Babcia internautka

3 miesiace temu uczylam ja co to jest komputer. 3 miesiace temu nie wiedziala nawet, co to jest ‘kliknij’, i sie bardzo zdziwila jak jej kazalam zamknac okno podczas gdy ona siedziala przy komputerze. Miesiac temu plakala mi do telefonu, ze nie wie, jak sie toto obsluguje, bo jej strzalka sie nie rusza (nie ruszal sie kursor, bo myszka byla wylaczona).

Tak sie zarzekala, ze nigdy sie nie nauczy…. A dzisiaj wyszukuje w internecie rzeczy, ktorych mi sie nie udaje znalezc (ja korzystam z internetu juz od 7 lat) – np. tanie bilety lotnicze (za zlotowke). Spedza przed komputerem dlugie godziny, czesto do poznej nocy sobie surfuje….

Moja Mama Internautka….


3 months ago I was teaching her what the computer is. 3 months ago she didn’t even know what ‘click’ is, and she was extremely surprised when I asked her to ‘close the window’, whilst she was sitting in front of the computre. A month ago she was crying to me on the phone, that she doesn’t know how to operate it, because the ‘arrow’ is not moving (the cursor was not moving as the mouse wasn’t on).

She was swearing that she will never learn… And today she’s finding on the internet things I never manage to find (I’ve been using the Internet for 7 years) – e.g. cheap flights (1 pln). She surfs long hours, very often late in night….

My Internet oriented Mum….

Przygotowania

Przygotowania do wyjazdu powinny isc pelna para, a tutaj tymczasem nic. No, niewiele, w kazdym badz razie. Wyjezdzamy juz w czwartek.

Chyba juz wszystko kupione, prezenty zapakowane, ciuchow nie mamy co pakowac (te letnie sukienki,  te koszulki z krotkim rekawem?), w czwartek posprzatam mieszkanie, oddam azalie na przechowanie sasiadom, i juz.

Lecimy do Polski, la la la, lecimy do Anglii, la la la….

6 rzeczy, ktore zrobie w Polsce to:

1. Najem sie polskiego chleba;

2. Najem sie wieprzowiny pod kazda postacia;

3. Najem sie sledzi i wedzonej makreli;

4. Poczytam polska prase;

5. Kupie sobie duzo polskich ksiazek;

6. Bede ogladala wszystkie seriale, ktorymi wczesniej sie interesowalam powiedzmy malo srednio.

3 rzeczy, ktore zrobie w Anglii:

1. Pojde na wyprzedaze

2. Najem sie ichniejszego gammon (to tez wieprzowina, taka jakby szynka).

3. Bede sie napawala angielskim deszczem 😉

No i przede wszystkim i tu i tam bede sikala z radosci, ze widze rodzine.


Getting ready for the trip should be fully on, but it is not. Let’s say not so much as it should be, somehow. We’re leaving on Thursday.

Everything is bought, presents are wrapped, there is no need to pack clothes (these summer dresses, these short sleeved tops?). On Thursday I’ll clean the villa, I’ll give the azalias to neighbours for watering, and that’s it.

We’re going to Poland, la la la, we’re going to England, la la la…

6 things that I’ll do in Poland:

1. I’ll eat lots of Polish bread;

2. I’ll eat lots of pork, in any form;

3. I’ll eat a lot of herring and smoked macarel;

4. I’ll read Polish papers;

5. I’ll buy a lot of Polish books;

6. I’ll watch all the series which didn’t interest me too much so far.

3 things that I’ll do in England:

1. I’ll go for sales;

2. I’ll eat lots of gammon.

3. I’ll enjoy English rain 😉

And first of all, here and there I’ll wee myself with happiness for seeing the family.

Odchudzanie

Jako ze od przyjazdu do Kataru, przez 3 miesiace utylam 5 kilo, uda mi sie porobily jak Himalaje (duze i pagorzaste, wiecie, to okropne slowo na c…), a brzuch mi wisi jak u najpiekniejszej afrykanskiej kobiety, jakis czas temu postanowilam sie odchudzic. Glownie dlatego, ze jedziemy do Polski, do Anglii, rodzina i znajomi beda nas ogladac.

