A to dla leniwcow, ktorym nie chce sie szukac Kataru na mojej interaktywnej mapie.
Mapa Azji, z Katarem zaznaczonym jako numer 3:

A to zblizenie Middle East:

Jak widzicie, sasiadow mamy wysmienitych…
A to dla leniwcow, ktorym nie chce sie szukac Kataru na mojej interaktywnej mapie.
Mapa Azji, z Katarem zaznaczonym jako numer 3:

A to zblizenie Middle East:

Jak widzicie, sasiadow mamy wysmienitych…
Katar jest maly i niewiele osob wie, gdzie jest. Zatem, jako ze sporo osob sie pyta, gdzie jest Katar, znalazlam gre. Oto interaktywna mapa na ktorej nalezy znalezc Katar (klika sie na te malutkie kwadraciki, i pokazuja sie nam rozne komunikaty, cos w rodzaju cieplo-zimno).
Komunikaty:
Not quite close, please try again = Niezupelnie tutaj, sprobuj jeszcze raz.
You are almost there = Juz prawie trafiles/trafilas.
You found the country of Qatar = udalo sie!
Bawcie sie dobrze.
P.S. Za ktorym razem udalo sie Wam trafic?
P.S. 2 – mala podpowiedz. Szukajcie Kataru blizej dolu niz gory. Nieco w prawo.
As not many people know where Qatar is, I found a game: Where is Qatar? This is an interactive map of Qatar where you have to click the little squares. The aim is to click on Qatar.
Have fun.
P.s. How many times did you have to try before you got there?
P.s. 2. A hint – look for Qatar closer to the bottom of the page than to the top. A little bit on the right.
Tego jeszcze w Katarze nie widzialam!! Pada deszcz! Zrobilo sie ciemno, zagrzmialo, i…. zaczelo padac.
Olbrzymie krople, olbrzymie! W Polsce takich wielkich kropel deszczu nie widzialam! W ciagu kilkunastu sekund chodzniki zrobily sie mokre.
Deszcz jest bardzo zimny, chociaz powietrze jest bardzo cieple. I pachnie takim letnim deszczem… pieknie.
Podobno tutaj co roku jest "pora deszczowa" (pora jest w cudzyslowiu, bo ta "pora" trwa kilka dni). W ciagu tych dni, pada, pada, pada.
Poniewaz zdarza sie to raz w roku, poza tym oni nie maja tutaj deszczu, wiec Katar nie jest przystosowany do deszczow. Zatem ulice zamieniaja sie w rzeki, wszystko tonie w wodzie!
Dam Wam znac, co z tym deszczem sie dalej bedzie dzialo.
P.S. a nasi sasiedzi dzisiaj sie na plaze wybrali, hi hi hi. And isn’t it ironic, jakby to Alanis Morisette zaspiewala…
Oh, gee, I keep forgetting to translate, but I promise, I’ll get better at this.
So, I haven’t seen this in Qatar yet!! It’s raining! It got dark, a thunder, and…. it started raining.
The raindrops are huge, really huge. I haven’t seen such big rain drops in my life, not even in England ;). The pavement got wet within seconds.
This rain is very cold, although the air is very hot. It smells of a summer rain, if you know what I mean…. wonderful.
I heard that here every year they have "rain season" ("season" is only few days). During this time it’s raining, raining, raining.
Because it happens only once a year, Qatar is not prepared for rain. Therefore streets change into rivers, everything is flooded.
I’ll keep you informed on what’s going on with this rain.
P.S. Our neighbours went to the beach today, hi hi hi. And isn’t it ironic, as Alanis Morisette would sing…
Konczy sie Ramadan, ida Idy (Eid). To jest swieto, ktore nastepuje po Ramadanie, podczas ktorego Arabowie sie ciesza, baluja, i prezenty sobie kupuja.
A dla nas to oznacza trzy dni wolnego, co z weekendem oznacza razem PIEC WOLNYCH DNI!!! Hurrraaaa!
A zatem do poczytania po Eid, i
EID MUBARAK (czyli szczesliwych Id).
Ramadan is over, Eid comes! This is a holiday which comes after Ramadan, and during which Arabs are happy, play, have fun and buy presents for each other.
For us it means three days off, what combined with the weekend makes FIVE DAYS OFF!!!! Hip hip hurray!
Eid mubarak (Happy Eid)
Do kolekcji moich ulubionych "niecodziennych" znakow drogowych wielblad.
Jesli chcecie, mozecie sobie tez obejrzec przejscie dla pieszych.

