Chlop mnie kantem puscil dla motorow*, wiec pomimo ze jest weekend, moge sobie zasiasc przed komputerem.
No i pomyslalam, ze napisze o zlobkach, bo pomimo, ze to nie kazdego dotyczy, to jednak sa roznice pomiedzy polskimi a katarskimi zlobkami, i to czasami zasadnicze.
Tak wiec moje dziecko, po miesiacu spedzonym z wlasna rodzicielka w domu, doszlo do wniosku, ze matki sa najbardziej nudnymi stworzeniami na swiecie. W sumie to jej się nie dziwie, sama z soba bym nie wytrzymala – ciagam to dziecko po sklepach, kaze jej się zachwycac meblami i garnkami, i w dodatku zmuszam ja do jedzenia obiadow!
Nic dziwnego wiec ze ostatnio zaczela mi suszyc glowe o „szkole”. W Polsce tez chodzila do zlobka, ale majac wybor zawsze wybierala mame.
Wybralysmy się wiec do kilku lokalnych zlobkow. Wszystkie prywatne, bo o panstwowych nie slyszalam, a nawet jesli sa, to pewnie w nich po arabsku zasuwaja, a Zuzia, mimo ze zdolniacha, tego jezyka jeszcze nie opanowala. Krotkie porownanie polskich i katarskich zlobkow w tabelce ponizej.
|
PANSTWOWY ZLOBEK POLSKI
|
PRYWATNY ZLOBEK ARABSKI
|
|
Jedzenie wliczone w cene, dostarcza zlobek
|
Jedzenie dziecko przynosi swoje, talerze i lyzki tez, wszystko podpisane
|
|
Otwarty od 6:00 do 17:00
|
Otwarty od 7:00 do 14:00
|
|
Dzieci maja przymusowa drzemke
|
Dzieci nie spia w ogole. Jak chca, moga isc spac w tym samym pokoju gdzie reszta robi halas. Ale przymusu nie ma
|
|
Przed 8 wszystkie maluchy musza byc juz w zlobku
|
Mozna przyprowadzac o ktorej się chce
|
|
Dzieci chodza 5 dni w tygodniu
|
Jest wybor. Dzieci moga chodzic 2, 3, 4 lub 5 dni w tygodniu
|
|
Kosztuje 9 zlotych na dzien (z wyzyzwieniem), czyli okolo 200 PLN na miesiac
|
Kosztuje roznie. Wpisowe waha się od 150 QR do 400 QR. Opcja pieciodniowa od 750QR do 1125QR za miesiac
|
Miejmy nadzieje, ze od poniedzialku bedzie zlobek.
Oczywiscie aby dziecko zapisac, trzeba dostarczyc mase dokumentow, i zdjecia rozmiaru paszportowego (tutaj wszedzie potrzebne sa zdjecia – do wizy, do zapisania sie do klubu, do zlobka, wszedzie).
* W Katarze w dniach 30 wrzesnia – 2 pazdziernika odbywa sie Grand Prix motocyklowe, w ktorym udzial biora takie slawy jak Rossi czy Biaggi (panowie pewnie wiedza, niektore panie moze tez). Jest to wielkie wydarzenie dla fanow motoryzacji, bardzo prestizowe, ponad 50 stacji telewizyjnych na calym swiecie transmituje to wydarzenie na zywo.
W Katarze Grand Prix odbywa sie po raz pierwszy. Specjalnie na ta okazje wybudowano tutaj tor wyscigowy o dlugosci 5.4 km, i jedno z najwiekszych na swiecie centrum medialne (dla prasy, tv i takich, wielkosc ponad 1000 metrow kwadratowych).
Bilety kosztuja fortune: QR 500 za trzy dni!
Moj Mateusz poszedl tam jednak nie jako widz, a jako "marshall" – nie znam polskiego odpowiednika.
Generalnie – w wielkim skrocie – za darmo haruje jak osiolek. Mieli 2 godzinne szkolenie, a teraz stoi (wraz z 150 innymi marshallami) caly dzien (wlasciwie 3) w 40 stopniowym upale, pod parasolem, ubrany w pomaranczowe ogrodniczki, i patrzy, czy sie jakis motor nie wywali. A jak sie wywali, to biegna, i sciagaja ten motor z toru, i jak maja czas to z miotla lataja po tym torze.
Chociaz w zasadzie to caly czas sie nudza (przynajmniej wczoraj), bo wyladowali na "latwym" zakrecie, wiec nikt sie nie wywalil.
Ale poniewaz Matt ma hopla na punkcie motocykli, to i tak sie cieszy jak dziecko, bo zobaczy Grand Prix "za darmo".
A tak wyglada Matt (to ten po lewej) w "stroju sluzbowym". Na zdjeciu ze swoim kolega, Dave’m (nieco znieksztalceni, bo mi sie obrazek zle pomniejsza).
