Laban

Kupilam mleko. Odtluszczone dla siebie, pelnotluste dla dziecka. Kupilam od innego niz zazwyczaj producenta, bo bylo tansze (2 litry mleka kosztuja tutaj okolo QR 8,50).

W domu robilam dziecku jesc. Otworzylam nowe mleko, nalewam do kubka, i tak sobie mysle:

Qrcze, to jest dopiero mleko! 3 % tluszczu, a takie gesciutkie, jak smietanka, albo cos…. Takiego gestego mleka w zyciu nie widzialam.

Sprobowalam, zanim dziecieciu podalam (taki mam zwyczaj, zawsze probuje. Troche z lakomstwa, ale wiele razy oszczedzilam dziecku przykrych doswiadczen).

A to mleko kwasne bylo. No nie, pomyslalam, 20 minut w samochodzie (cieplo bylo), a ono juz kwasne? Wcale nie takie dobra ta firma zatem.

W tym momencie katem oka dostrzeglam, ze na butelce napisane jest nie Milk (Mleko), tylko Laban.

A ja sie tyle razy zastanawialam, co to jest ten Laban.

Teraz juz wiem. To jest KEFIR.

Od tygodnia codziennie pije kefir. Mam tego dwa litry. Juz mi nosem wychodzi.

Imion ciag dalszy

I jeszcze jedna ciekawostka.

Tradycja nakazuje, aby rodzice byli nazywani imieniem swojego pierworodnego.

Zatem kobieta, ktora urodzila swojego pierwszego synka, powiedzmy o imieniu Omar, bedzie nazywana (choc niekoniecznie, ale nie wiem, od czego to zalezy) Umm Omar. (Umm znaczy "matka", czyli "matka Omara").

Podobnie ojciec, ktoremu urodzi sie syn nazwany Ibrahim, bedzie znany jako Abu Ibrahim (Abu znaczy ojciec).

Ja ciebie chrzcze…

Osama bin Laden.

Jest to bardzo znane arabskie imie. Ale myliby sie ten, kto by myslal, iz jego imie to Osama, a nazwisko Laden. O nie.

Teraz wyjasnie, jak imiona Arabow "dzialaja", na jakiej zasadzie sa tworzone.

Jako przyklad posluzy mi pan o imieniu Ali bin Ahmed bin Sultan Al-Rashid.

Jego imie to Ali, nazwisko to Al-Rashid. Zupelnie jak u nas. Pozostaje do syjasnienia caly ten "srodek", czyli bin Ahmed bin Sultan.

Bin znaczy nic innego jak "syn". Czyli wiemy o naszym bohaterze juz calkiem sporo:

– ma na imie Ali

– na nazwisko Al-Rashid

– jest synem Ahmeda

– jego dziadkiem byl pan ktory sie nazywal Sultan (bin Ahmed bin Sultan – Ahmed jest synem Sultana, wiec z tego logiczny wniosek, Ali jest wnuczkiem Sultana).

W niektorych krajach Zatoki Perskiej tradycyjnie mezczyzni maja w imieniu piec czy szesc pokolen. W Katarze "jedynie" jedno lub dwa pokolenia.

To bylo o facetach. Teraz czas na kobiety.

Tutaj kobieta, jak to dumnie glosi Islam, "zachowuje po slubie wszystkie swoje dobra, wlacznie z nazwiskiem rodowym". Co oznacza, ze po prostu nie zmienia nazwiska przez cale zycie (dzieci przyjmuja nazwisko ojca).

Pani zwana Noor bint Mohammed bin Ahmed Al Sowaidi bedzie sie tak nazywala przez cale swoje zycie. Wiemy o niej, ze ma na imie Noor, na nazwisko Al Sowaidi, i jest corka Mohammed’a (bint znaczy "corka"), ktory byl synem Ahmeda.

Zalozmy ze nasza pani poslubila naszego pana.

Synek nazywalby sie wtedy ….. (imie, np. Abdullah) bin Ali bin Ahmed bin Sultan Al-Rashid.