Ale ja chyba nie jestem odchudzajacym typem. Poszlam sobie na tzw. diete trzynastodniowa. Nie wiem, co mnie naszlo, chyba bylam zdesperowana, bo ja naprawde sie odzywiam zdrowo, nie wierze w diety cud. Wytrzymalam jeden dzien. Wieczorem sie ciasteczkiem zajadalam.

Potem postanowilam nie jesc chleba, makaronow, i ziemniakow. Jakos mi szlo, ale nadrabialam ciastkami, i znow nie schudlam (wrecz przeciwnie, codziennie jestem grubsza o kilka dekagramow).

Jakos tak mi nie idzie to odchudzanie, no ale niech mi ktos powie, jak sie mozna odchudzac, jak sie chodzi na obiadki proszone albo do restauracji przynajmniej cztery, piec razy w tygodniu (takie tutaj jest zycie, kontakty towarzyskie sie rozwija, a robi sie to glownie przy jedzeniu)? A w takiej restauracji sa glownie bufety, czyli placi sie stala kwote, i mozna jesc do woli, a wybor dan jest ogromny? No i jak powiedziec nie? Jak sie oprzec?

Wiec sobie swobodnie w tluszcz obrastam, i niedlugo bede meza prosila, aby mi buty wiazal.

A jak mi ktokolwiek z rodziny lub znajomych skomentuje moja tusze, to nogi z d… powyrywam! A poza tym wyscie sami nie lepsi, i do Twiggy czy Kate Moss tez Wam daleko!


As since coming to Qatar, for 3 months I put 5 kilos on, my tights are like Himalayas (huge and hilly, you know the horrible c.. word), and my belly hags low like at the most beautiful African woman, some time ago I decided to go on a diet. Mainly because we’re going back to Poland and to England, and friends and family are going to see us.

But I don’t think I’m the dieting type. I started so called 13 day diet. I don’t know what had happened to me, I must have been desperate, as I normally eat really healthily, and I don’t believe in crush diets. I managed for 1 day, in the evening I was eating cookies.

Then I decided to stop eating bread, pasta, and potatoes. It was ok for some time, but I was eating cookies, and again, I didn’t lose any weight (on the contrary, every day I put on few dekagrams).

Somehow this losing weights is not going well, but how can I be on a diet if we eat out four or five times a week (this is life here, socializing takes place mainly with food involved)? And in restaurants they have everywhere the buffet things, where you can choose and eat as much as you can? How can I say no? How can I resist??

So I just grow in fat, soon I’ll ask my husband to tie my shoelaces.

And if anybody from family or friends dares to comment on my weight, I’m gonna pull your legs out of your a…. Besides, you are not better yourself, apart from few exceptions, you all also cannot compare to Twiggy or Kate Moss. 

Graj w kulki

W zwiazku z moim  nalogiem Zuzia jak sie budzi ze swojej poobiedniej drzemki zastaje mnie nad komputerem, nad nieszczesnym Dynomite . Nie zdawalam sobie sprawy z tego jak jest zle dopoki dzisiaj moje dziecko nie powiedzialo:

– Mama, ja ide spac, a ty sobie idz do komputera i graj sobie w kulki!

Taki dwu-trzylatek jest osoba bardzo spostrzegawcza, i niezwykle pojetna (zwlaszcza jak chodzi o przeklenstwa, hi hi).


Because of my addiction Zuzia, when she wakes up from her midday nap, she sees me at the comp playing  Dynomite . I didn’t realize how bad it was until she said today:

– Mummy, I’m going to sleep, and you go to the computer, and play balls!

A two or three years olds can be very perceptive, and very receptive (especially when it comes to cursing, he he).

Impreza

Acha, party sie udalo. Bylo sporo osob, i wcale nie bylo zimno. Jako ze bylo to angielskie Bozonarodzeniowe przyjecie, podano tzw. mulled wine (wino grzane z gozdzikami, pomaranczami, cytrynami, i innymi przyprawami), tzw. sausage rolls (czyli mini parowki w mini buleczkach), oraz mince pies (tradycyjne babeczki, bardzo slodkie, z nadzieniem, w ktorym sa rodzynki i nie wiem, co jeszcze).

