Pustka

Kiedys z Mattem rozmwialismy, i mowie do niego, ze tymi zakupami (tutaj chodze b. czesto na zakupy, nawet nic nie kupuje, ale chodze i ogladam) to ja chyba probuje jakas pustke wypelnic. Ze czegos mi brakuje, ze moje zycie nie jest pelne, i staram sie znalezc cos, co podziala jak kit w oknie.

Problem byl w tym, ze nie wiedzialam, czego mi brakuje. Bo z pozoru to ja wszystko mam: kochanego meza, cudowne dziecie, mialam prace, ktora lubilam, teraz nie mam pracy, i tez to lubie, na chleb nam nie brakuje, wiec o co chodzi? Dlaczego nasze zycie jest takie…. nijakie?

Nie zrozumcie mnie zle, ja nie narzekam, ja pisze o czyms, co trudno opisac, o takiej wewnetrznej pustce, jak czlowiek jest niespelniony, a w zwiazku z tym niespokojny i chyba troche nieszczesliwy. To taka wieczna pogon za czyms, ale nawet nie wiemy za czym.

I teraz juz chyba wiem, nagle jadac sobie D-ring road mnie oswiecilo – nam brakuje tutaj bliskich osob. Mamy siebie, i to jest duzo, ale mamy tylko siebie, i nikogo bliskiego poza tym.

I teraz tylko rodzi sie pytanie – czy mozna tej nicosci zapobiec? I jesli tak, to jak??

Zarobki w Katarze

A wiem, ze Was to interesuje. Oczywiscie trudno jest dowiedziec sie, ile ludzie tutaj zarabiaja. No bo jak? Podejde do kasjerki w sklepie i prosto z mostu wypale: A przepraszam, ile pani tutaj placa? No nie bardzo (a moze tak zrobie? Najwyzej nic nie powie)

Ale dowiedzialam sie, ze szewc moze zarobic do 1000 QR (czyli okolo 1000 PLN) na miesiac, ale aby tyle ‘wyciagnac’ musialby codziennie pracowac po 10 godzin.

Sprzataczka sasiadow zarabia 800 QR. Pracuje piec godzin dziennie, piec (lub szesc, nie jestem pewna) dni w tygodniu. Za trzy dni w tygodniu po trzy godziny dziennie chce 500 QR.

Sprzatacz (tutaj jest sporo mlodych chlopcow, ktorzy sprzataja domy) innych sasiadow dostaje 5 QR za godzine (to bardzo malo, normalnie za godzine dostaja pomiedzy 10 a 20 QR, a sprzataczki z agencji nawet 25 QR).

Oczywiscie zachodni cudzoziemcy zarabiaja wiecej.


I know you would be interested in it. Of course it’s difficult to find out how much people earn. I won’t go to a shop assistant and I won’t ask her: Excuse me, how much are you being paid? (or maybe I will? Worst that can happen is that she says nothing).

But I found out that a cobbler can earn up to 1000 QR, but to earn that much he’d have to work everyday for 10 hours.

Our neighbours’ cleaner earns 800 QR. She works five hours aday for five (or six, I’m not sure) days a week. For three days a week, three hours a day she wants 500 QR.

Our other neighbours’ houseboy (there are a lot of young boys who clean villas here) gets 5 QR for hour (it’s really really little, normally they get between 10 and 20 QR/hour, and these from agency get even 25 QR).

Of course western expats earn more.

Polonia w Katarze

Wczoraj poszlismy na grila do znajomych – zaprosil nas Polak, P., ten, ktorego poznalam dzieki Mazusom. Poznalam jego zone (czesc M!), ktora jest niesamowicie fajna babka, od razu ja polubilam. Bylo pyszne jedzenie, polska kielbasa i kabanoski, oraz duzo alkoholu (M. robi drinki z 3/4 alkoholu i 1/4 soku :))

Bylo tez polskie towarzystwo – cztery pary (oprocz Mazusow i gospodarzy) z dzieciakami. Wsrod gosci znalezli sie nasi zaniedbani sasiedzi – jakis czas temu pisalam, ze w willi obok mieszkaja Polacy, ktorzy sie wprowadzili niemalze rownoczesnie z nami. Mielismy sie spotkac, odwiedzic, ale jakos tak nie wyszlo. No i w koncu sie spotkalismy u P. Zaskoczenie bylo obustronne i totalne.

