the afternoon it got sunnier, but in the evening it started raining again. Such discussions are possible only in England, I think?
Zakonczenie
Dagmara od tygodnia juz trabi, ze w poniedzialek jest zakonczenie roku w szkole u Czarka.
Zatem dzisiaj rano zwlekamy sie wszyscy, no bo przeciez trzeba, zakonczenia nie mozna opuscic.
Nawet szybko poszlo, i w miare malo nerwowo, bo wiadomo, kazdy podekscytowany zakonczeniem.
W koncu jestesmy gotowi. Cezary ubrany w odswietna, biala, wykrochmalona koszule, ciocia Sylwia wystrojona, aparat przez ramie przewiesila, mama Daga tez, Zuzia pieknie uczesana, i idziemy.
Po drodze Czarek spotkal kolezanke z klasy. Ale kolezanka taka nieodswietna…
– Jakie lekcewazenie sprawy!
– A moze to nie dzisiaj, to zakonczenie? ziarno niepewnosci zaczelo kielkowac.
– Dziewczynko, a kiedy wy macie zakonczenie?
– A jutro!
Ups!
Czarek, powiedziawszy delikatnie, wyroznial sie z tlumu w tej wykrochmalonej koszuli. Lzy w oczach, bo nikt nie chce wygladac jak pajac, prawda? Co robic???
Na szczescie mial jeszcze worek z koszulka na WF. Szybkie przebieranie, i wygladal w miare znosnie.
A odwalone ciocia, mama, i Zuzia odwrocily sie na piecie, i poszly do domu. Ciocia Sylwia zrobila uzytek z aparatu o tyle, ze sfotografowala slimaka.
Dagmara a week ago announced that this Monday Czarek finishes school and there will be a ceremony.
So this morning we all got up, because we can’t miss such an event.
Getting ready was ok, not too much nerves, as of course, everybody was excited about the ceremony.
Finally we are ready. Czarek all dressed up, white shirt, auntie Sylwia dressed up as well, with a camera on her shoulder, mummy Daga very ellegant, Zuzia’s hair done beautifully, of we go.
On the way to school Czarek met his friend from the same class. And the friend is not dressed elegantly at all.
– No respect for the ceremony whatsoever!
– And maybe the ceremony is not today? a small uncertainity appeared.
– Hey, girl, when is the ceremony?
– Tomorrow!
OOps!
Czarek, not to be too frank, looked a bit different from the rest in this white shirt. Tears in his eyes, as nobody wants to look like a clown, do they? What to do???
Luckily there was still his gym clothes in school, so he quickly changed, and looked so so in white t-shirt.
And very ellegant auntie, mum, and Zuzia turned around and went home. And auntie Sylwia used her camera after all. She photographed a snail.
Zony ze Stepford
Ira Levin, Żony ze Stepford
Tytul pewnie znany wiekszosci raczej z filmu, niz z ksiazki. Ja filmu nie widzialam, ale przeczytalam ksiazke.
Stepford to malutkie miasteczko, gdzie wszyscy mezowie naleza do Stowarzyszenia (klub oddzielony od reszty swiata bardzo wysokim murem), a gdzie wszystkie zony gotuja obiady, pucuja mieszkania, i nie maja czasu ani ochoty na nic innego, bo poslusznie oddaly cale swoje zycie mezom. Jest cos takiego w Stepford, ze nawet najbardziej zagorzale feministki po czterech miesiacach staja sie kurami domowymi (ciekawe, jak p. Kazimiera Szczuka by sobie poradzila :))
Ksiazka taka sobie, dosyc ciekawa fabula, ale zadna rewelacja. Naraze sie tutaj pewnie niektorym, ale opis zycia zon ze Stepford nieodparcie przywolywal mi obraz zycia kobiet katarskich. Ale co ja tam wiem, kobieta katarska nie jestem w koncu.
Ira Levin, Stepford wives.
A title known to most mainly because of the movie, not the book. I didn’t see the movie, but I read the book.
Stepford is a small, quiet town, where all husbands belong to a Society (a club that is divided from the rest of the world by the high wall), and where all wives cook dinners, clean houses, and have no time for anything else, as they completely devote their lives to men. There is something about Stepford that even the biggest feminists become housewives that don’t care about anything else but their husbands and houses.
The book is ok, quite interesting, but nothing special. I’m sure this will wake up a protest from some of my readers, but description of life of Stepford’s wives brings to my mind description of life of Qatari women. But what I know, I’m not a Qatari woman, after all.
Angina
Angina ropna sie nam przypaletala. Tego nam teraz akurat trzeba 😦