Na koniec kazdy dostal prezencik. Woreczek, a w nim zloto (‘zlota’ lyzeczka), kadzidlo i mirre, czyli dary Trzech Krolow dla Dzieciatka Jezus. Wraz z opisem, co to jest, i skad pochodzi.

Bardzo mily gest.

Oswiadczam, iz:

– nie opilam sie

– glupot nie gadalam

– Zuzia uwielbia swoja nowa nianie (16to letnia corka znajomych)


The party turned out to be good. There were many people, and it wasn’t cold at all. It was an English Christmas party. They served mulled wine, sausage rolls, and mince pies.

At the end everybody got a small present. A little bag, with gold (‘golden’ spoon), frankincense and myrrh, that is three gifts that Three Kings gave to Jesus, together with a little note explaining what it is and where it comes from. A very nice touch.

I announce that:

– I did not get drunk

– I did not talk rubbish to other people

– Zuzia loves her new babysitter (a 16 year old daughter of our friends)

Jak ludzie zaczynaja pisac blogi?

Jak ludzie zaczynaja pisac blogi? Postanowilam to sprawdzic. Co ludzie pisza w pierwszych slowach? Jak wiadomo, poczatki sa zawsze najtrudniejsze.

W tym celu poszlam do pierwszego wpisu 6 blogow, ktore kilka dni temu o godzinie 20:40 czasu katarskiego (czyli o 18:40 czasu polskiego) dodaly nowa notke.

<a href="http://srodziemie.blox.pl/&quot; target="_blank" Srodziemie napisala, ze "zalozylam blog bo czekam na Niego". Mozna i tak. Autor(ka) Kumpla z mety strzela o karmieniu ptakow. Zadnego powitania, przedstawiania sie, nic (bardzo sugestywnie zreszta, az poszlam do kuchni po kawalek kielbaski). Po prostu karmienie ptaszkow. <a href="http://krzywho.blox.pl/&quot; target="_blank" (Co)dziennik moj zaczyna sie przedmowa w jezyku staropolskim, witam witam, i tak dalej. Niusha w pierwszym wpisie opisuje historie zycia swego do czasu zaczecia pamietnika. Z kolei Joe Cool probuje sie przedstawic naprawde cool – pisze, ze nie rozumie facetow, bo jakze ktos, kto ‘ma laske ktora teoretycznie kocha’ moze sie nia zachwycac?? No wlasnie, jak?? I jeszcze Madika_mk, autorka Zaczarowac Codzienosc – Odczarowac Siebie (swoja droga calkiem niezly blog) zaczyna metafizycznie: Naszym celem jest stać się wydrążoną trzciną dla uzdrawiającej muzyki życia"(Ram Dass). Ja tego nie rozumiem, ale brzmi madrze i metafizycznie.

**************

Dobra, a teraz to co tygryski lubia najbardziej: piec najpopularniejszych blogow.

Numero uno: Doda (hmmm, no comment). Pierwszy wpis: czcionka Times New Roman rozmiar 36 napis: OTO DODA. I zdjecie takowej. Zaiste ciekawe.

Istraj (numer dwa)pisze: Chcę pisać o pracy.Nudne?Jak dla kogo! (…)Zabrała mi tyle życia i tyle zdrowia,że właściwie książkę powinnam napisać…jeżeli nie książkę to może ten blog??…. Pracuję w szpitalu….. Okazalo sie, ze nie nudne.

Nasza Holly kochana skarzy sie, ze nie ma doswiadczenia w pisaniu blogow. Oj, brak doswiadczenia nie szkodzi w pisaniu swietnego bloga, jak widac 🙂

Numer cztery, Ocean bez pardonu zaczyna od cen ropy, ktore poszly w gore. Kataryna rowniez nie bawi sie w pierdu pierdu pani Irenko, tylko od razu przechodzi do rzeczy: "lub czasopisma", Jakubowska, i prokuratura. Rzeczowe blogi, rzeczowy poczatek. Numer szesc pan Ele.Gancki chwali sie, iz "Lata lufthasą, jezdzi saab-em, jest wykwintny".