Impreza byla swietna (tak swoja droga ciekawe, jak niektorzy to robia, ze im imprezy takie fajne wychodza? Dlaczego niektore przyjecia sa denne, a inne super? Od czego to zalezy? Czy jest jakas recepta na udane przyjecie?), a dzisiaj Matt poszedl godzine pozniej do pracy, taki byl, hmmm, nazwijmy to ‘zmeczony’.


Yesterday we went to a grill party to our friends – a Polish guy, P., the one I met through Mazusy invited us. I met his wife (hi M!), who is really nice, I liked her stright away. The food was lovely, there was Polish sausage, and lots of alcohol (M. makes drinks which consist 3/4 of alcohol and 1/4 of juice).

There was also Polish company – four couples (apart from Mazusy and hosts) with kids. Amongst the guests there were also our neighbours – I wrote some time ago about them, they moved to villa next door to us just a bit before we did. We were supposed to meet, but somehow we didn’t. And finally we met at P’s. The surprise was total and mutual.

The party was great (by the way, I wonder, how some people do it, that their parties are so great? Why some parties are total failure, and others are great? What does it depend on? Is there a receipt for good party?), and today Matt went to work one hour later than he should have, he was so, hmmm, let’s call it ‘tired’.

Nieprzytomna

Cos sie dzieje ze mna, siedze sobie, jem banana, i pije kawe. I zauwazylam, ze zapominam albo jesc banana, albo pic kawy. To znaczy siedze, siedze, siedze, i w pewnym momencie zauwazam banana, ktory lezy na stole, i o ktorym zupelnie zapomnialam. Za moment znow to samo. Co sie dzieje???

W dodatku komputer mam calkiem skopany, Office mi nie dziala. I znalazlam kilka wirusow.

I jeszcze jest zimno, w plaszczu mozna by chodzic. Marzne jak nie wiem.

Sims 2

Na Gwiazdke kupilam sobie gre, Sims 2. To taka gra komputerowa, gdzie sie zyje wirtualne zycie. Tyle sie o nich nasluchalam dobrego…

Sims 2

I rzeczywiscie, wciaga.

Wczoraj stworzylam rodzine Mazusow. Najpierw Matta. Wybralam mu twarz, kolor i rodzaj wlosow, zarost lekki, dorobilam mu brzuszek, i ubralam w koszule (zazwyczaj chodzi w podkoszulkach, ale mi sie podoba w koszuli, wiec co sobie bede zalowala). Nadalam mu cechy osobowosci – troche leniwy, balaganiarz, ale za to bardzo towarzyski, i nie marudzi.

Potem siebie – okragle biodra, czarne wlosy, i biodrowki. Leniwa, towarzyska, i nie balagani.

Zuzia dostala blond kucyki i rozowe spodnie.

No i sie zaczelo zycie. Do dyspozycji nasza rodzina miala nieco ponad $ 20 000. Kupilam nam domeczek za $ 14 000, do ktorego sie niezwlocznie wprowadzilismy, i wybralam sie na zakupy – lozko, prysznic, swiatlo w lazience oraz lustro. Z wielkim zdziwieniem zauwazylam, iz nie zostalo mi wiele pieniedzy – tylko $ 200.

Matt bezrobotny, ja tez, trzeba mu robote znalezc. Znalazl, za $ 300 dziennie, jako ochroniarz w klubie.

A tymczasem wskaznik glodu osiaga stan krytyczny – Mazusy nienakarmione, niemalze z glodu padaja. I co teraz? Jak ich nakarmic???

Siegam do samouczka, i okazuje sie, ze aby nas nakarmic musze kupic lodowke. Tylko jak, mam $200, a lodowka kosztuje $600? Poglowilam sie moment, i wyjscia nie bylo, trzeba bylo sprzedac prysznic (na szczescie w domku mielismy dwa). Kupilam lodowke, i nakarmilam rodzine Mazusow.

A potem sie zaczela kolomyja – Zuzia nie pojechala do szkoly, bo jej autobus uciekl, mi ubranie zginelo, latalam po domu na golasa, w zwiazku z tym bylo mi zimno i wskaznik komfortu spadl do poziomu krytycznego, Matt z wyczerpania osunal sie na podloge….