Coreczka nazywalaby sie …… (imie, np. Leila) bint Ali bin Ahmed bin Sultan Al Rashid.

Jasne? To teraz zagadka.

Kto jest kim w katarskiej rodzinie krolewskiej (rodzinne powiazania, znaczy sie). Oto imiona:

1. Abdullah Bin Khalifa Al Thani

2. Tamim Bin Hamad Al Thani

3. Hamad Bin Kalifa Al Thani.

Zawilosci imion zrozumialam dzieki swietnej tutejszej ksiazce-poradniku, pt. Marhaba.

Kto pierwszy ten lepszy

Tak mozna podsumowac to, co sie dzieje na drogach w Katarze.

Slyszeliscie o tym, ze we Wloszech maja okropnych kierowcow? Zapraszam do Kataru, bije Italie pod kazdym wzgledem!

Oto kilka najpowszechniejszych grzechow.

  • Gdyby prawda, iz narzad nieuzywany zanika, miala zastosowanie w motoryzacji, w Katarze nie byloby kierunkowskazow. Prawie nikt ich tutaj nie uzywa, a jesli nawet, to np. w ten sposob:

– prawy migacz, a on jedzie prosto

– prawy migacz, a on skreca w lewo

– swiatla awaryjne, a on jedzie 120 na godzine

  • Drogi tutaj, w tym ronda sa trzypasmowe (przewaznie). Taki "zakatarzony" kierowca przejezdzajac przez rondo zazwyczaj zalicza wszystkie te trzy pasy, w stylu calkowicie dowolnym, nie indykujac oczywiscie swoich zamiarow. Zaczyna od zewnetrznego pasa, przez rondo jedzie wewnetrznym, a zjezdza z ronda pasem srodkowym.
  • Parkowanie posrodku ronda to norma. Zwlaszcza taksowkarze to lubia.
  • Nierzadko na drodze trojpasmowej dwa pasy sa zajete zaparkowanymi autami, do jazdy pozostaje jeden. Tak jest glownie w piatek przed meczetami, podczas modlitwy.
  • Nikt tutaj nie zwraca uwagi na pierwszenstwo przejazdu. Kto odwazniejszy, jedzie. Kazdy czuje sie jakby byl wylacznym posiadaczem drogi.

Wypadek:

  • Przy najmniejszym nawet wypadku, nie mozna ruszyc zadnego z aut. Chociazby calkowicie tamowaly ruch, trzeba czekac na policje.
  • No i oczywiscie podczas wypadku, Kataryjczyk ma zawsze racje.

Na plus:

Drogi – swietne, szerokie, przewaznie trzypasmowki, ograniczenie predkosci do 80, 100, i 120 (w miescie!).

Kierowcy tutaj (pomimo, ze uzywaja czesto klaksonu) nie sa agresywni (jak np. w Warszawie). Sa spokojni, nie zieja nienawiscia jesli ktos im zajedzie droge. Oni po prostu nie umieja jezdzic. I ten fakt wydaje sie byc akceptowany przez wszystkich, wlaczajac policje.

Pozostale spostrzezenia:

  • Kto nie lubi rond, niech lepiej tu nie przyjezdza. Swiatel i skrzyzowan jest niewiele, wszedzie ronda, ronda, ronda.
  • Na ronadch korki.
  • Wiekszosc drog jest jednokierunkowa.
  • Po przekroczeniu 120 km/h we wszystkich autach wlacza sie takie bip, bip, bip. I bipa sobie, dopoki nie zwolnimy.
  • Najwiekszym powodzeniem zdecydowanie ciesza sie tutaj samochody japonskie (Toyota i Nissan). Numer jeden to bezapelacyjnie Toyota Land Cruiser.

Toyota Land Cruiser

  • Generalnie jest tu wiele aut z napedem na 4 kola. Sa one niezbedne na pustyni (niedaleko). Poza tym w Katarze z latwoscia mozna sobie na nie pozwolic – drogi sa bardzo szerokie, a paliwo bardzo tanie.