Mazusy zaczely sie baaaardzo nieoryginalnie. Pokrotce opowiedzialam, o co chodzi. A wlasciwie wylozylam jak kawe na lawe.

Jaki z tego wniosek? No coz, ile ludzi, tyle poczatkow. Niektorzy zaczynaja calkiem banalnie (np. Mazusy), inni sila sie na oryginalnosc (np. pan Ele.Gancki), a jeszcze inni od razu do rzeczy przechodza.

A tak swoja droga, fajnie jest przesledzic taki blog, od poczatku do konca, jak sie zmienial, jak jego autor(ka) sie zmienial(a). Mozna wysnuc bardzo interesujace spostrzezenia….. 🙂

Aaaaa-hmed!

Zuzia ma nowego kuzyna (synek mojej siostry), i probujemy ja nauczyc, jak dzidzius ma na imie (Adas).

– Zuzia, jak ma na imie twoj duzy kuzyn?

– Czarus!

– Dobrze. A twoj malutki kuzynek? Jak ma na imie?

Zuzia mysli, mysli…. wiec jej podpowiadam:

– A…. A….

Zuzia radosnie:

– AHMED!

Ona cos z tym Ahmedem ma 🙂


Zuzia has a new cousin (my sister’s son), and we’re trying to teach her what is the baby’s name (Adas).

– Zuzia, what is your big cousin’s name?

– Czarus!

– Good. And your young cousin’s name?

Zuzia’s thinking, thinking …. so I try to help her:

– A…. A….

Zuzia cheerfully:

– AHMED!

There must be something going on with Ahmed 🙂

Nalogi

Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem niezmiernie ‘nalogowym’ czlowiekiem. Prawie codziennie przybywa mi jakis nalog.

I to jest tak, ze jak zaczne, to skonczyc nie moge. Wezmy np. czekolade. Jeszcze NIGDY, nigdy nie zdarzylo mi sie skonczyc na jednym okienku, tak jak sobie obiecywalam. Zre az nie zezre calej tabliczki.

To samo z popkornem. I czipsami. Generalnie z jedzeniem. Jem dopoki juz nie moge. To sie chyba nazywa obzarstwo?

Kawka. Rano i po poludniu. Dzien bez kawy to dzien stracony. Co gorsza, ta kawa musi miec odpowiednia ilosc mleka – nie za duzo, i nie za malo.

Winko. Co wieczor.

Kolejne uzaleznienie to Dynomite , najglupsza gra jaka kiedykolwiek widzialam. Ale jak zaczne grac, to skonczyc nie moge.

No i Mazusy wraz z innymi blogami. Od tych to juz totalnie jestem uzalezniona. Codziennie musze zajrzec, a jak nie zajrze, to chora jestem. A jak zajrze, to dziecko cierpi, mieszkanie brudne, i obiadu brak.

Cos musze zrobic z ta moja ‘uzaleznieniowa’ osobowoscia.


I don’t know about you, but I’m a very ‘vice-prone’ person. Almost every day I hae a new addiction.

When I start, I can’t stop. Let’s say chocolate. Never, absolutely never have I managed to eat only one piece, as I promised myself. I’m eating until I finish the whole bar.

The same with popcorn. And crisps. And food in general. I eat until I can’t eat anymore. I think this is called bingeing?

Coffee. In the morning and in the afternoon. A day without coffee is a day lost. What’s worse, the coffee must have just the right amount of milk – not too much and not too little.

Wine. Every evening.

Another additction is Dynomite , the most stupid game I’ve ever seen. But when I start playing, I just can’t stop.

And Mazusy, with other blogs. From these I’m totally addicted. I have to have a look everyday, and if I don’t I’m ill. And if I do, the child is neglected, the villa is dirty, and there is no dinner.

I have to do something about it.