Wiecznie glodni bylismy, wiecznie zmeczeni (bo tylko jedno lozko jest, wiec nie dalo rady wszystkich troje polozyc spac, jak sie jedno wyspalo, pozostala dwojka miala zero energii, i tak w kolko), i w dodatku przypadkiem zignorowalam sasiadow ktorzy przyszli sie przywitac.

Jakby tego bylo malo, spalila mi sie kuchnia (nie wiem jakim cudem… ogien wybuchnal).

Chyba sie bedziemy musieli przeprowadzic do tanszego domu, abym mogla kupic jeszcze jedno lozko i troche jedzenia. Ciezka robota, takie kierowanie wirtualnym zyciem.


I heard a lot about a game called Sims 2, so I bought it for myself for Christmas. And indeed, it’s a very addicting game.

Yesterday I created our family. First Matt. I chose his face, style and colour of his hair, I gave him a belly and I dressed him in a shirt (he normally wears t-shirts, but I like him in shirts). I gave him personality – a bit lazy, messy, but very sociable and doesn’t moan.

Then me – round hips, black hair, and low cut trousers. Lazy, sociable, and not messy.

Zuzia got two blond pony tails and pink trousers.

And so the life begins. Our family had $20 000 to spend. I bought a house for $14 000, we moved in stright away, and I went shopping – bed, shower, lights in bathroom and mirror. To my surprise I noticed I had only $ 200 left.

Matt has no job, neither do I, we have to find something. Matt finds a job as a bouncer, for $300 a day.

Meanwhile the hunger indicator reaches critical point – Mazusy are not fed, and they are almost dying. What now? How to feed them???

I reach for help book, and it turns out that to feed us I need to buy a fridge. But how, if I have only $200 and the fridge costs $600? I thought for a while and I had no other choice but to sell the shower (luckily there were two in the house). I bought the fridge and I fed the family.

Then the hurry-scurry began – Zuzia didn’t go to school because she missed the bus, I lost my clothes and was running around the house naked, freezing, and therefore the comfort indicator was on critical point, Matt fainted due to lack of energy…

We were always hungry, always tired (because we have only one bed, so it is impossible for all three of us to sleep, if one of us slept, the rest was exausted, and so on), on top of that I ignored the neighbours who came to say hello.

If that wasn’t enough I burnt our kitchen (I don’t know how it happened that the fire broke out).

I think we’ll have to move to a cheaper house, so that I can buy another bed and some food. It’s hard job to live life for a virtual family.

Eksperyment kulinarny

Po podrozy nasza lodowka wciaz pustawa, nie bylo czasu na porzadne zakupy. Zatem aby zrobic obiad, musialam sie niezle nakombinowac (a wiecie, ze w jezyku angielskim nie ma odpowiednika ‘kombinowac’? To taka typowo polska przypadlosc 🙂 )

I wyszly mi klopsiki miedzynarodowe:

– polsko (podstawy przygotowane jak na polskie tradycyjne mielone)

– wlosko (dodane oregano i wloska przyprawa do pizzy)

– arabsko (dodana kurkuma i imbir)

– amerykanskie (zatopione w amerykanskim sosie do spagetti).

Do tego ugotowana czerwona fasola, ta, ktora mi ze slynnej zupy zostala. A ze mi za rzadka wyszla, to dosypalam ryzu (troche za duzo mi sie sypnelo, i wyszla mordoklejka, ktora nozem kroilismy). Wszystko doprawione kurkuma i imbirem.

Zadziwiajace, ale nawet to danie zjadliwe bylo, chociaz nie powiem, ze palce lizac.


After the trip our fridge is still quite empty, we didn’t have time for proper food shopping. So to make a dinner I had to use my imagination a lot.

And I made international meatballs:

– Polish (basis prepared in a Polish way)

– Italian (add oregano and italian pizza spice)

– Arab (add turmeric and ginger)

– American (floating in american spaghetti sauce).

I served it with cooked red beans, the ones I still had left after famous soup I made one day. Because the beans turned out to be too runny, I added rice to make them thicker. A bit too much of rice went to the pot, so the beans and rice turned out to be so thick we had to cut it with the knife. Of course I spiced this with turmeric and ginger.

Surprisingly, this something turned out to be eatable, although I would be far from calling it delicious.