Chodze sobie po ulicach, zatem jestem ulicznica.
Logiczne, nie?
Ostatnio chodze odbierac Zuzke ze zlobka na pieszo. Niby nic wielkiego, tysiace matek w Polsce codziennie chodzi na pieszo po swoje pociechy.
Tutaj jednak spacerowiczow nie ma. Za goraco. No i infrastruktura nie sprzyja – brak chodnikow, przejsc dla pieszych….
Spacerek zajmuje mi okolo 10 minut. Chcialabym nadmienic, ze jestem ubrana bardzo konserwatywnie – spodnie do pol lydki, bluzki z rekawami, zadnych tam dekoltow czy ramion odkrytych.
W tym czasie trabi na mnie minimum osmiu kierowcow. Liczylam. Dzisiaj trabilo 12. I 90% sie na mnie gapi.
Ja oczywiscie lubie sobie tlumaczyc, ze to dlatego ze jestem taka piekna, niepowtarzalna, i urocza, i oni nie moga sie powstrzymac, aby sobie nie popatrzec.
Cos mi jednak mowi, ze oni mysla sobie zupelnie cos innego… W koncu jak sama bialoglowa idzie ulica, to juz na pewno musi byc ulicznica…
I walk on the streets. I must be a hooker.
Makes sense, doesn’t it?
Recently I started walking to pick Zuzia up from the nursery. Not a big deal, one could say, thousands of mothers walk to nurseries every day.
Not here. Here people don’t walk. It’s too hot. And infrastructure is not good – no pavements, no zebras…
This is a 10 minute walk. I would like to point out that I’m dressed very conservatively – long pants, tops with sleeves, no spaghetti straps or stuff like that.
During this 10 minutes minimum 8 drivers beep me. I counted. Today I was beeped 12 times. And 90% of them stares at me.
I like to think that this is because I’m drop dead gorgeous, and they just can’t stop themselves, and that’s why they’re looking at me.
Something tells me thought that they think something completely different. If a lady walks on the street alone, than surely she must be loose…
Oto jak sie objawia kryzys wieku sredniego u Anglika, poslubionego Polce, zamieszkalego w Katarze:
1. Przede wszystkim on nie przechodzi zadnego kryzysu. On?? Nie, jest na to za mlody;
2. Planuje zakup Land Cruiser albo innego auta w tym stylu (cena: ponad 120 000 QR). Dodatkowo planuje zakup BMW cos tam (zapomnialam. Sportowy, w kazdym badz razie);
3. Kupuje zestaw kina domowego. Po czterech tygodniach kupuje kolejny zestaw kina domowego (tym razem trzy razy drozszy);
4. Kupuje 42 calowy telewizor – plazma. Zamontowany jak obraz na scianie.
A oto jak przechodzi kryzys wieku sredniego swojego meza Polka, poslubiona Anglikowi, zamieszkala w Katarze:
1. Zastanawia sie, czy maz zastawil swoj dom w Anglii;
2. Uprzedza meza, ze bedzie zarl gotowane kartofle i nic poza tym przez reszte swojego zycia;
3. Trzyma go za reke, gdy on kupuje kolejny zestaw kina domowego (zeby nie upadl, jak zemdleje z nadmiaru emocji); przekonuje go, ze ten "stary" (czterotygodniowy) sprzeda sie na e-Bay, albo gdzies;
4. Cieszy sie jak glupia, gdy telewizor juz zawisnal na scianie.
Chyba oboje sa siebie warci, co?
Middle age crisis
This is how an Englishman, married to a Pole, living in Qatar deals with middle age crisis:
1. First of all, he’s too young to go through middle age crisis, isn’t he?;
2. He plans to buy a Land Cruiser or something like this (price: over 120 000QR). Additionally, he plans to buy BMW something (I forgot what. Sports version, anyway);
3. He buys a home theater system. Four weeks later he buys another one (three times more expensive);
4. He buys 42" plasma TV, mounted like a picture on the wall.
And this is how his wife, a Pole, living in Qatar, deals with her English husband’s middle age crisis:
1. Wonders, whether her husband hocked his English house;
2. Warns him, that he’s going to eat just boiled potatoes for the rest of his life;
3. Holds his hand whilst he’s buying home theater system (just in case he faints from excess of emotions; is convincing him, that the "old" system (4 weeks old) will be sold on e-Bay or somewhere;
4. Is as happy as a lobster when TV hangs on the wall.
I think they are both worth each other, aren’t they?
Siedza i jedza tluste kielbasy. Albo raczej, siedza z mazakiem w reku, i zamazuja to, co potencjalnie mogloby zgorszyc…
Kupilam ostatnio angielskie czasopismo, OK. Takie rozne ploty z wielkiego swiata wielkich gwiazd. Patrze, patrze, i oczom nie wierze – wiekszosc zdjec zamazanych mazakiem!!! Co jakis dekolt bardziej odsloniety, albo kostium kapielowy, to juz ma ta nieszczesna gwiazda domalowana czarnym mazakiem nieksztaltna spodnice!
Katar chyba ma kilka etatow dla takich "zamazywaczy".
Jako dowod kilka zdjec, mam nadzieje, ze da rade zobaczyc na czym to polega.
They are sitting with markers in their hands, and they colour anything that can potentially demoralize…
Recently I bought an English magazine, OK, gossip from the big world of celebrities. I couldn’t believe my eyes – most of the photos were coloured with a black marker!!! Shall there be a girl in a swimming costume, or a bravely shown cleveage, it was black coloured.
In Qatar there must be quite a few people hired just to do that – look through the magazines, and colour stuff considered inappropriate.
As a proof, few photos, which – I hope – are clear enough to show what’s going on.

