Ups, poprzedni wpis znalazl sie tu przez pomylke, mial isc jako ogloszenie gdzies indziej, ups…*
Do Mazusow chcialam napisac, ze
W Katarze sponsor jest jak poranna kawa dla spiocha – nic sie bez niego nie da zrobic. Sponsor w najwiekszym skrocie jest to osoba, ktora nas zaprasza do Kataru, i od tej pory staje sie naszym niemalze bogiem.
Sponsora musi miec tutaj kazdy – zarowno kazda osoba prywatna, jak i kazda firma.
Firmy zagraniczne aby moc prowadzic tutaj interesy musza placic regularnie sponsorowi. Ja to nazywam haracz.
Osoby prywatne bez zgody sponsora (pisemnej) nie moga:
– przyleciec do Kataru;
– wyleciec z Kataru (czyli np. jesli ktos chce jechac na Boze Narodzenie do domu, ale mu firma nie pozwoli, bo akurat maja dla niego cos do roboty, to chociazby na glowie stal przez 24 godziny, to i tak nigdzie nie poleci);
– wynajac domu;
– kupic auta;
– zalozyc sobie linii telefonicznej;
– kupic sobie komorki;
– wielu innych rzeczy, ktorych jeszcze nie odkrylam.
W zasadzie to sie dziwie, ze moge robic kupe bez zgody sponsora. No, ale to pewnie tylko dlatego, ze robie to w domowych pieleszach, wiec trudno byloby im kontrolowac… Chociaz nie, moj maz bedzie moim sponsorem, wiec moglby to (teoretycznie) kontrolowac. Wiec moze by tak wlasnie wprowadzic zasade, ze na to tez musi dac sponsor zgode… Tak, dla jeszcze wiekszej kontroli…
– Kochanie, ja musze kupe, przefaksuj mi zgode
– Juz sie robi, slonko; albo
– Niestety, kochanie, dzisiaj juz robilas, nie mozemy naduzywac papieru toaletowego, wiec musisz z tym poczekac do jutra;
Dobra, koncze, bo juz zaczelam glupoty wypisywac (ale to dlatego, ze jestem chora i mowic nie moge)
*Oczywiscie z tym szukaniem sponsora w poprzednim wpisie to tylko zart, w razie jakby ktos sobie pomyslal, ze ja tak naprawde!