Ku… jego ma…

Nie dosc, ze mi wpis zniknal (a tak sie napisalam), to jeszcze porzadkujac sobie komputer zrobilam cos, i teraz nie moge uruchomic Outlook’a. Pewnie przypadkiem cos usunelam (a raczej ten cholerny easy cleaner!!), i teraz system chce mi cos instalowac zebym mogla otworzyc Outlook’a. A zeby instalowac to chce mu sie dysku z MS Office XP Professional, ktorego ja OCZYWISCIE KU… NIE MAM!!! I CO JA MAM BIEDNA TERAZ ZROBIC???? Ten Outlook to jak moja prawa reka 😦 buuuu, ide plakac.

Jaka restauracja??

Wczoraj wybieralismy sie na pozegnalny posilek do restauracji. Zastanawialismy sie, gdzie isc. Ktos rzucil nazwe Henry’s Table. Matt, chcac sie dowiedziec, jaki rodzaj jedzenia tam podaja, pyta sie: "A co to za restauracja?" Mama Matta odpowiada: "No, taka, podaja tam przystawki, dania glowne….." A Matt niezmieszany dodaje: "No tak, i sa tam widelce, i noze… Mamo, my wiemy, ze to jest restauracja. Jakie JEDZENIE tam podaja?"


Yesterday we were going for a goodbye meal to a restaurant. We were considering where to go. Somebody said Henry’s Table. Matt wanted to find out what type of food is being served there so he asked: "And what type of restaurant is it?" Matt’s mum said: "You know, there are starters, and main meals….". Matt, not confused at all added: "Yeah, and there are also forks, and knives… Mum, we know it is a restaurant. What type of FOOD they serve there??"

Dzieki

Nie potrafie mowic o swoich uczuciach, latwiej mi sie pisze, zatem strzele tutaj mala prywate, i chcialabym podziekowac: mojej mamie, za sledziki i za kochane dobre serce; Dagmarze, za to ze czesze wlosy najlepiej na swiecie (no, moze Czajka jest ociupinke lepszy, ale niewiele); Czarkowi i Adasiowi, za to ze sa tacy kochani; Jan (to moja slynna tesciowa) za shepperd’s pie i za wyrozumialosc; Bob’owi (tata Matt’a) za to, ze jest jaki jest (a niesamowity z niego facet); Leigh (siostra M) za wieczne wozenie i przywozenie nas z i na lotnisko; A wszystkim (w obu rodzinach) chcialabym podziekowac za prezenty i za to, ze sa dla nas tacy dobrzy i kochani. I jeszcze chcialabym im powiedziec, ze sa najlepsi na swiecie. I ze ich kocham.


I can’t express my feelings so I’ll use this page to thank: my mum, for herrings and good beloved heart; Dagmara for doing hair best in the world; Czarek and Adas, for being; Jan (this is my famous mother in law) for shepperd’s pie and for being understanding; Bob (Matt’s dad) for being whom he is (and he is incredible); Leigh (Matt’s sister) for forever bringing us from and to the aiport; And everybody (in both families) I would like to thank for presents and for being so good and lovely to us. And I would like to say that they are the best in the world. And that I love them.

Tuz przed powrotem

Juz jutro wracamy do Kataru. Znow minelo nam niesamowicie szybko… zadne z nas tak naprawde nie chce wracac. Dobrze nam z rodzina, troszcza sie o nas, zajmuja sie Zuzia, dogadzaja nam… A w Katarze znow bedziemy sami… dobra, juz przestaje narzekac. Na plus jest to, ze znow bedzie slonce (wprawdzie angielskiego deszczu doswiadczylam tylko raz, ale i tak pogoda jest szara i nijaka). No i nadrobie zaleglosci w blogach, nie mialam czasu ich czytac tutaj, bo okrutna tesciowa smieje sie z mojego internetowego nalogu, wiec nie chcialam jej dawac pozywki 🙂


Tomorrow we’re going back to Qatar. Again, it all was so quick, it went so quickly…. none of us really wants to go back. We enjoy staying with the family, they take care of us, play with Zuzia, are really good to us.. And in Qatar we’re gonna be completely on our own again… ok, I’ll stop complaining now. On the brigth sight is this, that there will be sun in Qatar (I experienced this ‘missed’ English rain once only, but it’s still grey here and gloomy – weather wise). And I’ll read blogs of my friends again – I can’t do it here as my cruel mother in law (Hello, Jan, I hope you still like me 😉 ) is constantly taking the piss of my internet addiction, so I don’t want to give her more reasons 🙂