Kupilam mleko. Odtluszczone dla siebie, pelnotluste dla dziecka. Kupilam od innego niz zazwyczaj producenta, bo bylo tansze (2 litry mleka kosztuja tutaj okolo QR 8,50).
W domu robilam dziecku jesc. Otworzylam nowe mleko, nalewam do kubka, i tak sobie mysle:
Qrcze, to jest dopiero mleko! 3 % tluszczu, a takie gesciutkie, jak smietanka, albo cos…. Takiego gestego mleka w zyciu nie widzialam.
Sprobowalam, zanim dziecieciu podalam (taki mam zwyczaj, zawsze probuje. Troche z lakomstwa, ale wiele razy oszczedzilam dziecku przykrych doswiadczen).
A to mleko kwasne bylo. No nie, pomyslalam, 20 minut w samochodzie (cieplo bylo), a ono juz kwasne? Wcale nie takie dobra ta firma zatem.
W tym momencie katem oka dostrzeglam, ze na butelce napisane jest nie Milk (Mleko), tylko Laban.
A ja sie tyle razy zastanawialam, co to jest ten Laban.
Teraz juz wiem. To jest KEFIR.
Od tygodnia codziennie pije kefir. Mam tego dwa litry. Juz mi nosem wychodzi.