To jest Kurnikowa, ze spodnica z mazaka/This is Kurnikowa, with a marker-skirt

Jak widac, majtki skape, wiec trzeba bylo zamalowac/ As you can see, shorts are too short. Couldn’t be shown.

Czarny dekolt to nie top pod biala bluzka. To cenzura./ Black triangle is not a top under the white shirt. It’s censorship.
Pamietacie te perfumy, ktore dla mnie specjalnie zrobiono w sklepie z perfumami? Zawieraly one mushmoom, ktore przez pomylke przerobilam na grzyby (z ang. mushroom, grzyb). Mushmoom pachnie ladnie, swiezo.
Moj ogrod zarosniety zielskiem, chwastami jak nie wiem co. Oto jak wygladal:

Ogrodnik mi mowi, wyrywajac chwasty: Teraz sie pozbedziemy tego zielska, tego mushmoom….
Szczeka mi opadla. Moje perfumy sa zrobione z chwastow…. Pocieszam sie, ze mieta to tez poniekad chwast, a pachnie ladnie…
A tutaj zblizenie mushmoom. Ciekawe, czy rosnie cos takiego w Polsce?


I had perfume done for me, and one of the ingredients was mushmoom. One day the gardener was taking the wees from our garden out. He said he’s getting rid of mushmoom. I was very surprised, because once I had perfume done specially for me, and one of the ingredients was mushmoom.
So looks like my perfume is made from the weeds…. 🙂
The photos above are photos of mushmoom.
Matko Boska.
Wlasnie to do mnie dotarlo. Prasujac kolejne gacie mojego dziecka uderzyla mnie mysl, ze przeciez JA JESTEM KURA DOMOWA!!!!
Z kierownika dzialu w swojej firmie nagle, z dnia na dzien, stalam sie krolowa gospodarstwa domowego! Nie to, zebym cos miala przeciwko kurom domowym, bo juz nieraz sama nia bywalam. Ale tym razem musialam sie przestawic tak znienacka, i to nie byla mala zmiana…
Kierowanie projektami zamienilam na prowadzenie gospodarstwa domowego.
Lagodzenie konfliktow z klientem zamienilam na rozprasowywanie zalaman w koszulach meza.
Utrzymywanie dobrych stosunkow z klientami zamienilam na nawiazywanie znajomosci z zonami cudzoziemcow.
Planowanie zajec dla mojego dzialu zamienilam na codzienne planowanie obiadow.
Budzetowanie projektow zamienilam na budzet domowy.
Pisanie raportow zamienilam na pisanie bloga.
Nie wiem, jaki mam do tego stosunek. Z jednej strony mi to odpowiada. Z drugiej strony czegos brakuje… Nie wiem, czy sie ciesze, czy sie martwie. Nie wiem. Nie wiem.