Paliwo

Paliwo tutaj jest niezmiernie tanie. Wydaje mi sie, ze kosztuje okolo 0.60 za litr (ten lepszy rodzaj; raz poprosilam o ten tanszy, wiedziona przyzwyczajeniami z Polski, to popatrzyli na mnie jakbym z ksiezyca spadla).

Zeby wypelnic bak "naszej" Hondy Civic potrzebujemy okolo QR35 (od calkowicie pustego baku do calkowicie pelnego; w Polsce to ponad 100 PLN zawsze szlo). Fakt, ze wystarcza to na przejechanie tylko nieco ponad 300km, powiedzmy 350. Czy to dlatego, ze bak jest maly, czy tez paliwo inne? A moze po prostu ta Honda tak zre (automatyczna skrzynia biegow)? Nie wiem.

W kazdym badz razie nikt tutaj sie cena paliwa nie przejmuje, i nikt nie oszczedza, bo i nie ma co. Raz, ogladajac samochody terenowe w salonie, zapytalismy ile ten pali (standardowe pytanie w Polsce). Sprzedawca zachichotal pod wasem. Oczywiscie nie wiedzial.

Cala prawda o Katarze

Alez sie plodna zrobilam (z tym pisaniem, oczywiscie). Pewnie dlatego, ze sie porzadnie wyposcilam, wiec prosze o cierpliwosc i zrozumienie.
Przegladalam komentarze, i oto co znalazlam:
Gość: 136.2.1.101
2004/09/15 22:21:03
Kochana, powinnas dodac, w jakim luksusie tam ludzie zyja, bo w Polsce o czyms takim nie maja pojecia. Ploty nieprawdziwe chodza, ze w krajach arabskich jest takie zacofanie,brud itd… a rpzeciez tak naprawde, to daleko im do nich… sciski
No to dodaje. Nie wiem, jak w innych krajach arabskich, w Doha jest niesamowicie czysciutko. Ludziska brudne tez mi sie nie wydaja, wrecz przeciwnie, pachna, czasem za mocno, ale zawsze ladnie (oni uwielbiaja perfumy, a te swoje szaty to nawet specjalnie okadzaja wonnym dymem).
Co do tego luksusu, to nie do konca sie zgadzam. Owszem, powszechna opinia jest taka (moje obserwacje ja potwierdzaja), ze Katarczycy (ci rodowici) sa bogaci, i ze oni w zasadzie pracowac nie musza. I oni sami tak na to patrza. Maja pieniadze, sa panami swiata i wszystko im wolno. Kupuja sobie luksusowe samochody i maja po kilka domow. Do roboty to oni maja "roboli", czyli Hindusow, Pakistanczykow, Filipinczykow i innych takich, nie wylaczajac Anglikow czy Polakow. Wiec oni sobie zyja w luksusie.
Wspomnieni powyzej "robole" nie zawsze – powiedzialabym ze wiekszosc z nich zyje z biedzie.
Ale Katar jest panstwem bardzo bogatym, i widac, ze pieniedzy tutaj nie brakuje.
Sciski.

Zlobki i Grand Prix

Chlop mnie kantem puscil dla motorow*, wiec pomimo ze jest weekend, moge sobie zasiasc przed komputerem.

No i pomyslalam, ze napisze o zlobkach, bo pomimo, ze to nie kazdego dotyczy, to jednak sa roznice pomiedzy polskimi a katarskimi zlobkami, i to czasami zasadnicze.

Tak wiec moje dziecko, po miesiacu spedzonym z wlasna rodzicielka w domu, doszlo do wniosku, ze matki sa najbardziej nudnymi stworzeniami na swiecie. W sumie to jej się nie dziwie, sama z soba bym nie wytrzymala – ciagam to dziecko po sklepach, kaze jej się zachwycac meblami i garnkami, i w dodatku zmuszam ja do jedzenia obiadow!

