Na Gwiazdke kupilam sobie gre, Sims 2. To taka gra komputerowa, gdzie sie zyje wirtualne zycie. Tyle sie o nich nasluchalam dobrego…

I rzeczywiscie, wciaga.
Wczoraj stworzylam rodzine Mazusow. Najpierw Matta. Wybralam mu twarz, kolor i rodzaj wlosow, zarost lekki, dorobilam mu brzuszek, i ubralam w koszule (zazwyczaj chodzi w podkoszulkach, ale mi sie podoba w koszuli, wiec co sobie bede zalowala). Nadalam mu cechy osobowosci – troche leniwy, balaganiarz, ale za to bardzo towarzyski, i nie marudzi.
Potem siebie – okragle biodra, czarne wlosy, i biodrowki. Leniwa, towarzyska, i nie balagani.
Zuzia dostala blond kucyki i rozowe spodnie.
No i sie zaczelo zycie. Do dyspozycji nasza rodzina miala nieco ponad $ 20 000. Kupilam nam domeczek za $ 14 000, do ktorego sie niezwlocznie wprowadzilismy, i wybralam sie na zakupy – lozko, prysznic, swiatlo w lazience oraz lustro. Z wielkim zdziwieniem zauwazylam, iz nie zostalo mi wiele pieniedzy – tylko $ 200.
Matt bezrobotny, ja tez, trzeba mu robote znalezc. Znalazl, za $ 300 dziennie, jako ochroniarz w klubie.
A tymczasem wskaznik glodu osiaga stan krytyczny – Mazusy nienakarmione, niemalze z glodu padaja. I co teraz? Jak ich nakarmic???
Siegam do samouczka, i okazuje sie, ze aby nas nakarmic musze kupic lodowke. Tylko jak, mam $200, a lodowka kosztuje $600? Poglowilam sie moment, i wyjscia nie bylo, trzeba bylo sprzedac prysznic (na szczescie w domku mielismy dwa). Kupilam lodowke, i nakarmilam rodzine Mazusow.
A potem sie zaczela kolomyja – Zuzia nie pojechala do szkoly, bo jej autobus uciekl, mi ubranie zginelo, latalam po domu na golasa, w zwiazku z tym bylo mi zimno i wskaznik komfortu spadl do poziomu krytycznego, Matt z wyczerpania osunal sie na podloge….
Wiecznie glodni bylismy, wiecznie zmeczeni (bo tylko jedno lozko jest, wiec nie dalo rady wszystkich troje polozyc spac, jak sie jedno wyspalo, pozostala dwojka miala zero energii, i tak w kolko), i w dodatku przypadkiem zignorowalam sasiadow ktorzy przyszli sie przywitac.
Jakby tego bylo malo, spalila mi sie kuchnia (nie wiem jakim cudem… ogien wybuchnal).
Chyba sie bedziemy musieli przeprowadzic do tanszego domu, abym mogla kupic jeszcze jedno lozko i troche jedzenia. Ciezka robota, takie kierowanie wirtualnym zyciem.
I heard a lot about a game called Sims 2, so I bought it for myself for Christmas. And indeed, it’s a very addicting game.
Yesterday I created our family. First Matt. I chose his face, style and colour of his hair, I gave him a belly and I dressed him in a shirt (he normally wears t-shirts, but I like him in shirts). I gave him personality – a bit lazy, messy, but very sociable and doesn’t moan.
Then me – round hips, black hair, and low cut trousers. Lazy, sociable, and not messy.
Zuzia got two blond pony tails and pink trousers.
And so the life begins. Our family had $20 000 to spend. I bought a house for $14 000, we moved in stright away, and I went shopping – bed, shower, lights in bathroom and mirror. To my surprise I noticed I had only $ 200 left.
Matt has no job, neither do I, we have to find something. Matt finds a job as a bouncer, for $300 a day.
Meanwhile the hunger indicator reaches critical point – Mazusy are not fed, and they are almost dying. What now? How to feed them???
I reach for help book, and it turns out that to feed us I need to buy a fridge. But how, if I have only $200 and the fridge costs $600? I thought for a while and I had no other choice but to sell the shower (luckily there were two in the house). I bought the fridge and I fed the family.
Then the hurry-scurry began – Zuzia didn’t go to school because she missed the bus, I lost my clothes and was running around the house naked, freezing, and therefore the comfort indicator was on critical point, Matt fainted due to lack of energy…
We were always hungry, always tired (because we have only one bed, so it is impossible for all three of us to sleep, if one of us slept, the rest was exausted, and so on), on top of that I ignored the neighbours who came to say hello.
If that wasn’t enough I burnt our kitchen (I don’t know how it happened that the fire broke out).
I think we’ll have to move to a cheaper house, so that I can buy another bed and some food. It’s hard job to live life for a virtual family.