W artykule z http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1182011&KAT=239 opisana jest szkola uwodzenia. Oto kilka fragmentow, ktore wydaly mi sie ciekawe.
"Kobieta uwodzi w trzech czwartych przypadków (w latach 50. dowiedli tego znani badacze praktyk seksualnych, Clellan Ford i Frank Beach). Jednak tylko dlatego, że robi to dyskretniej, faceci myślą o sobie jak o samcach zdobywcach. Tomasz Szlendak opowiada: – Czytałem badania z 64 kultur z pięciu kontynentów. Wszystkie pokazały, że to kobieta wykazuje inicjatywę."
A to akurat jest przeciez wie kazda kobieta, i faceci tez, tylko ze sie do tego nie przyznaja.
"Niemiecka pisarka Arletta Grunestuhl już dawno zanotowała, iż inteligencja jest wielką zaletą kobiet, ale pod warunkiem że potrafią ją ukryć. Trzeba tylko grać rolę naiwnych i pozwolić panom przejąć inicjatywę. Bo uległość mówi płci brzydkiej, że nareszcie można podporządkować partnerkę swoim pragnieniom. Początkowo seks bez zobowiązań, z czasem, po cichutku, ona uzależnia od siebie mężczyznę. Ot, i cała tajemnica szybkiego podrywu na głuptasa. Finezji wiele nie potrzeba."
Ci mezczyzni, ktorych ja znam, raczej w gluptaskach (nawet tych udawanych) nie gustuja. Ale moze sie myle, moze oni sie dobrze maskuja?
"Życie pomaga teoriom. Ponoć najłatwiej się uwodzi w sanatorium, na urlopie, w piątek, w… odmiennych stanach świadomości. I – tu zaskoczenie – bardzo zbliżają niebezpieczne okoliczności. Kiedyś przeprowadzono badania. Dwie grupy żołnierzy poprowadzono przez dwa mosty. Jeden solidny, murowany, drugi niepewny i chybotliwy. Po drugiej stronie obu mostów czekały młode, skąpo odziane kobiety. Naukowcy porównywali potem liczbę nawiązanych kontaktów damsko-męskich. Okazało się, że więcej romansów zdarzyło się wśród żołnierzy, którzy wcześniej musieli przejść przez niepewny most."
A moze po prostu kobiety byly ladniejsze/ bardziej skore do randkowania? Mi by chyba amory nie byly w glowie gdybym byla uwieziona w metrze, podczas trzesienia ziemi.
"Tatiana Ostaszewska-Mosak przestrzega: – Jeżeli podczas uwodzenia zupełnie zataimy, jacy jesteśmy, musimy się liczyć z konsekwencjami. Gdy po fakcie okaże się, że ona wcale nie jest przebojowa, ma doklejane paznokcie i rzęsy, biust podniesiony biustonoszem, a pupę podtrzymuje majtkami korygującymi figurę, on ma pełne prawo czuć się oszukany. I możemy nie mieć już czasu, by pokazać się od naszej prawdziwej, najlepszej strony."
A przeciez to jest normalne, ze na pierwszej randce zadna dziewczyna nie powie: "Sluchaj, bo ja tak naprawde to mam sztuczny biust, i od chodzenia do pubow to ja wole ogladac TV w papilotach na glowie, jedzac czekolade". I zaden chlopak nie powie: "Wiesz, a ja wole wyskoczyc z kumplami na piwko zamiast spotykac Twoje kolezanki".
I chyba nikt nie powinien sie czuc przez to oszukany…
"Wtorek. Odbieramy zaświadczenie z kursu. Kilkanaście kobiet z certyfikatem ruszy za chwilę w miasto, żeby uwieść kogoś na stałe. Jeśli którejś się uda, tylko czekać, aż powstaną kursy: uwiodłeś, jak go teraz zatrzymać."
Po pierwsze: czy te panie beda machaly facetom przed nosem tymi certyfikatami, krzyczac: Patrz, ja dyplomowana uwodzicielka jestem!!, majac nadzieje ze facet na to poleci?
Po drugie: czy certyfikat w jakikolwiek sposob ulatwi "podryw"?
P.S. Ja na zadne kursy nie chodzilam, a podryw i flirtowanie wcale zle mi nie wychodzi.