Nic dziwnego wiec ze ostatnio zaczela mi suszyc glowe o „szkole”. W Polsce tez chodzila do zlobka, ale majac wybor zawsze wybierala mame.

Wybralysmy się wiec do kilku lokalnych zlobkow. Wszystkie prywatne, bo o panstwowych nie slyszalam, a nawet jesli sa, to pewnie w nich po arabsku zasuwaja, a Zuzia, mimo ze zdolniacha, tego jezyka jeszcze nie opanowala. Krotkie porownanie polskich i katarskich zlobkow w tabelce ponizej.

PANSTWOWY ZLOBEK POLSKI

PRYWATNY ZLOBEK ARABSKI

Jedzenie wliczone w cene, dostarcza zlobek

Jedzenie dziecko przynosi swoje, talerze i lyzki tez, wszystko podpisane

Otwarty od 6:00 do 17:00

Otwarty od 7:00 do 14:00

Dzieci maja przymusowa drzemke

Dzieci nie spia w ogole. Jak chca, moga isc spac w tym samym pokoju gdzie reszta robi halas. Ale przymusu nie ma

Przed 8 wszystkie maluchy musza byc juz w zlobku

Mozna przyprowadzac o ktorej się chce

Dzieci chodza 5 dni w tygodniu

Jest wybor. Dzieci moga chodzic 2, 3, 4 lub 5 dni w tygodniu

Kosztuje 9 zlotych na dzien (z wyzyzwieniem), czyli okolo 200 PLN na miesiac

Kosztuje roznie. Wpisowe waha się od 150 QR do 400 QR. Opcja pieciodniowa od 750QR do 1125QR za miesiac

Miejmy nadzieje, ze od poniedzialku bedzie zlobek.

Oczywiscie aby dziecko zapisac, trzeba dostarczyc mase dokumentow, i zdjecia rozmiaru paszportowego (tutaj wszedzie potrzebne sa zdjecia – do wizy, do zapisania sie do klubu, do zlobka, wszedzie).

* W Katarze w dniach 30 wrzesnia – 2 pazdziernika odbywa sie Grand Prix motocyklowe, w ktorym udzial biora takie slawy jak Rossi czy Biaggi (panowie pewnie wiedza, niektore panie moze tez). Jest to wielkie wydarzenie dla fanow motoryzacji, bardzo prestizowe, ponad 50 stacji telewizyjnych na calym swiecie transmituje to wydarzenie na zywo.

W Katarze Grand Prix odbywa sie po raz pierwszy. Specjalnie na ta okazje wybudowano tutaj tor wyscigowy o dlugosci 5.4 km, i jedno z najwiekszych na swiecie centrum medialne (dla prasy, tv i takich, wielkosc ponad 1000 metrow kwadratowych).

Bilety kosztuja fortune: QR 500 za trzy dni!

Moj Mateusz poszedl tam jednak nie jako widz, a jako "marshall" – nie znam polskiego odpowiednika.

Generalnie – w wielkim skrocie – za darmo haruje jak osiolek. Mieli 2 godzinne szkolenie, a teraz stoi (wraz z 150 innymi marshallami) caly dzien (wlasciwie 3) w 40 stopniowym upale, pod parasolem, ubrany w pomaranczowe ogrodniczki, i patrzy, czy sie jakis motor nie wywali. A jak sie wywali, to biegna, i sciagaja ten motor z toru, i jak maja czas to z miotla lataja po tym torze.

Chociaz w zasadzie to caly czas sie nudza (przynajmniej wczoraj), bo wyladowali na "latwym" zakrecie, wiec nikt sie nie wywalil.

Ale poniewaz Matt ma hopla na punkcie motocykli, to i tak sie cieszy jak dziecko, bo zobaczy Grand Prix "za darmo".

A tak wyglada Matt (to ten po lewej) w "stroju sluzbowym". Na zdjeciu ze swoim kolega, Dave’m (nieco znieksztalceni, bo mi sie obrazek zle pomniejsza).